Podróż z Wiednia do Brukseli jest zazwyczaj długa i uciążliwa, dlatego też Rod zwykł rozbijać ją na dwa etapy, dnia poprzedniego zmierzał zawsze do Berlina, nocował u kuzyna i następnego dnia z nim się zabierał. Tak było i tym razem, przyjechali dziś o godzinie jedenastej przed południem i zainstalowali się w hotelu, wynajmując pokój dwuosobowy z rozdzielonymi łóżkami. Zazwyczaj też, po rozlokowaniu swoich rzeczy, szli na kawę bądź szykowali się do pierwszego zebrania, czasem jeden z nich się odłączał, by zaznać nieco spokoju i samotności, acz ogólnie patrząc czas spędzali razem. Zazwyczaj tak było...

Roderich wiedział, że jego kuzyn odnalazł szczęście w miłości kilka miesięcy temu, sam mu gratulował. Dlatego też nie zdziwił się ani, że po uporządkowaniu spraw Ludwig przeprosił go i poszedł przywitać się ze swym jedynym, to przecież naturalne i zdrowe zachowanie. Jednak też przez to muzyk sam przesiadywał w pokoju hotelowym, słuchając muzyki z przenośnego urządzenia i obserwując ptactwo za oknem. Starał się cieszyć pięknem miasta, Bruksela była naprawdę cudowna, acz coraz częściej chwytały go myśli o tym, że i on sam jest samotny. Kraje wokół dobierają się w pary bądź przyjacielskie grupki, on zaś pozostał sam. Może niezupełnie, są wśród nacji osoby, które go lubią, akceptują, ale żadna z tych znajomości nie jest zbytnio zażyła, nie miał nikogo "od serca" i już raczej nie znajdzie. Wszystkich albo odepchnął, albo się z nimi posprzeczał. Tak po prawdzie, jego obecnie najbliższym przyjacielem jest Rosja, poza tym uważa za przyjaciela Mołdawię. O ile z tym pierwszym jest w stanie normalnie rozmawiać, to dzieli ich polityka Unijna, podejście szefów i pogląd na Serbię, o tyle ten drugi, to dziecko, miłe i kochane, ale nie zrozumie wszystkich problemów.

Zdjął i odłożył okulary na bok, sam się położył, w słuchawkach, na poduszkę, przymykając oczy. Czuł znużenie, wyjechali, w jego mniemaniu, wcześnie rano i teraz brakujące godziny snu zaczynały mu przypominać o sobie. Zwykle poszedłby na kawę i ciastko w takim stanie, teraz jednak nie chciał. Czuł, że kawa smakowałaby wyjątkowo gorzko. Samotność… Żeby chociaż miał kogo wyciągnąć na spacer, ale wśród krajów Unii wyszedłby tylko na nudziarza, którym nikt się nie chce zainteresować. Nie potrzebował plotek ani takiego gadania z każdej strony, wystarczająco już niechętnie jeździ na te spotkania, właśnie z powodu nienajlepszych relacji z krajami. Politycznie z większością miał „dobre" stosunki. On sam jednak uważał całą tę grupę za niemalże obce osoby, z którymi dzielił mniej lub więcej historii i też po prostu im nie ufał. Właśnie dlatego pozostał w łóżku, stopniowo odpływając myślami, aż finalnie zatonął cały.