Słońce mieniło się wysoko na niebie, dając światło, które całkowicie odrzucało ciemność. Gdzieś ponad nim słychać było odległe trele ptaków i szum drzew. Powietrze zdawało się świeże, jednak wilgotne, chłodne. Ciepło słońca tu, do wnętrza studni nie dochodziło. Bo to tutaj Rod nagle się ocknął, na samym dnie wyschniętej, zimnej studni, która musiała być ulokowana w lesie albo na wsi. Miał dwie drogi: wspinać się u światłu lub wejść w tunel obok, w którym było ciemno. Wspinaczka nie powinna być trudna, wiele kamieni i cegiełek wystawało, tworząc dobrą ściankę wspinaczkową. Spacer po jaskini zaś mógł nie być na tyle męczący i wyprowadzić go na powierzchnię inaczej. Zorientował się jednak, że to inny wybór. Szybko podjął decyzję o tym, żeby wchodzić do góry, ku światłu. Kawałek po kawałku zaczął się zbliżać do świata „na górze", choć droga nagle stałą się dla niego niebywale długa. Wspinał się, dopóki nie poczuł nagłego szarpnięcia...