Więcej razy Rod nie usnął, a leżał tylko bezczynnie na kanapie, wijąc się umysłem na granicy świadomości jak kot przy wejściu do wody. Dopiero dźwięki z głębi domu kazały mu wracać do siebie. Ivan obudził się i po kilku chwilach zajrzał do salonu.

-Towarzysz nie śpi - stwierdził z uśmiechem, a następnie podszedł do niego - To bardzo dobrze.

Rod zamrugał lekko, ale na gest posłusznie zaczął się podnosić. Oczywiście, wciąż trzeba mu było w tym pomóc. Umiał jednak utrzymać się w pozycji siedzącej już sam, choć wciąż odczuwając ból. Pomimo tej niedogodności to był dobry znak.

- Musimy Ci przepłukać organizm, towarzyszu. Woda musi krążyć w ciele świeża. Panimaju?

Chociaż nie rozumiał ostatniego słowa, skinął głową. Wiedział, że wypicie większej ilości płynu mu na pewno nie zaszkodzi, a może pomóc. Ivan ostrożnie pogładził go po głowie i sam poszedł do kuchni. Szum gotowanej wody poniósł się echem po domku jak z bajki. Bo ileż to bajek mówiło o małym, ciepłym, drewnianym domku wśród zimowego krajobrazu? Na tę myśl Rod wypogodniał mentalnie. Uniósł jedną ze swoich dłoni i obejrzał dokładnie, a po chwili odwinął rękach, by obejrzeć choć skrawek odmrożenia. Kolor zielonkawy przenikał w purpurę i nie wyglądało to ładnie. „Francis by mnie teraz wyśmiał" - przyznał w umyśle i zaśmiał się, acz gorzko, na to stwierdzenie. Było tak prawdziwe...

Rosjanin w końcu przyniósł średni dzbanek zwykłej, ciepłej, nie gorącej wody oraz kubek, do którego płyn został nalany. Usiadł z nim obok Austriaka i podał mu, a ten ostrożnie go wziął, dziękując jednym słowem. Napił się, z zaciekawieniem stwierdzając, że płyn został osłodzony. Czy Ivan znał jego zamiłowanie do słodyczy, czy to przypadek? Rod nie wiedział.

- Bardzo dużo wiesz, waćpanie, co należy robić w takim przypadku... - stwierdził Rod, próbując w jakiś sposób nawiązać rozmowę na neutralny temat.

Bragiński zaśmiał się, a następnie wzruszył ramionami.

- Mieszkam w miejscu, gdzie zima jest sroga, musiałem się nauczyć siebie i innych leczyć.

Rod pokiwał powoli głową i napił się ponownie. Nie spieszył się z wlewaniem w siebie płynu. Mieli dużo czasu... Przyuważył, że jego kompan powoli wytraca radość i spogląda na swego 'pacjenta' bardziej troskliwie.

- Czemu, Roderich... - Ivan spojrzał na stół znów i przysunął bliżej list pożegnalny, który leżał tam cały czas - Dlaczego...

Austria odwrócił spojrzenie. Napił się ponownie wody, nic nie mówiąc kompletnie. Nie chciał mówić, nie o tym. Zbudował wokół siebie mentalną barierę, niewrażliwy na wyczekujące spojrzenie Rosjanina. Niewrażliwy w momencie, gdy ten go pogładził po głowie.

- Masz towarzyszu brata, kuzynów... Masz sąsiadów, którzy się Ciebie nie boją... Czemu więc?

Znów ta cisza. Rod spoglądał w podłogę. Trochę jak skazany podczas przesłuchania. Usłyszał też, że kolejne słowa były już wypowiadane z rezygnacją, jak i z goryczą.

- Czy mogę mieć chociaż pewność, że nie ratuję Cię na darmo?

Wciąż milczenie. Jednak teraz Austriak pokręcił wolno głową. Ivan nie może mieć tej pewności, skoro sam Austria nie jest niczego do końca pewien. Ivan ostrożnie się przysunął i przytulił go do siebie, głaszcząc po głowie. Przyjemny gest...

- Towarzysz jest głupi, skoro chce znów to zrobić... Żadnego szacunku dla mojej pracy!

Przycisnął go mocno do siebie, uprzednio tyko wyjąwszy szklankę z jego rąk. I trzymał go, trzymał w swoich ramionach jakby chciał go ochronić. Ale jego towarzysz nic nie mówił, po prostu pozwalał się przytulać, nawet specjalnie nie próbując utrzymywać równowagi. A Rosjanin go głaskał i przytulał do siebie, jak małe dziecko.

- Wieczorem pojadę do miasteczka i znajdę towarzyszowi jaką książkę po Niemiecku, haraszo? Żeby mi się tu towarzysz nie zanudził, jak będzie wracał do sił. Za kilka dni będzie towarzysz jak nowy!

Pomimo tych obietnic i słów pociechy dalej z drugiej strony nie padło ani jedno słowo. Rod tylko pogłaskał Ivana po ramieniu i dalej wisiał. Ostrożnie został przełożony na oparcie kanapy, a następnie znów otrzymał wodę do ręki.

- Pij, Roderich... pij... - Ivan pogłaskał go po policzku, patrząc z troską ale i z żalem na niego.

Czuł orzeźwienie poprzez wodę, ale było to trochę za mało. Skupił się na utrzymaniu szklanki w dłoni, przy okazji koncentrując się też na podtrzymywaniu tej nienamacalnej bariery. Zerknął na chwilę na niego, zaraz jednak uciekł spojrzeniem. Nie potrafił teraz patrzeć komuś w oczy.

Rosjanin położył czoło na jego ramieniu, zamykając oczy. Mamrotał pod nosem, na tyle głośno jednak, by Rod to usłyszał. Wszak kierował te słowa do niego.

- Nie wyobrażam sobie świata bez szlachetnego Austrii... Bez towarzysza będzie pusto...

Nie uwierzył mu. Nazbyt już wierzył co innego. Uznał te słowa za kolejną próbę pocieszenia. Nawet nie wiedział, jak bardzo się w tym momencie mylił.

Ivan przestał już próbować nawiązywać rozmowę. Siedział obok, lekko się przytulając do własnego gościa, powoli kojąc swój własny smutek, bądź co bądź, przezeń spowodowany. Przypominał mu tylko czasem o piciu i dodawał trunku do jego szklanki, a kiedy w końcu trzeba było, podnosił go ostrożnie za ramiona i prowadził tam, gdzie organizm jego gościa niechybnie potrzebował. Tak się ten etap kuracji odbywał, w prawie-całkowitej ciszy.