Rozdział 2

Zaprzyjaźnili się. Sakura często go opatrywał, a niektóre zabiegi trwały na tyle długo, że zaczęli rozmawiać. Z nudów.
- Powiedz mi, jak ty to robisz? - spytał brunet pewnego dnia. Uchiha leżał na brzuchu, a Haruno wbijał mu w plecy igły.
- Niby co? - spytał różowowłosy.
- Że jak na kogośssss - nie dokończył po syknął czując ból - delikatniej!
- Już już - zaśmiał się Haruno, a Sasuke zaczął mówić dalej.
- ...spojrzysz, to wtedy ta osoba zwiewa. Przydało by mi się to - powiedział i skrzywił się na myśl o kilku fankach.
- To nic trudnego. Wystarczy dobra kontrola chakry - odparł.
- Serio? - Uchiha był zaskoczony. Co prawda, jego kontrola jeszcze nie była taka dobra, ale chyba wystarczająca by się tego nauczyć. Oprócz tego zauważył, że dzięki dobrej manipulacji chakrą, Sakura stworzył kilka prostych technik, które tworzyły niesamowite wrażenie.
Po wyjściu Sasuke ze szpitala zaczęli razem trenować. Potem Haruno zaprosił go do swojego domu, gdy po wyczerpującym treningu byli głodni. Sasuke pamiętał jak bardzo zaskoczył go wygląd pokoju Sakury. Jasnoniebieskie ściany świeciły pustkami. Łóżko było posłane, a jedynie biurko zawalały różne zwoje i pędzle do pisania własnych spostrzeżeń na czystych arkuszach. W rogu pokoju stał drążek pełen dziur po kunaiach. Najwyraźniej służył do ćwiczeń.
Rozmawiali dość dużo i już wkrótce w szkole siedzieli razem w ławce, a na przerwie rozmawiali na temat jutsu. Dodatkowo oboje mieli dzięki temu dużo luzu. Spojrzeniu Sakury sprawiało, że Sasuke nie był już oblegany przez dziewczyny, a dzięki obecności Uchihy, Haruno nie musiał się martwić prześladowcami. Znaczy, dałby sobie z nimi radę, ale to było strasznie denerwujące, a Sharinganowiec tylko rozwiązał jego problem.
Jakiś czas później zaczęli się zastanawiać jak pomóc Sasuke obudzić ponownie Sharingana. Właściwie, to brunet nie miał pojęcia, że w ogóle mu się to w udało. Nie miał pojęcia jak to zrobił, ale według Sakury, mu się to udało, a Uchiha mu wierzył.
Tak mijały lata. Sasuke nie myślał wcale o zemście. Zbliżał się egzamin końcowy w Akademii i ktoś jeszcze.


- Ne ne, Inu-sensei, kiedy będziemy w Konoha? - spytała.
- Prosiłem cię byś mnie tak nie nazywała - przypomniał.
- Hai, hai, gomenne - roześmiała się.
Pies nigdy nie mógł zrozumieć jak ona i jej brat mogą się tak różnić. Choć w sumie to było logiczne. Menma od zawsze ją chronił. Był starszym bratem, co z tego, że bliźniakiem. By bronić siostrzyczkę, musiał stać się dojrzalszy. Ona wydawała się nie przejmować niczym, ale była to tylko maska, którą zakładała by jej aniki się nie martwił.
AMBU tylko pokręcił głową.
- Jeszcze 2 godziny marszu - przyznał.
- Zawsze możemy pobiec, nie widzę przeciwwskazań - stwierdziła.
- Ty nie, ale ja tak. Nie każdy ma tu ADHD, Naruko-chan - stwierdził Pies. Oj, tak, Naruko zdecydowanie miała za dużo energii.
- Pff - prychnęła - Możesz użyć teleportu, w końcu nie używałeś chakry przez cały dzisiejszy dzień - zauważyła.
- To nie jest teleport, tylko zaawansowane jutsu przestrzenne, o nazw...
- Oj, za dużo gadasz - stwierdziła i zaczęła biec, a ANBU tylko westchnął i złożył pieczęcie, by po krótkiej chwili znaleźć się przy bramie Konohy. Nie zdziwił się, gdy 10 minut później na horyzoncie dostrzegł dziewczynkę.
Zakrył, i tak zakrytą już przez maskę twarz, obiema rękoma. Co było z nią nie tak. Normalny człowiek nie potrafił by skrócić 2 godzin do 15 minut. I tak na marginesie, niewiele się spocić.
- Dobra, to ja idę zobaczyć czy mój dom stoi - oznajmiła i po chwili jej nie było. Było wcześnie. Jakaś 5 rano. Do spotkania w Akademii było jeszcze około 3 godzin. Szybko się umyła i założyła czyste ubranie. Pomarańczowo-czarną bluzę, siatkowaty top, krótkie czarne spodenki-leginsy i bordową spódniczkę z wcięciami by lepiej się poruszać. Na nogach miała długie buty z ochraniaczami. Krótkie włosy spokojnie powiewały, a grzywkę przytrzymywała opaska ze znakiem Konohy.
Naruko wyskoczyła ze swego mieszkania przez okno. Skoczny krokiem biegła po dachach na głowę Yondaime. Zawsze czuła jakąś dziwną więź z poprzednim Hokage. Oczywiście nigdy go nie spotkała, ale mimo wszystko.
- Cze, stary - przywitała się i pacnęła pomnik w głowę butem. Usiadła na ogromnej głowie - Wiesz, wróciłam do domu. Aniki jeszcze nie, ale niedługo będzie. Chciałabym ci opowiedzieć wszystko ale mam mało czasu. Wiesz, ja i aniki nauczyliśmy się mnóstwa technik z Jirayą-sensei i Inu-sensei. Menma mówi, że Jiraya-sensei to zboczeniec, ale ja nie wiem o co mu chodzi. Ach, no i dzisiaj znów zobaczę się z Sasuke. Pamiętasz? Mój najlepszy przyjaciel. Ciekawe czy spotkam też Itachiego-nii-chan i tego chłopca... Sakura się chyba nazywał. No, w każdym razie muszę iść do Hokage, a potem do Akademii. Sayonara~! - krzyknęła i zeskoczyła z pomnika, spadając na budynek Kage.
W gabinecie jeszcze nikogo nie było. Naruko usiadła w fotelu Sandaime.
- Ohayo staruszku - zawołała gdy usłyszała skrzypnięcie drzwi. Starzec uśmiechnął się do blondynki. Nie umiał się na nią gniewać.
- Witaj Naruko-chan. Jak minął trening? - spytał.
- Istny odjazd, oji-san. Ale zbyt tęskniłam by spędzić tak resztę życia. Po za tym, chcę zobaczyć się z Sasuke, Itachim, ciocią Mikoto i wujkiem Fugaku - powiedziała i spojrzała na twarz mężczyzny. Dlaczego wydawał się być przygnębiony.
- Co się stało, oji-san? - spytała.
- Jesteś jeszcze młoda, Naruko, ale myślę, że na tyle dorosła bym mógł ci to powiedzieć. Uchiha nie żyją...
- Nani! Nie! Tylko nie ciocia... wujku. A co z Itachim-nii-san?! Co z Sasuke?! - oczy zaszkliły się, ale nim skapnęła z nich jakakolwiek łza, Sandaime wyczuł wirującą wokoło chakrę - Kto to zrobił - spytała.
- Itachi - odparł Hiruzen siadając na fotelu w rogu gabinetu.
- Nie... kłamiesz - szepnęła - To niemożliwe. Onii-san kochał swoją rodzinę. Czułam jego miłość do nich, do Sasuke, gdy tylko stałam obok niego!
- Wiem, Naruko - powiedział Sandaime - zrozum, ja operuje faktami. Zrozum, to nie moja wina. Jednak pamiętaj, żeby nie wspominać przy Sasuke o Itachim i śmierci jego klanu.
- Więc wybili cały klan?
- Wybili?
- Tak, jestem pewna, że to nie była tylko sprawka Itachiego. Nie ma mowy. Nii-chan, nigdy by tego nie zrobił z własnej woli... - westchnęła - pójdę już - powiedziała.
- Poczekaj Naruko - mężczyzna podał jej papiery do wypełnienia - kilka formalności. Wypełnij i zanieś Iruce. To nauczyciel twojego rocznika w Akademii.
- Hai, Hokage-sama - powiedziała i wyszła.
Swe kroki skierowała w stronę Ninja-gakkou.
Po drodze zapomniała nawet wstąpić do Ichiraku Ramen. Była zamyślona i trochę nieobecna.
Gdy tam dotarła była już 6:30. Wątpiła, by komuś chciało się o tej porze przyjść do Akademii. Z tego co wiedziała o 8:00 miała się odbyć część teoretyczna Egzaminu na Genina. O 12:00 miała się odbyć praktyczna.
Westchnęła i odgoniła czarne myśli. Usiadła na dachu budynku. Spojrzała w papiery.
Imię, nazwisko, wiek, płeć i takie duperele znajdowały się na pierwszej stronie. Na drugiej musiała napisać na temat swoich wyników w Akademii, w jej przypadku na treningu. W kolejnych miała opisać jak radzi sobie z technikami podstawowymi, tak zwanymi rangi E. Wypełniła szybko swoje papiery i przystąpiła do uzupełniania dokumentów Menmy. Cóż, to, że widzieli się ostatnio miesiąc temu i najprawdopodobniej jej aniki zrobił kolejne postępy, nie oznaczało, że aż tak zmienią się jego papiery.
Przed ósmą wszystko było skończone. Zeszła z dachu i zaniosła dokumenty do pokoju nauczycielskiego. Zapukała. Otworzył jej młody nauczyciel. Miał wysoko związane brązowe włosy, ciemne oczy oraz bliznę przechodzącą przez środek nosa.
Naruko skrzywiła się wewnętrznie na widok Iruki, ale na usta wypłynął jej uroczy uśmiech. Z całym szacunkiem do byłego sensei, nienawidziła go. Spędziła w Akademii całe pieprzone pół roku. To wystarczyło. Umino obrażał ją i jej aniki na każdym kroku. Oczywiście to samo robili także inni mieszkańcy, ale to nic nie zmieniało. Zawsze się na nich wyżywał, choć jako nauczyciel widział, że nie byli głupi. Dzięki wzajemnej pomocy, byli całkiem nieźli i wszystko rozumieli.
- Hokage-sama kazał mi to przekazać - powiedziała podając papiery. Iruka patrzył na nią chwilę, jakby zastanawiał się skąd ją kojarzy. Spojrzał na dokumenty i momentalnie zbladł. Gdy znów chciał spojrzeć na dziewczynę jej już nie było.
Weszła do pustej klasy. Wpatrywała się w budzącą się powoli Konohę. Ninja od dawna byli już na służbie, ale cywile dopiero zaczęli wychodzić z domów.
Tak bardzo chciała by Menma był tu przy niej.