Dwa dni później wazon był już przestawiony na jedną z szafek, Berwald tylko czasem na niego zerkał, bardziej zastanawiając się, kiedy właściwie będzie musiał te kwiaty wyrzucić, niźli ponownie nad jego pochodzeniem. Akurat właśnie skończył porządki w swoim domu, wcześniej odebrał plik dokumentów do wypełnienia i właśnie planował się nimi zająć, kiedy dojrzał listonosza, który dostarczył listy do jego skrzynki. Odczekał kilka minut i wyszedł odebrać pocztę, a wracając do swego zacisznego kąta już przeglądał przesyłki. Dwa rachunki do uiszczenia, nowy katalog meblarski jednej lepszej firmy, raport jednego ministerstwa i… niebieska koperta?

Zaadresowana ewidentnie do niego, znaczki pochodzące z terenów Unii Europejskiej, ale dobrane tak, żeby nie można było zidentyfikować kraju, zaś stempel został akurat tak zatarty, by nazwa kraju i miasta zostały zamazane. Ktoś się postarał, by zachować anonimowość. Berwald odłożył zaraz pozostałe przesyłki i ujął tę jedną, oglądając ją dokładnie. Z przodu jedynie jego adres był zanotowany wraz z imieniem i nazwiskiem, napisany został elegancką czarną kaligrafią o ślicznie zaokrąglonych literkach. Z tyłu zaś na trójkątnym zamknięciu koperty tym samym pismem ten ktoś zanotował „Otwórz, proszę, gdy będziesz mieć chwilę spokoju."

Jeszcze odłożył kopertę, zrobił sobie kawy i rozejrzał się przez okno, czy aby na pewno nikogo nie ma, ale ogród jak na złość był pusty. Blondyn wrócił do przesyłki, siadając i ostrożnie wsuwając palec pod papier, a ten z łatwością dał się rozkleić. Doleciał go delikatny zapach kawy nie pochodzący z kubka, gdy wyjmował plik kartek najpewniej umoczonych właśnie w tym trunku, by wyglądały na starodawne, do tego związanych jasnobrązowym sznurkiem. Każda litera była stawiana starannie, każda była pisana tym samym czarnym tuszem, linie słów były równe, akapity miały idealną odległość wcięcia. Ten, kto to pisał, musiał się naprawdę starać.

Witaj Berwaldzie.

Nim jednak zacznę pisać to, co chciałbym przekazać, proszę: Jeżeli nie chcesz tego czytać, jeśli Cię to irytuje lub jeśli masz partnera serca, niech ten list trafi w płomienie wraz z kopertą, aby te słowa nie zraziły ani Ciebie ani nie trafiły do oczu niepożądanych."

Blondyn mruknął cicho, zastanawiając się chwilę, czy ten ktoś się boi, czy raczej wstydzi. Oba przypadki by go rozbawiły, ale przyznać trzeba, że są zgoła inne, a nie znając odpowiedzi na tak proste pytanie, ciężko jest mu przewidywać, co dalej. Po chwili wahania jednak przewrócił karteczkę, na której więcej treści nie było. Dalej, na kolejnej, literki już były ciaśniejsze i mniejsze, mimo to rozczytać je było mu zadziwiająco łatwo.

Jeśli wciąż to czytasz, to sprawiasz memu sercu niezwykłą radość. Wierzę głęboko, że nie odrzuciłeś mnie na starcie. Nawet nie wiesz, jak długo zbierałem się, by napisać do Ciebie ten list.

Od dawna już Cię obserwuję z oddali. Podziwiam Cię, Berwaldzie. Mimo lat, wojen, mimo dawnych i obecnych problemów jesteś silnym, wspaniałym krajem, do tego niezwykle urodziwym. Często ciężko mi oderwać od Ciebie spojrzenie, Twoja jasna cera i Twoje głęboko błękitne oczy wprawiają mnie w onieśmielenie, chociaż wygląd Twój nie jest tak wspaniały, jak głos, którego chciałbym słuchać i słuchać. Ma on dokładnie takie brzmienie, jakie powinien mieć męski głos, jest on niski i twardy, wspaniały dla uszu.

Zapewne czytając to, zaczynasz się obawiać, iż to szaleństwo może być niebezpieczne w skutkach. Cóż, nie winię Cię, sam bym się wystraszył. Cóż mogę jednak powiedzieć na swoją obronę, Berwaldzie… Może pokazać swoją nieśmiałość? Jak już widzisz, nie umiałem się przez cały ten czas zmusić, by podejść nieco bliżej Ciebie. A kocham Cię od dobrych kilku lat…

Chciałem już dawno napisać ten list, ale ilekroć siadałem do niego, tylekroć nie umiałem poskładać swych myśli w logiczną całość, ostatecznie zostając z niczym. A jednak, uczucia jak i słowa paliły mnie od środka, one chciały być poznane. Tłumienie emocji jest strasznie trudne, Berwaldzie. Wiele razy wyobrażałem sobie, że jednak odważyłem się i Tobie o tym powiedziałem. Często wyobrażałem sobie wtedy, że cieszyłeś się, że odwzajemniałeś moją miłość, że mówiłeś mi „tak". Podejrzewam jednak, iż w praktyce wcale by nie było to takie łatwe, zdziwiłbyś się, możliwe, że nawet odsunął. Nie mam pojęcia, jak właściwie byś zareagował, wiem jednak, że mógłbym być sporą niespodzianką. Nie spędzaliśmy nigdy dużo czasu, a jeśli już mieliśmy okazję bądź musieliśmy porozmawiać, zawsze wydawało mi się, iż jesteś mi niechętny. Sam nie do końca jestem w stanie uwierzyć, jak głęboko wpadłem w to zadurzenie, skąd ono się wzięło, ale nie mogę zaprzeczyć, że ono jest.

Pozwól, proszę, że wciąż pozostanę anonimowy. Zbyt mocno boję się, że zacząłbyś mnie unikać, a ja spłonąłbym z tęsknoty, nie mogąc nawet Cię ujrzeć. Więc zamiast imienia będę stosował tylko jedną literkę pochodzącą od mego pseudonimu. Tak mnie będziesz rozpoznawał.

Tęsknię za Tobą wciąż.

~K."

Berwald wciąż trzymał w ręku list, spoglądając na niego już bez czytania poszczególnych liter. Wiara, iż ktoś zadurzył się właśnie w nim była dla niego tak mocną abstrakcją, że był bliski pomyślenia, iż jest to dobry żart. Przejechał palcem po idealnie równym piśmie, a po kilkunastu sekundach oddech mu się wyrównał, a serce uspokoiło. Zastanawiało go jednak wciąż, kto kryje się pod tą dziwną literką. Kto z krajów nosi pseudonimy? Zastanowiło go też, czy w słowie pseudonim nie kryje się po prostu nazwa kraju. Kenia, Kolumbia, Kambodża… Kamerun… Kosowo?

Blondyn potrząsnął głową i napił się kawy, na szczęście była jeszcze ciepła. Ostrożnie obejrzał jeszcze kopertę, jednak żadnego dodatkowego załącznika nie znalazł, to też spokojnie schował list i odłożył w taki rewir stolika, by mieć pewność, że on się tam nie zabrudzi. Zastanawiał się, gdzie ma znaleźć dla niego miejsce, a zapewne też dla kolejnych. Coś podświadomie szeptało mu, że na jednym woluminie się nie skończy. A może się mylił?

Upił kawy znowu, powinien zaraz zająć się pracą, a jednak oczy utkwiły mu w kopercie. Wciąż chciał wiedzieć, kim jest ta osoba, chciał… ze znanych sobie względów chciał tę osobę ująć w dłonie i spojrzeć w te oczy. Wtedy też wiedziałby, że to uczucie jest prawdziwe. Skoro ten ktoś pisał, że nie spędzili nigdy zbyt wiele czasu, to Berwald mógł miejsca odrzucić całą Skandynawię. Co prawda… to dość płynne pojęcie i wahał się w kwestii Islandii, ale ostatecznie też jego skreślił. Tylko co po tym, jak w samej Europie pozostaje przynajmniej kilkanaście potencjalnych osób, które mogłyby być autorstwa tego woluminu? Blondyn ostatecznie wstał i schował list do jednej z szuflad, by przestać o tym myśleć teraz.