Obrady Unijne miały trwać cztery dni, dalej mieszkające kraje przyjeżdżały jeszcze dzień wcześniej, by móc się tutaj na spokojnie ulokować i wypocząć przed pierwszym posiedzeniem. Berwald tego nie potrzebował, połączenie lotnicze miał idealne, więc i nie musiał marnować dodatkowego dnia, który mógł przeznaczyć oczywiście na badania, jakim się jego instytut zajmował. Owszem, Berwald poza obowiązkami płynącymi z faktu egzystencji jako personifikacja kraju oraz poza zajęciami meblarskimi zajmował się czymś ważniejszym, kręcił się przy inżynierach ze swojego kosmodromu. Od zawsze interesowała go technologia, teraz szczególnie, a Szwedzkie testy maszyn i technik wynoszenia obiektów w przestrzeń kosmiczną są znane na całym świecie.

Wracając jednak do obrad, rozpoczęły się wczoraj i wciąż trwają, chociaż właśnie trwała przerwa. Sącząc kubek kawy Berwald siedział na korytarzu wysokiego biurowca i obserwował kraje, z którymi jeszcze niecały kwadrans temu siedział w jednej sali, słuchał ich i notował sobie, co kto mówił. Wyproszono wszystkich z tego pomieszczenia, co by je przewietrzyć, dlatego teraz na ten przykład Grecja drzemał koło okna, Hiszpan zaczepiał Włochów w innym kącie, Francja zagadywał germańskie kuzynostwo, a Węgry rozmawiała przez telefon. Od wczoraj już właściwie Szwecja się zastanawiał, gdzie się podział autor tych listów miłosnych, które dostał wcześniej, ale nie dojrzał ani zbyt natarczywych spojrzeń ani nikt mu nie zawracał głowy. Czyżby ten ktoś naprawdę chciał tylko „nacieszyć oczy"? Owszem, Berwald był ciekawy ten osoby, ale nie na tyle, by wywiesić koło siebie transparent z napisem „odezwij się".

Wreszcie Belgia pojawiła się i zaprosiła wszystkich na dalszą część spotkania. Sala pachniała świeżo, na szczęście, o wiele łatwiej będzie myśleć – przynajmniej jak się już uciszy szum, jaki w sposób naturalny powstaje przy wchodzeniu większej grupy do jednego pomieszczenia oraz jak każdy zajmuje swoje miejsce. Podobnie zrobił blondyn, usiadł na swoim krześle koło swojej flagi, przełożył notatki na świeżą stronę i spostrzegł, że pod tą flagą właśnie jakże subtelnie prezentuje się kawałek papieru. Podniósł podstawkę i wyjął z zaciekawieniem schowaną karteczkę, złożoną niemal idealnie na cztery. Pismo, jakie ujrzał po rozwinięciu, było niemalże takie samo, jak na listach, ale widać było różnicę w przyrządzie, zapewne tutaj ta osoba nie ma pióra. Sama treść nie była też długa i bardziej wprawiła Berwalda w lepszą pogodę ducha, niż w zamyślenie.

Wyglądasz dziś jeszcze wspanialej, niż to zapamiętałem. Chciałbym utonąć w Twoich oczach, wsłuchany w Twój wspaniały głos, jesteś naprawdę aniołem na tych ziemiach. Berwaldzie… Jeśli chcesz mi coś przekazać, napisz, proszę. Ta karteczka do mnie wróci. Nie pytaj mnie jednak, kim jestem, wciąż obawiam się tego, jak zareagujesz. Kocham Cię! ~K"

Rozejrzał się po sali, jednak nie zauważył ani jednego wpatrzonego w niego spojrzenia. Obrady co prawda się już zaczęły, ale Berwald chciał najpierw dokończyć nieco ważniejszą sprawę. Czuł, że chce odpisać, bardzo chce odpowiedzieć, ale kiedy zastanawiał się, co odpowiedzieć kochanemu nieznajomemu, kompletnie nic mu nie przychodziło do głowy. Doszło nawet do tego, że przestał słuchać tego, co mówili, kiedy już włączył długopis, by odpisać. Na szczęście wszyscy znali jego małomówność i mało kto spodziewał się komentarza z jego strony.

„Czasem wydaje mi się, że mocno przesadzasz w swojej ocenie, tajemniczy nieznajomy. Bardzo ciekawi mnie, kim jesteś, czemu tak się boisz? Bez ujawnienia się nie możesz liczyć na nic więcej. Będę czekał po godzinie osiemnastej koło fontanny w parku miejskim. ~Berwald"

Nie wiedział, czy dobrze robi, czy nie wymaga od tegoż jegomościa zbyt wiele. Było już jednak zbyt późno na kreślenie, liścik schował pod flagą i podniósł oczy na obecnie mówiącego Polskę, jak zawsze chaotycznie, jak zawsze z uporem konserwatysty. Z trudem Szwed wyłapał wątek obecnej dyskusji i zaczął wracać myślami do tej nieszczęsnej polityki, którą właśnie prowadzili.