Wstęp będzie trochę przydługi.

Zacznę oczywiście od podziękowań – największe składam na ręce Elnath, mojej wspaniałej bety i konsultantki medycznej, której zasługą jest to, że tekst w ogóle daje się czytać. Jednocześnie uprzedzam, że nie wszystkie części zdążyły przejść korektę (co jest wyłącznie moją winą), a wszystkie błędy są tylko moje.

Podziękowania należą się również Piranii (za tłumaczenie formularza MG-11), wszystkim, którzy udzielali się w Tasiemcowym temacie, czyli drużynie w składzie yellowleaf, Pantera, Andromeda Mirtle, polami, A_11, Elissa, Femonoe, Grant, SzmaragDrac, Tina oraz mojej wspaniałej ekipie pozainternetowej (oni już wiedzą, o kogo chodzi ;) ).

Jeśli chodzi o samego tasiemca – obiecałam kryminał i kryminał przedstawiam. W tym miejscu proszę szanownych Czytelników o przyjęcie pewnej gatunkowej konwencji – oczywiście, że detektywi wchodzą na miejsce zbrodni, oczywiście, że procedury pasują do fabuły i oczywiście magia działa tak, żeby wspomóc naszych bohaterów w ich bitwie dobra ze złem. I parę innych oczywistości, znanych fanom kryminałów i seriali detektywistycznych ;)

Nie jestem może zadowolona z całego tasiemca, a jedynie z niektórych jego partii, ale nie żałuję ani udziału w tej akcji, ani tempa pisania. Tasiemiec, choć momentami pisany pod presją, wyzwolił we mnie jakieś takie głęboko ukryte pokłady kreatywności i mam głowę pełną nowych pomysłów ;)

A, i bardzo ważna uwaga – nie starajcie się sprawdzać tych dat w kalendarzu, w opowiadaniu do granic możliwości zastosowana została licentia poetica, która wcale a wcale nie wynika z faktu, że źle spojrzałam w kalendarz i zorientowałam się, kiedy już było za późno ;)

Mam nadzieję, że was nie zanudzę i zapraszam do czytania!

POSŁOWIE:

- Większość opisanych miejsc, również tych w mugolskim świecie, nie istnieje naprawdę. Jak już mówiłam, szeroko rozumiana licentia poetica ;)

- Moja wizja Durmstrangu jest dosyć specyficzna i zdaje się odbiegająca od ogólnofandomowej tendencji. To część moich własnych headcanonów dotyczących świata HP, które może kiedyś rozwinę w innym fiku, jak odpocznę od tego ;)

- „Młodzieżówki" Voldemorta wydawały mi się czymś oczywistym i nawet dziwiłam się, że jest to motyw tak mało eksploatowany, zwłaszcza po filmowej bitwie o Hogwart, gdzie ogrom tych ludzi faktycznie można zobaczyć. Ale też trudno mi było uwierzyć, że ci sami śmierciożercy w nienagannych szatach do mordowania prosto od krawca mieliby się zajmować żmudną, codzienną robotą zastraszającą. Tutaj oczywiście cała historia jest osadzona w zupełnie innym kontekście, bo ja nie umiem i nie zamierzam pisać o wojnach i ich mechanice. Stąd dość dużo skrótów, które, mam nadzieję, są wystarczająco jasne.