Pobudka nie należała do najłatwiejszych, w ostatniej chwili powstrzymał kuzyna przed zrzuceniem go na podłogę, ponoć nie mógł go dobudzić. Cały dzień mijał kiepsko, początkowo pragnienie i tępy ból głowy przyćmiewały mu każdą myśl, na obradach autentycznie przysnął, na szczęście jedynie Erzsébet to zauważyła i obudziła go lekkim szturchaniem pod koniec. Wszystko wydawało się być pod psem, tuż po obradach Rod zrezygnował ze wspólnego posiłku i poszedł się zdrzemnąć. Potrzebował tak naprawdę całej doby bez żadnych obowiązków na odzyskanie kondycji fizycznej i psychicznej, ale tutaj nie mógł jej uświadczyć. Plusem tego wszystkiego było to, że nie zadręczał się hipotezami, nie miał na nie sił.

Kiedy się ocknął, niebo pokrywały chmury, wydawało się być ciemniej, niż wcześniej, a on sam czuł się odrobinę lepiej. Na tyle, by rejestrować wszystkie podstawowe potrzeby organizmu, w tym pusty żołądek. Usiadł na łóżku, trąc oczy, głowa już go nie bolała, lecz wciąż odczuwał znużenie. Coś ucichło, rozejrzał się po pokoju, mrużąc zaspane oczy. Dwaj blondyni znajdowali się na sąsiednim łóżku, obaj leżeli obok siebie, jeden czytał gazetę, drugi książkę (którą Rod rozpoznawał, sam mu ją pożyczył). To znaczy, czytali chwilę temu, gdyż teraz zerkali w jego stronę.

- Jak się czujesz? – Ludwig też się podniósł, przyglądając mu się z większą troską, niż czynił to zimny Szwed. Niemiec skupiał się na kuzynie cały czas, gdy jeszcze Rod rozglądał się po pomieszczeniu.

- Czuję się głodny – udzielił mu odpowiedzi, nim sięgnął po okulary – Która godzina?

- Zaraz będzie osiemnasta. – Ludwig zerknął w międzyczasie na zegarek, by się upewnić. Szwed wrócił do lektury bez większych emocji. – Bar jest jeszcze czynny, jeśli odpowiada ci taka opcja.

- Mhm… Moment.

Podniósł swoje zmęczone ciało i wyszedł do łazienki, aby, między innymi, otrzeźwić swój umysł zimną wodą oraz poprawić swój wygląd. Spał po prostu w przydługiej koszuli – kładąc się nie zwracał na to uwagi, teraz miał nadzieję, że Berwald zignorował ten fakt i tego nie zapamięta. Przy okazji w myślach podziękował osobie, która projektowała te pokoje, ponieważ szafa jest ulokowana tak, że nie widać osoby przebierającej się z punktu łóżek, mógł w spokoju ostatecznie doprowadzić się do porządku. Słyszał też, jak blondyni rozmawiają na temat tego, czy iść na kolację teraz, czy później. Szykowało się więc towarzystwo, chociaż Rod nie czuł się na tyle swobodnie, by cieszyć się z ich obecności.

Ucichli, kiedy akurat do nich poszedł. Zerknął przelotnie na tę dwójkę, tę przytuloną do siebie dwójkę… uśmiechnął się pod nosem i wrócił spojrzeniem do swoich rzeczy. Zabrał swój portfel, kiwnął głową do Ludwiga, który na niego zerkał, ale który obecnie nijak nie mógł wyplątać się ze Szwedzkiego objęcia i już miał się kierować do wyjścia…

- Czekaj, Rod… - mruknął Niemiec, trącając drugiego blondyna ostrożnie.

Austriak zatrzymał się zatem w progu i obserwował, jak okularnik powoli puszcza tego drugiego, jeszcze rzucając mu niezadowolone spojrzenie. Niemiec obserwował kochanka uważnie, a na to spojrzenie zareagował opiekuńczym, a może po prostu rozkosznym pocałunkiem. Następnie podniósł się z łóżka i poczekał, aż ten drugi też to uczyni. Po chwili już obaj zmierzali w stronę wyjścia, gdzie też Rod pierwszy się pojawił, w myśli oceniając zaobserwowaną scenę jako uroczą. Grzecznie jednak słowem nie napomniał o tym, choć może nie było to zbyt na miejscu, wszak w smaku dobrego obycia jest też to, aby takich scen mu oszczędzić, na szczęście dla nich Austria był pod tym względem bardzo tolerancyjny.

W ciszy też przeszli do baru hotelowego, a kiedy z kartami zajęli miejsca przy stoliku, akurat na ulice miasta spadł deszcz. Straszliwa ulewa, gęsta ściana wody popłynęła prosto z krainy bogów, przeganiając wszelkich spacerowiczów z ulic do najbliższych lokali, byle przeczekać gwałtowne oberwanie chmury. Niemcy, zaniepokojony takim obrotem aury pogodowej, rzucił okiem w kierunku parkingu hotelowego, chociaż stąd niewiele widział.

- B'isz si'? – mruknął Skandynaw, zerkając ku kochankowi. Roderich też podniósł głowę znad tekstu, spoglądając na obu niebieskookich.

- Nie chcę, żeby cokolwiek spadło na mój wóz. Może powinniśmy przestawić samochody… - odparł Beilschmidt, wracając do standardowej pozycji, chociaż jeszcze spoglądał w kierunku okropnej pogody.

- Ni' wieje 'ż tak m'cno… - Szwed objął na chwilę drugiego blondyna i pogładziło po ramieniu.

Austria w myśli rejestrował, jak bardzo Skandynaw różnił się w relacji z kimś neutralnym, i z kimś ukochanym. Pamiętał do dziś, jak Szwed odepchnął z niechęcią Włocha, który tylko chciał go przytulić – Szwed po prostu zawsze wydawał się zimny i oszczędny w emocjach, a tutaj miał tego kompletne przeciwieństwo. Rod zastanawiał się też, czy to, co teraz też było dane mu obserwować, to tylko część sfery emocjonalnej Berwalda, czy też po prostu przy nim blondyn przestał się ograniczać, przynajmniej w pokoju.

Ludi nie wyglądał na przekonanego tym zapewnieniom, nawet mimo gładzenia po ramieniu. Rod nawet nie miał zamiaru go pocieszać, obawy były słuszne. Sam się nieco martwił tym, że nie będą mieli czym wrócić do Berlina. Tymczasem pojawił się przy nich kelner i przyjął od wszystkich zamówienia, a cała trójka oddała mu potem karty dań i utknęła w niezręcznej ciszy. A przyznać trzeba było, że Rod nienawidził ciszy. Z drugiej strony, jednak nie miał kompletnie odwagi się odezwać. Dlaczego oni właściwie za nim poszli?

Nieśmiało spojrzał to na jednego, to na drugiego. Wyższy z blondynów wyglądał na zamyślonego, Niemcy jednak wpatrywał się w niego z czymś w rodzaju troski, czy też rozważania nad samą osobą Austriaka. Kiedy ich spojrzenia się spotkały, odezwał się.

- Jesteś ostatnio strasznie milczący, kuzynie.

Nie było to pytanie, ni zwrócenie uwagi, ot, po prostu Ludwig stwierdził fakt. I miał rację, miał bardzo dużo racji, Roderich zazwyczaj często wyciągał tematy do rozmowy jak z rękawa, tym razem jednak nie mógł ich znaleźć, chociaż chciał. Ostrożnie wzruszył ramionami.

- Nie mam nic do powiedzenia, więc nie mówię. – Skoro jednak kuzyn tak nalegał… - Działo się coś ciekawego, gdy wypoczywałem?

Mężczyzna zastanowił się nad odpowiedzią, po chwili pokręcił powoli głową, chociaż bez przekonania.

- Sz'kali Cię. – to Berwald się odezwał, podnosząc swoje stalowe oczy na południowca. – Hiszpan i W'gierka.

Ludwig spojrzał na Szweda nieco zdziwiony, Rod zresztą także, choć w innym wydźwięku tegoż niezrozumienia.

- Kiedy? – Niemiec nie wyglądał, jakby sobie coś takiego przypominał. Szwed westchnął ciężko, jakby przez tę rozmowę ponosił straszliwy wysiłek lub jakby miał właśnie do czynienia z wyjątkowo opornymi osobnikami. To nie było miłe odczucie.

- Zaczepili mni' na k'rytarzu, p'tali o ci'bie.

Austriak skinął głową, wciąż uważny. Niemiec się nieco rozluźnił, czego o tym pierwszym nie można było powiedzieć.

- Dziękuję za informację, panie Oxenstierna, poszukam ich później.

Zachował się w pełni oficjalnie, uważał, że tak właśnie powinien się do niego zwracać. Nie znał tej osoby, niezależnie od tego, co łączyło go z kuzynem. Dopiero jeśli dwaj blondyni weszliby w związek małżeński, to Rod prawdopodobnie zacząłby zwracać się do niego mniej formalnie. Ale do tego oby było jak najdalej. Tak czy siak… Słysząc swoje nazwisko, Szwed przymknął oczy. Roderichowi wydawało się przez chwilę, że ten poczuł się urażony, jednak Berwald skinął głową w odpowiedzi. Ludwig też wyglądał na niezadowolonego, ale on z kolei nic nie powiedział.