Cisza zapadła na cały tydzień, kwiaty zdążyły już uschnąć, jednak Berwald zauważył, że w tym bukiecie jeden kwiat jest sztuczny i wciąż się „trzyma" doskonale. Ten jeden kwiatuszek przełożył do mniejszego wazonu, już bez wody, po prostu ozdobnego i tylko czasem za dnia zerkał na niego, jedynie raz poddał go dłuższej, niż chwilowa kontemplacji. Mimo jednakże rozmyślań nie udało mu się wyciągnąć żadnych innych wniosków.

Czwartego dnia jednak wraz z listami dostał kopertę, które otworzył natychmiast po przyniesieniu do domu. W pierwszej elegancko oprawiono zaproszenie na radę Unii, która ma się odbyć za dwa tygodnie, ma dotyczyć kwestii ochrony środowiska. Berwald westchnął cicho, pewnie znów będą gadać na temat emisji węgla z fabryk i choć pracę starał się wykonywać sumiennie, to za tym tematem po prostu nie przepadał. Najpewniej dlatego, że mało kiedy miał z tym problemy, zazwyczaj na takich radach biernie obserwował, jak innym się ustala normy.

Zaś raptem kilka dni później otrzymał bardziej intrygującą kopertę, znów błękitną, ręcznie wypisaną. Gdy tylko ją otworzył, dobiegła go woń kawy, jak ostatnim razem, jednak teraz na dnie zauważył prawdziwe kawowe ziarna, które najpewniej były odpowiedzialne za ten aromat. Wyjął papier tym razem koloru nieco jaśniejszego błękitu niż koperta. Były to raptem dwie kartki, związane żółtą wstążką, zapewne w imitacji jego flagi. Berwald w duszy przyznał, że robiło to na nim wrażenie, może nie bardzo duże, ale jednak. Skupił się jednak na treści, znów idealnie, starannie stawianych literkach bodaj piórek wiecznym.

Ukochany!

Czy wiesz już, że będziemy się widzieć na radzie? Nie masz pojęcia nawet, jak się cieszę, iż będę mógł znów ujrzeć Twoją cudowną osobę! Czekam niezmiernie, chciałbym pchnąć czas do przodu, chciałbym już teraz móc sobie z Tobą uścisnąć dłoń. Spojrzeć Ci w oczy i nadziwić się im ponownie. Na samą myśl chcę śpiewać, chcę tańczyć, świat w moich oczach kwitnie.

Czy teraz na radzie będziesz szukać, kto tak skrycie Cię obserwuje? Nie bój się, jeśli Cię to przeraża… Nie zrobię Ci krzywdy, chcę tylko nacieszyć oczy. Nie bronię Ci mnie szukać, ale pamiętaj, że i ja będę próbował się z tym kryć. Wszak to niegrzeczne tak się gapić… Zapewne Ty poczułbyś się wtedy niekomfortowo, a i inni zaczęliby zwracać na nas uwagę. Po co nam ktoś trzeci? Niech to będzie sprawa między mną a tobą, niech to będzie nasza mała tajemnica. Możliwe, że odezwę się do Ciebie na radzie… Zobaczę. Jeszcze nie wiem niczego na pewno.

Z pewnością spostrzegłeś już, że jeden z kwiatów, jaki Ci podarowałem, jest sztuczny. Wiedziałem, że te najpiękniejsze róże umrą, ale chciałem, by choć jedna się zachowała, by Ci przypominała, że ktoś gdzieś za Tobą tęskni. Mam nadzieję, ze nie drażni ona Twoich oczu. Czy może ją gdzieś ukryłeś albo wyrzuciłeś wraz z resztą róż? Mam nadzieję, że nie… Wszak Twoje serce jest zbyt dobre, by z czystą nienawiścią na starcie odrzucić te drobne sygnały uwielbienia. Prawda? Jesteś… Zbyt wspaniały! Boże jedyny, czy taki cudowny mężczyzna może spojrzeć na kogoś takiego, jak ja? Nie reprezentuję wiele, właściwie... Wydaje mi się, że nie reprezentuję nic wartościowego w dzisiejszym świecie. Często pogardzany przez innych, czy mam u Ciebie jakieś szanse? Czy takie nic, jak ja i taki anioł, jak Ty, mogą być razem?

Teraz się boję… Boję się, że mnie rozpoznasz i mną wzgardzisz, a w konsekwencji nigdy się nie zobaczymy. To dziwny strach, sam przyznaj… Jednocześnie kocham Cię i boję się, że to odrzucisz. Tak bardzo boję się, że boję się ujawnić. Jednak proszę… nie myśl o mnie źle.

~K."

Berwald obejrzał dokładnie kartki, jednak nic więcej na nich nie dojrzał, żadnego znaku szczególnego. Zaczynał czuć ciepło na sercu, za pierwszym razem tego nie było, teraz owszem, miał jednak nadzieję, ze od samych tych słów się nie zauroczy w tajemniczym nieznajomym. Wolałby najpierw go poznać, dowiedzieć się chociaż, kim on jest… Z drugiej strony czuł lekkie rozbawienie tym, do jakiej rangi w umyśle tegoż nieznajomego został wyniesiony.

Po kilku chwilach i zrobionej jednej kawie zaczął dumać, odruchowo znów patrząc na tę sztuczną różyczkę. Sposób pisania jegomościa był specyficzny, nie każdy byłby do niego zdolny, przynajmniej Szwecja tak myślał. W pierwszej kolejności skreślił poważnego Niemca, w jego oczach ktoś o charakterze Ludwiga nie uciekłby się nawet do tego typu sztuczek. W następnej skreślił Irlandię, który być może nawet nie zna tych wszystkich słów, jakie tu zostały użyte. Po chwili namysłu wykreślił też obu Włochów. Rozważał wykreślenie Polski, zdarzyło mu się jednak wciągnąć Feliksa w nieco głębszą dyskusję i wie, że Feliks ma też poważniejszą naturę. Ostatecznie ten przesiew niewiele mu dał. Cały ten list utwierdził go w przekonaniu, że autor tych listów jest członkiem Unii Europejskiej, ale mógł rozpatrywać 2/3 tego sojuszu, wciąż zbyt wiele, by nad każdym z osobna móc się zastanawiać.

Uzbroił się więc w cierpliwość, poczeka do rady, poczeka, czy ten ktoś spróbuje się z nim skontaktować. Miał szczerą nadzieję, że tak właśnie będzie. Ciekawość zaczynała budzić w nim nadzieję, że mimo niskiej samooceny autora to będzie urodziwy mężczyzna… takiego chciałby najmocniej, wysokiego, o gładkiej skórze, włosach najlepiej jasnych, a oczach pełnych życia. Był świadom, że może w efekcie „otrzymać" dokładne przeciwieństwo, ale nikt mu też nie zabroni mieć tego małego marzenia pośród wielu obowiązków. Prawda?