Bloodcat3: Dziękuje za komentarz :) Jeśli chodzi o wygląd tej cudownej trójki to linki znajdziesz na moim profilu. Ich outfit w opowiadaniu to wynik inspiracji obrazkami z tumblra. Co do Felka i Igora to jest między nimi pewna różnica. Feliks przeklina gdy jest zły natomiast Igor może to robić o każdej porze dnia i nocy. Czasami tego nie robi i wtedy jest nawet bardziej irytujący.
Witowt to istna maszyna do zabijania, która za cel obrała sobie swojego południowego sąsiada. No i ma radar wykrywania Igora w obrębie 10km. Jego największym marzeniem jest zabić Igora, ale ale! Więcej nie powiem.
Natomiast Markus hmm... o nim będzie bardzo dużo i odegra dość ważną rolę ;)
Dobra, ta nocia akurat krótka, bo sama piosenka długa nie jest :( Również nie uważam by mi jakoś rozdział szczególnie wyszedł, ale trudno...


Występują: Igor - 2P!Polska, Witowt - 2P!Litwa, Markus - 2P!Prusy, John - 2P!America, William - 2P!Kanada, Oliver - 2P!Anglia, Bastien - 2P!Francja, Stefano - 2P!Romano, Luciano - 2P!Włochy, Lutz - 2P!Niemcy, Kuro - 2P!Japonia, Nikolay - 2P!Rosja, Shao - 2P!Chiny, Swiet - 2P!Białoruś, Katiuszka - 2P!Ukraina, Hanna - 2P!Węgry, Elias - 2P! Austria.


2. Co powie Ryba?

Chociaż rzucisz przynętę nigdy nie wiesz
i ukryty helikopter masz w rowerze.
Nic to nie da, bo potęga jego w głębi
i ciągle gnębi.


Gilbert spojrzał na Igora dość nieprzyjemnie. Tego gościa nie dało się lubić. Był chamskim, irytującym, komunistycznym sadystom. Najwyraźniej podobne odczucia miało już kilka krajów. Osobiście gdy go poznał na początku myślał, że go polubi, ale wystarczyło kilka chwil z nim spędzonych by myśleć tylko o zabiciu go.
Nie rozumiał też dlaczego Igora tak bawiło niszczenie ziem Feliksa.
Jeszcze pożałujesz Igor. Pomyślał. Miał doskonały plan.
Nie wiedział jednak, że ktoś już to wszystko przewidział.


Igor pojawił się przed mostem Rialto. Szczerze? Lubił Wenecję, miasto miłości, intryg, zabójstw, masek. Tak, jedyne co było wspanialsze to jego ziemie, ale to było oczywiste.
Spojrzał przed siebie i od razu dojrzał opartego o mur Włocha.
- Wreszcie jesteś - powiedział i uśmiechnął się - Igor.
- Tak - odparł - Lucjan.
Włoch zaśmiał się cicho.
- Jak tam w drugim świecie? Wszystko idzie zgodnie z planem?
- Oczywiście. Niczego się nie domyślają idioci. Ale pamiętaj - dzielimy się po połowie. Dobrze wiesz, że nie uda ci się mnie oszukać, za długo cię znam.
- Nawet nie mam takiego zamiaru mój komunistyczny towarzyszu. Wiesz, strasznie żałuję, że się wtedy do nas nie dołączyłeś.
- Wtedy to świat by już dawno przestał istnieć. Po za tym tobie jest zawsze mało. Macie połowę Europy, Całą północną i północno-wschodnią Afrykę oraz całe wschodnie wybrzeże Azji. Czego ty chcesz więcej?
- Powiedział ten, który razem z Nikolayem ma całą północą i centralną Azję oraz drugą połowę Eutopy - przypomniał mu.
- Wiem wiem. Miejmy tylko nadzieję, że Willy niczego nie odkryje. Za nim oczywiście pójdzie Jo, a skoro przestali się kłócić z Olim i Bastim to ci również ich poprą.
- Najważniejsze by nie powstali tacy alianci jak w drugim świecie bo będzie nam trudno.
- Przecież wiesz, że Niko jest zbyt nieśmiały by zrobić coś takiego. Może i jest większy, ale ja i Katia go przytrzymamy gdyby chciał się sprzeciwić.
- I dobrze. A teraz tam wracaj. Później mi wszystko opowiesz - powiedział i skierował się w stronę Piazzetta di San Marco.
Przybili piątkę gdy się minęli, a po chwili ciało Igora zaczęło się rozmywać.


Tutaj stada rekinów i ośmiornic,
a on amator ze spisem cudzołożnic.
Znajdzie ciebie, bo potęgę swą ma w głębi
i ciągle gnębi.


- Gdzie byłeś - spytali, gdy wszedł do pokoju.
- Wiecie, że to pytanie jest dość intymne? - spytał jakby z oburzeniem - wzywały różne potrzeby fizjologiczne. Wszystkie oprócz seksualnych bo na to nie miałem czasu.
Markus i Witowt spojrzeli na niego ukradkiem, a on tylko poprawił szalik.
Wszystko zgodnie z planem towarzysze.
Gilbert podszedł do niego i złapał go za ten głupi szalik. Teraz oczywiście bardziej uważał. Spojrzał mu w oczy.
- Lepiej uważaj Polen. Nie walcz z rekinem.
- Jeśli ty jesteś rekinem to ja piranią. Pamiętaj, że one są tak żarłoczne, że zjedzą wszystko co się rusza. A ja jestem wyjątkowo żarłoczny zwłaszcza jeśli chodzi o tereny przemysłowe.


Nie wiesz, nie wiesz, co ci powie ryba
I skąd nadpływa.
Co powie ryba, kiedy cię zdyba.


Markus miał ochotę walić głową w ścianę... albo i na odwrót. Roderich i Elizabeth zaprosili go do siebie. Znaczy, wiedział, że nie są tacy jak Elias i Hanna, ale widząc reakcję Gilberta nie był pewny czy się cieszyć. Tak w ogóle to dlaczego zaprosili akurat jego? Co Witowta nie mogli? I gdzie podziało się "Polska, Węgry dwa bratanki?"
Westchnął i przekroczył próg ich byłej wspólnej willi, która stała na przedmieściach Wiednia.
- Oh, Markus - przywitała się Elizabeth - witaj - uśmiechnęła się.
- Um... guten Tag - mruknął cicho.
Zaprosili go do salonu. Było tu... czystko. Albinos nie krył szoku.
- Więc to ty jesteś przeciwieństwem Gilberta? - spytali i przyjrzeli mu się dobrze. Oboje znali Prusaka od bardzo bardzo bardzo... w każdym razie zbyt dawna.
- Um... ja... - chłopak nadal wpatrywał się w sterylnie czysty salon - Zdecydowanie nie jesteście jak Hanna i Elias - stwierdził cicho.
- Huh? - zdziwili się. Lata małżeństwa sprawiły, że wiele odruchów mieli zgranych jak jakaś maszyna.
- Hanna i Elias to Węgry i Austria w moim świecie i... mam nadzieję, że nigdy nie będzie wam dane ich spotkać. Nikt, kto ma po kolei w głowie nie powinien spotkać kiedykolwiek tych socjopatów - stwierdził i aż przeszły go dreszcze.
Roderich i Elizabeth wpatrywali się w niego z zaciekawieniem i jakby potakiwali by kontynuował.
- Roderich... dobrze pamiętam? - Edelstein kiwnął głową - Jaką muzykę lubisz? - spytał albinos, a Austryjak wręcz się rozpromienił. Natychmiast zaczął wymieniać sławne nazwiska pianistów i opowiadać o pięknie gry klasycznej.
- Zdecydowanie jesteście przeciwieństwami... założę się, że nie cierpisz jazgotu muzyki rockowej - na twarz Edelsteina wystąpiła całkowita pogarda niczym u Szope... Bacha po nieudanym koncercie - no to to jest to co Elias całym życiem kocha - odparł Markus.


I nie pomoże niezawodny prowokator.
I nie da rady podstawiony terminator,
bo on z każdego, w sposób
nie do przewidzenia,
zrobi jelenia.


Ze spryskiwaczy w sali ONZ zaczęła lecieć woda, a w z radiowęzłów puszczono jazgot alarmu przeciwpożarowego. Państwa natychmiast opuściły salę i skierowały się w stronę wyjścia ewakuacyjnego, gdy usłyszały...
- Hahaha i co, ty durna pało, ja zawsze wygrywam!
- Zamknij się kekše, zaraz zobaczymy kto będzie zbierał zęby z podłogi, szmato!
Do sali wpadł Ludwig i to co tam spojrzał sprawiło, że prawie nie zemdlał. Czuł się zrobiony w konia... albo jakieś inne zwierze czterokopytne.
- Co wy Scheiße wyprawiacie! - wrzasnął, a trójka przybyszy się odwróciła.


Nie wiesz, nie wiesz, co ci powie ryba
I skąd nadpływa.
Co powie ryba, kiedy cię zdyba.


- Mogę wiedzieć co wy wyprawiacie?! - krzyknął Niemcy.
- Nie wydzieraj się tak, bo ci zaszyję te twoje aryjskie usteczka - powiedział słodko Igor i uśmiechnął się jak kilkulatek, który wrzucił kota do pralki i nacisnął przycisk "wirowanie". Wszyscy spojrzeli na Ivana z miną "może-jesteście-dalece-spokrewnioną-rodziną"
- Nie denerwuj się tak Ludy - kontynuował Słowianin - No wiesz, złość piękności szkodzi... choć w twoim przypadku... - młodszy Beilshmidt spłonął wściekłością - po za tym, nie widzę powodu do zmartwień. Przecież użyliśmy tylko dwóch czołgów.