Oczywiście, że Ludwig przyjechał, jeszcze wcześniej tylko dopytał, czy Szwed planował kawę, czy raczej piwa się napić, a uzyskawszy odpowiedź Niemiec zrezygnował z samochodu na rzecz komunikacji miejskiej. Swoją drogą bardzo dobrze zorganizowanej, niemal tak dobrze, jak w Berlinie, co Ludwig także w duszy pochwalił. Bardzo mu pasowało, jeśli kraj był dobrze przystosowany do potrzeb obywateli. Poza tym, komunikacja w Szwecji była dla turystów darmowa, co także w oczach obecnego gościa było atutem.

Szwed mieszkał na przedmieściach na osiedlu domków jednorodzinnych, Ludwig nieco krążył po okolicy, zanim znalazł właściwą uliczkę. Sam nie mógłby sobie pozwolić na taką lokację, za bardzo przyzwyczaił się do gwaru centrum Berlina i tego, że wszędzie stamtąd blisko, niemniej jednak okolica tutejsza wydawała mu się sympatyczna. Było tu cicho, spokojnie, nieopodal stąd był las, skąd dobiegał ptasi trel. Domek Oxenstierny miał tylko jedną kondygnację, blado żółte ściany i spadzisty ciemnobrązowy dach, nie otaczał go żaden płotek, jedynie przy drodze w kącie stał śmietnik i skrzynka na listy. Drzwi z ciemnego drewna nie wyróżniały się niczym szczególnym, obok dzwonek także. Niemiec go wcisnął dokładnie jedenaście minut po godzinie dwudziestej.

Poza pracą Berwald nie był już tak idealnie elegancko ubrany, tak jak Niemiec zresztą. Wyższy z blondynów pozwolił sobie na bladoniebieską koszulę i ciemne proste spodnie, niższy ubrał się na czarno w podobnym kroju. Podali sobie ręce i gość wkroczył do domu gospodarza, rozglądając się i zapamiętując jego układ: korytarz, dwoje drzwi na lewo, jedne na wprost i dwoje na prawo, do tego po lewej w pewnym momencie schody w dół, a obok drabina do klapy w suficie. Całkiem sporo pomieszczeń, jak na jednego lokatora, chociaż nie można powiedzieć, żeby to było czymś złym. W dużej mierze dom był utrzymany w ciemnych barwach, okna też wpuszczały niezbyt wiele światła, ponadto o tej porze i tak już się zmierzchało, dlatego też w wielu pomieszczeniach paliło się światło.

Ludwig przeszedł do pomieszczenia na wprost, to jest do pokoju dziennego, następnie ulokował się w fotelu, kiedy gospodarz przeszedł po złoty napój cudów. Jeden fotel i kanapa przy prostym stoliku, na którym leżało kilka gazet i czarna teczka, nieopodal komoda z radiem na niej i obok stosem płyt. Poza tym szklane drzwi prowadzące na niewielki ogródek. Jednakże też w tym pomieszczeniu stało pięć wysokich do sufitu, wypełnionych po brzegi regałów z książkami. Niemiec nie miał pojęcia, że przyszedł do domu mola, wodził po tych książkach wzrokiem, nie odważny na tyle, by podejść i zacząć przeglądać, zaraz też jego oczy skupiły się na kolejnym elemencie obecnym tutaj. W rogu pomieszczenia stało spore, wysokie aż do sufitu akwarium, w którym buszowało kilkadziesiąt różnobarwnych przeuroczych rybek, wokół też miały stworzoną ładną rafę koralową. Ciężko mu się było napatrzeć na to wcale nie najtańsze i z pewnością stworzone nie w jeden wieczór dzieło.

Berwald zaraz wrócił z dwoma butelkami i dwoma szklankami, stawiając je na stoliku, sam usiadł na kanapie.

- Jak ci si' podob' mi'sto? – zagadnął Szwed, kiedy obaj przelewali sobie piwo do szklanek.

- Podoba, jest bardzo dobrze zorganizowane i przygotowane na wiele czynników losowych. Poza tym miasto na wyspach ma swój urok, nie często można takie obserwować. – napił się – Miałeś mi opowiedzieć o swoim zawodzie.

Niemiec nie lubił wstępnej gadki bez głębszego sensu, przyszedł tu po części z ciekawości, po części aby zacieśnić dobre relacje z Nordykiem. Berwald oparł się wygodnie i także napił się trunku, chyba układając w głowie odpowiedź. Ludwig musiał się przyzwyczaić do kontynentalnych towarzyszy, jak Polska, Francja, Hiszpania, czy Włosi, po których emocje i myśli widać doskonale, zaś u tegoż okularnika twarz była prawie niezmienna i bardzo ciężko było Niemcowi cokolwiek wnioskować o swoim rozmówcy. Szwed sprawiał wrażenie, jakby był robotem.

- J'stem inżyni'rem w c'ntrum lotnictwa, z'jmuję si' r'kietami wyn'szącymi sondy. W'bacz… wolę, j'śli będzi'sz pytał.

- Oczywiście… - Beilschmidt kiwnął głową, przez chwilę się zastanawiając nad pytaniem. Chwilę tę ukrył pod kolejnym łykiem piwa, było naprawdę smaczne – Właściwie, najbardziej mnie ciekawi konstrukcja samej rakiety. Opisałbyś?

Szwed odwrócił oczy, wlepiając je w swój złocisty trunek, Ludwig odniósł wrażenie, że zadał pytanie nie tak, jak trzeba. Berlińczyk nie rozumiał tych problemów, tego, że Szwed tak mało mówi, sam też niewiele się wypowiadał. Berwald wydawał się niezbyt zadowolony, może nie potrafił tego opisać słowami, wolałby kartkę i ołówek? Ludwig aż nerwowo rozejrzał się po tym pomieszczeniu, szukając czegokolwiek do szkicowania.

Ale wówczas też mruk odezwał się, dając całkiem znośny wykład i dosyć zrozumiały, jak na ilość samogłosek, jakie on potrafił pominąć. Przede wszystkim rakieta nośna składa się z kilku członów, nie jest jedną jedyną, ponieważ jeden silnik nie byłby w stanie wynieść obiektu w przestrzeń kosmiczną. Każdy człon ma swój osobny silnik z inną mocą i innym paliwem, po kolei każdy człon zostaje wyrzucony w momencie osiągnięcia odpowiedniej wysokości, czyli pułapu. Rakieta nośna składa się zazwyczaj z trzech lub czterech części, sam Szwed pracuje na tych trójczęściowych. Najmocniejszy silnik wynoszący znajduje się zawsze w pierwszym członie, tym, który odpada najszybciej, a najmocniejszy na świecie składa się z pięciu palników ułożonych w krzyż. Paliwem jest zazwyczaj węglowodór, Berwald też rzekł, że żywił nadzieję, że kiedyś będzie można opanować energię termojądrową na tyle, żeby to mały wybuch kontrolowany był w stanie wypchnąć obiekt w przestrzeń. Komputer rakiety, ulokowany w samej wynoszonej sondzie, przetwarza informacje dotyczące aktualnej wysokości, ilości paliwa pozostałego w najniższym członie, torze lotu oraz gęstości powietrza wokół, te wszystkie dane wpływają na moment odłączenia się kolejnego członu. Wstępny algorytm zawsze jest opisany tylko na wysokość, ale w celu zachowania płynności lotu dodawane są wcześniej wymienione parametry. Szwed też mruknął po cichu, że denerwuje go powolny czas transmisji danych między podzespołami, chociaż to nie on zajmuje się programowaniem działania.

Przede wszystkim jednak Szwed powiedział dość sporo jak na siebie, chociaż mówił powoli, czasem przerywał, myślał, a potem podejmował na nowo. Przy jednej z takich przerw Ludwig zrozumiał, że Sve tak naprawdę szuka odpowiednich słów, zanim podejmie swoją wypowiedź. Berlińczyk wciąż jeszcze do końca nie rozumiał, czy tenże dobierał słownictwo do poziomu rozmówcy, czy może raczej sam budował sobie zdanie w myśli, zanim je wypowiedział. Brak Berwaldowi elokwencji, ale Ludwig musiał przyznać, że jego rozmówca miał ogromną wiedzę, tylko się z nią nie afiszował.

Piwo płynęło. Ludwig podpytywał dalej, o jego ulubione mechanizmy, o system dostarczania i spalania paliwa, o rejestrowanie wysokości, czy o sam mechanizm synchronizacji silników podczas rozłączenia. Nie na każde pytanie uzyskiwał odpowiedź, niektórych rzeczy Oxenstierna po prostu nie wiedział, co było zrozumiałe, nie wszystkim można się zajmować. Niemiec jednak dużo wyniósł z tego wykładu, sam miał umysł zdolny pojmować mechanikę, a to był jednak zakres inżynierii. Pieprzonej inżynierii kosmicznej.

Ale później to Berwald zaatakował z pytaniami, chociaż zadawał je ostrożnie i po kolei, o inwestycje Niemieckie, o projekty, a przez ostatnie działania rozmowa musiała po prostu zejść na ochronę środowiska, na której to Niemcy dostali lekkiego hopla. Szwecja tego nie negował, przeciwnie, pytał bardziej, jaki kierunek działań został podjęty w celach tejże ochrony, co Ludwiga nieco zdziwiło. Acz szybko Niemiec się zorientował, że na północy ta kwestia stała się również bardzo istotna. Może po prostu borykali się z tymi samymi problemami.

Ta myśl psychicznie pchnęła Ludwiga do większej pewności, że oni są tak naprawdę bardzo podobni. Że oboje miewali kłopoty z dialogiem z innymi i dlatego nigdy nie doszło do zawiązania relacji innej, niż biznesowa. Choć czy właśnie teraz się nie zawiązywała? Ludwig akurat opisywał problematykę braku miejsca do składowania odpadów, których nie można palić przez zbyt szkodliwe wpływy związków metali, jakie mogłyby wydzielić się do i tak nie najlepszej już atmosfery. Mówił to na wpół świadomie, w młodej głowie mu nieco szumiało, kończył już trzecie piwo, w szklance jeszcze mu trochę zostało. Co ciekawe, pił z Berwaldem równo, a po Nordyku nie widać było wpływu trunku, Niemca to nieco zastanawiało.

- Żel'za. – poprawił go nagle Szwed, wybudzając umysł Niemca z chwilowego zamroczenia. Ludwig spojrzał na swego rozmówcę bez zrozumienia.

- Słucham?

- Powi'działeś siarczan p'wa. – odpowiedział Szwed.

Oczy Nordyka błyszczały, jakby radośnie, a może po prostu Szweda tym rozbawił. Sam Beilschmidt spłonął na twarzy rumieńcem, szukając na to kontry, ale jak na złość żadna konstruktywna odpowiedź mu nie przychodziła do głowy.

- Up'łeś si'. – zauważył wyższy mężczyzna, spoglądając cały czas ku młodszemu.

- Wiem… Przepraszam Cię. – Niemiec odwrócił wzrok, czuł się źle ze swoją niesubordynacją i wydawało mu się, że jasne oczy Szweda wywierały na niego jakąś presję.

Nordyk zmienił nieco pozycję, odetchnął głośno, nie odpowiedział na te przeprosiny, a Niemiec nie wiedział, czy on po prostu je przyjął, czy uznał za niepotrzebne. Rozważał powrót do hotelu, chociaż w takim stanie to mogłoby być kłopotliwe, powinien wytrzeźwieć. Z drugiej strony zrobiło się teraz dość niezręcznie.

- W'rosłeś na dobr'go chł'paka, Ludwig. – rzekł Północny nagle, z lekkim rozleniwieniem, jakby wspominał coś. Jego twarz pozostała jednak nieprzenikniona, jak zawsze, Ludwig z trudnością doszukiwał się przebłysków stanu psychicznego swojego rozmówcy.

- … Dziękuję. – odpowiedział po chwili namysłu. Zdawał sobie sprawę, że w Europie był jednym z najmłodszych krajów, podczas gdy Szwed był jednym z najstarszych ich pokolenia. – Z powodu wieku nie powinienem się do Ciebie zwracać per Pan?

- Prz'stań. – odparł Sve, zwracając się ku niemu. Ludwig podświadomie się lekko przysunął – Ni' lubię czuć si' staro.

Szwed nie przestawał na niego patrzeć, obserwował go, a to Ludwiga tylko zaczynało prowokować. Niemiec przysunął się jeszcze troszkę, normalnie nigdy by nie usiadł tak blisko, to naruszało jego przestrzeń osobistą. Teraz jednak pasowało mu to, co więcej, chciał być tuż przy Nordyku.

- Berwald… Nie wydaje Ci się, że jesteśmy podobni? – przekazał swoje kilkukrotne przemyślenie w formie zapytania, obserwując go uważnie. Na trzeźwo zapewne by nigdy tej kwestii nie poruszył, ale po piwie wszystko przychodziło… łatwiej. Chciał poza tym o ty pogadać, coś go do tego popychało.

- Ni' jest'm Twoim brat'm. – odparł Szwed od razu i co więcej, też się odrobinę przysunął. Blisko, byli naprawdę blisko.

- Co? – Niemiec zdębiał. Po chwili parsknął – Nie, nie o to mi chodziło. Mówiłem o charakterze. Wydaje mi się, że… zachowujemy się bardzo podobnie.

Okularnik pokiwał głową na boki, słysząc to przemyślenie. Dalej słuchał jednak, nie odpowiedział Niemcowi w sposób werbalny.

- I… - ciągnął Ludi, nieco zbity z tropu ciszą – Zastanawiam się, czy… Aktualnie myślimy o tym samym.

Teraz Berlińczyk spoważniał całkowicie, bo to, o czym myślał nie było w żaden sposób żartem, chociaż ta myśl pojawiła się nagle, jeszcze sekundę temu jej nie było. Działał bardzo spontanicznie, jak na siebie, prawdopodobnie będzie za to wściekły na samego siebie przez kilka najbliższych dni, teraz jednak to nie było ważne. Mimowolnie przechylił się jeszcze, o te kilka centymetrów bliżej Berwalda.

- A o czym Ty m'ślisz? –odparł pytaniem na pytanie wyższy z blondynów.

Mądre posunięcie… Ze strony Berwalda przynajmniej, ze strony Ludwiga takowych nie było za bardzo. Beilschmidt próbował znaleźć słowo opisujące to, co akurat jawiło się w jego umyśle, ale nie potrafił, cały zasób słów nagle mu zniknął, podobnie zresztą jak głos rozsądku gdzieś się skrył. Ciałem Niemca teraz kierowała intuicja i pragnienie, sam Niemiec zmrużył nieco oczy, oddychając głębiej. Chciał, straszliwie, ale równie straszliwie się bał, że zostanie uznany za nachalnego i wyrzucony stąd.

Szwed się ostatecznie zniecierpliwił i to on pierwszy go pocałował, zaskakując tym samego Ludwiga. Młodszego na chwilę sparaliżowało, nie był w stanie zareagować, a Nordyk odebrał to jako niechęć i ostrożnie się odsunął, marszcząc brwi. Nie rozumiał. Ludwig jednak potrzebował chwili, by złapać oddech po tym nagłym ataku. Spojrzał na niego, Szwed się odsunął jeszcze troszkę, jednak Ludi położył mu dłoń na karku i przyciągnął znowu, tym razem inicjując pocałunek. Sve mruknął mu coś w usta, to nie było teraz ważne. Niemiec całkowicie się zapomniał, szczególnie, że Berwald też się nie cofał w żaden sposób. Ludwig chciał Szweda przycisnąć do siebie, ale sam był niższy i właściwie przez to tylko się wtulił. Czuł, jak na chwilę ciało Szweda się napięło, zaraz jednak północny mężczyzna ponownie się odprężył, objął go i przytrzymał przy sobie. Ludwig po prostu czerpał z tego pocałunku, kiedy i nagle poczuł na wardze subtelny znak językiem, że Berwald chciałby jeszcze więcej. Nie protestował, rozchylił chętnie usta, przesuwając dłonie na jego tors, badając go. Teraz dopiero wyczuł delikatny zarys mięśni pod jego koszulą, z pewnością Szwed nie miał aż tak wyćwiczonego ciała, jak sam Niemiec, nie był też jednak chuchrem, jak np. Litwa.

Z tego połowicznego transu wyrwało Beilschmidta to, że Szwed przerwał pocałunek. Ludwig nie rozumiał, czemu i co dokładnie się z nim działo, jednak kiedy oderwał spojrzenie od oczu Nordyka, dojrzał, że podświadomie zaczął go rozbierać. Czyżby przestawał nad sobą panować? Przyrumienił się od razu, zauważył też, że Szwed trzyma go za nadgarstki, chyba przerwał mu tę czynność także. Co więcej, patrzył na niego dość intensywnie, aż Ludwiga przeszedł dreszcz, był on jednocześnie miły i nieprzyjemny. Berwald naparł na niego, Ludwig nawet nie protestował, kiedy Nordyk kładł go na kanapie i sam nad nim się zatrzymał.

- Ni' będzi'sz miał tegu s'bie za złe? – zapytał, samemu jednak kładąc dłoń na jego klatce piersiowej ostrożnie masując. Być może dlatego, że Ludwig objął go wokół szyi, łapiąc też za kołnierz, sam młodszy z tych dwoje nie do końca zdawał sobie z tego sprawę. Patrzył na niego dużymi oczyma, w których mieszało się pragnienie i niepewność, sam w środku gdzieś lawirował między tymi dwoma emocjami. Niepewność wychodziła ze zdrowego rozsądku, pragnienie było czymś czysto biologicznym, zwierzęcym wręcz. Jednak w miarę, jak alkohol uderzał mu do głowy, zdrowy rozsądek przygasał, a pragnienie cielesne stawało się tylko silniejsze. Ludwig gdzieś w środku miał przebłyski tego, że nie powinien tego robić, ale nie potrafił nad sobą zapanować.

- Nie… - odparł po chwili zawahania – Nie będę miał. Chcesz..?

To pytanie było w sumie bezsensowne, Sve wcześniej zachęcił go do dalszej zabawy, ale Ludwig nie miał pewności, czy jednak nie zmuszał Nordyka, wciągając go do łóżka. W odpowiedzi Berwald cmoknął go lekko w usta, a potem w kark, też zaczynając go rozbierać.