W końcu jednak musieli się zebrać na kolejną część obrad, na którą przyszli naturalnie razem. Jeszcze przed wejściem na salę się jednak rozdzielili, każdy miał do rozmówienia się z inną osobą, siedzieli też w innych częściach sali. To jednak nie przeszkodziło im w wymienieniu co jakiś czas spojrzeń, Roderich jednak okazywał więcej uczuć, Berwald był chłodniejszy, ale i po nim można było wyczytać emocje. Z pewnością nie zostało to pominięte przez innych, jednak nie przeszkadzali, a i nikt na sali nie odważył się zwrócić im uwagi.

Dopiero w przerwie, gdzie postanowili usiąść razem wraz z kawą i porozmawiać nieco na temat samego zebrania oraz padających tu argumentów im przerwano, podszedł do nich Francis w towarzystwie Antonia i Erziebeth, by „nacieszyć się" ich szczęściem, choć Berwald podejrzewał, że po prostu nie mieli kogo zaczepiać. Pozwolił Roderichowi prowadzić z nimi luźną, dla niego banalną konwersację, a sam zastanawiał się, co później, jak to będzie wyglądało po zakończeniu całego zgromadzenia. Mieszkają od siebie strasznie daleko, z drugiej strony czy nie zacznie tęsknić? Tego by tylko brakowało, żeby zamiast działać naukowo, leżał przy oknie i rozmyślał o ukochanym…

Ale czy to właściwie ważne? Przecież istnieje tyle form komunikacji… Postanowił się nie martwić i w chwili, gdy akurat ktoś inny mówił do jego ukochanego Berwald objął go w pasie i przytulił się. Wciąż czuł, jakby się unosił w ekstazie wraz ze swym partnerem. Dzięki temu przy okazji ta namolna trójka ich zostawiła, a Rod skorzystał z okazji i z chęcią sam się wtulił.

- Hei, R'd… - zagadnął go jeszcze, spokojnie czekając, aż ten podniesie na niego spojrzenie – Dl'czego „K"? J'ki jest tw'j pseudon'm?

W oczach Roda zabłysło rozbawienie, zerknął tylko, czy nikt nie siedzi przy nich, ale na szczęście mieli małą aurę prywatności.

- Kruk. Tak mnie zaczęli muzycy nazywać w Operze, kiedy zauważyli, że preferuję porę nocną od dziennej.

Berwald mruknął w zrozumieniu, głaszcząc te brązowe, wręcz czekoladowe włosy. Spojrzał mu jeszcze w oczy, przez chwilę oceniając to zwierzątko i obecnego jegomościa.

- Ż'den kr'k nie j'st tak śliczn' j'k Ty… - stwierdził w końcu, a Rod tylko delikatnie zaróżowił się na te słowa.

Nordyk czuł, że wyrażona wcześniej w liście niska samoocena nie wzięła się znikąd i postanowił, że popracuje nad nią trochę. Ale to później… Przy okazji. Teraz chciał się nacieszyć samym ukochanym, póki mógł.

Dwudziesty pierwszy wiek charakteryzuje się tym, że życie staje się monotonne, dni – nawet krajów – wyglądają często podobnie. Wiele osób się przed tym buntuje, inni na to narzekają, ale są też osoby, którym stateczność i monotonia po prostu pasują. Taki był Berwald, personifikacja Szwecji. Taki był, ponieważ teraz czuł się szczęśliwy przez tą jedną, ale zasadniczą zmianę, jaka w jego życiu nastąpiła. Rod może nawet przewrócić jego życie do góry nogami, ale tak długo, jak będą ze sobą szczęśliwi, Berwald nie będzie protestował.