Dopiero później się dowiedział, że wiele rzeczy było przyszykowane już wcześniej i do ślubu szykowali się tak naprawdę ledwie dwa tygodnie. Rod nie narzekał na ten fakt, nie potrzebował nowego garnituru, a każdy dzień osobno przyprawiało o uczucie braku, ewidentnie nie było to cierpienie, ale takie nieprzyjemne uczucie pustki. Wyczekiwał tego jednego, jedynego dnia, porozsyłał zaproszenia, usłyszał pierwsze gratulacje. Żadne z nich nie deklarowało jawnie, że to małżeństwo z uczuć, ale też nie zaznaczali, że jest to polityczny zabieg, pozwalając społeczności się domyślać.

Sama uroczystość przebiegła w naprawdę podniosłej atmosferze, a wypowiedzenie magicznego „biorę Cię za męża" sprawiło muzykowi naprawdę wiele radości, choć jej nie okazał w pełni. Był szczęśliwy z tych słów, zaś usta Berwalda miały naprawdę interesujący posmak, niby nie były zbyt miękkie, ale za to płynęła z nich przecudowna słodycz.

Wesele przebiegło dobrze w mniemaniu Rodericha, goście bawili się, zagadywali parę młodą, nic nie wybuchło, nikt nie upił się przesadnie. Berwald udawał, czasem tańcząc z nim, czasem go po prostu obejmując i całując po policzkach, sprawiał wrażenie naprawdę głęboko zakochanego, pozwalając samemu muzykowi pływać w tym słodkim kłamstwie, że naprawdę ma tak wspaniałego partnera. Przez to też Rod nie chciał, by zabawa się kończyła, chciał trwać w tej iluzji po wieczność. Chciał po prostu być darzony uczuciem.

Jednakże w końcu siły go opuściły, a nad ranem postanowiono o zakończeniu zabawy, goście albo wracali w swoje strony albo do hoteli. Austria nocował u swego nowego męża, wrócił z nim do jego mieszkania. Już chwilę po opuszczeniu towarzystwa Berwald się odsunął, po prostu przebywał obok niego, bez dotyku, bez nawet spojrzenia. Rod nie protestował, dał mu możliwość izolacji. Podejrzewał, że blondyn ma jakąś barierę, szerokie granice prywatności, których nie lubi, kiedy są naruszane. Być może samo towarzystwo drugiej osoby mu przeszkadza, może boi się być obserwowany… Rod nie wiedział tego na pewno, bał się pytać, wolał to bezwiednie uszanować. W końcu… on po prostu chce, by i jego mąż był szczęśliwy.

Weszli do mieszkania, Rod był tu tylko przed uroczystością, by pozostawić swoje rzeczy i przebrać się. Teraz puścił przodem gospodarza, co by mógł zrzucić z siebie garnitur, może on nie był przyzwyczajony do noszenia takich strojów. Oczekując rozejrzał się po tym miejscu. Jedna sypialnia, jedna kuchnia, łazienka, pokój dzienny… W porównaniu z willą Roda to jest wręcz maleństwo. Podszedł do półki z książkami, co by przejrzeć, co też Svi ma u siebie i w ogóle jaki ma gust, wtenczas też gospodarz wyszedł, ubrany po prostu w luźniejszą koszulę i prostsze, mniej usztywnione spodnie. Rod zerknął na niego, podświadomie oceniając, że i tak Berwald wygląda świetnie.

- Ciekawa kolekcja, mój drogi. – rzekł Rod, znów oczyma wracając do książek i jedną wyjmując – Jest tu sporo pozycji, których nie mam w księgozbiorze. Aż mi żal istnienia bariery językowej, doch… A może nauczysz mnie swojej mowy?

Zerknął na niego z lekkim rozbawieniem, dostrzegając też, jak on wyjmuje z szafki dodatkową poduszkę i kołdrę, po czym kładzie je kanapie.

- Um'ścisz się s'm? – zapytał, dokładając jeszcze prześcieradło na ten stosik i spoglądając już chłodno na mężczyznę.

Rod stracił ten lepszy nastrój, którym wcześniej próbował uraczyć gospodarza, odłożył książkę i podszedł, poważniejąc.

- Tak… umoszczę się sam. – odparł, nieświadomie ukazując po sobie rozczarowanie, jaki teraz odczuł, a to nie uszło uwadze blondyna. Szwed ściągnął brwi, wydając się teraz jeszcze mniej zadowolonym z towarzystwa.

- M'ślał'ś, że w'jdziesz mi do ł'żka? – mruknął, choć retorycznie, następnie bez oczekiwania na odpowiedź poszedł do kuchni.

Czy faktycznie liczył na to, że będą dzielić łoże? Nie, nigdy mu to przez myśl nie przeszło, po prostu zachowanie Berwalda upewniło go tylko w odczuciu, że ten związek nigdy nie będzie prawdziwym „związkiem". Są dla siebie z formalności, jednak obecność Roda wydaje się drażnić Lwa Północy, sam Rod poczuł się przez to niebywale zbędny, zadał też sobie pytanie, czy aby na pewno są w ogóle przyjaciółmi?

Przeszedł do łazienki, gdzie się przebrał, ale już w szatę do spania, następnie prowizorycznie przygotował sobie to niezbyt wygodne posłanie i usiadł już pod kołdrą, opierając się jeszcze w pozycji siedzącej. Berwald akurat wyszedł z kuchni i spojrzał na niego już z tym neutralnym wyrazem twarzy. Zapewne dostrzegł, że arystokrata pogrążył się w myślach, jednak nie interweniował, zwyczajnie zgasił światło i życzył mu dobrej nocy, po czym wyszedł z tego pomieszczenia. Roderich padł na poduszkę, zamykając oczęta i zaczął odpływać, choć przez kilka chwil jeszcze słyszał krzątającego się Berwalda.