Chociaż to Berwald zaczął się rozbierać jako pierwszy, finalnie to jednak Ludwig przed nim skończył całkowicie bez okrycia, Sve go musiał w tym „dogonić". I choć zaczęli w innym miejscu, to później przenieśli się na łóżko, gdzie oboje teraz leżeli już pochłonięci słodkim półsnem pełnym relaksu i szczęścia, spełnieni raptem chwilę temu.

Ludwig wsłuchiwał się w miarowy oddech mężczyzny, początkowo szybki i łapczywy, sugerujący zmęczenie, teraz jednak coraz głębszy, coraz spokojniejszy. Po chwili Niemiec ostrożnie odgarnął kochankowi włosy z czoła, spoglądając na jego męską, bladą twarz, analizując w milczeniu układ jego kości policzkowych, początkowe zmarszczki, kształt niedużego, śmiesznego trochę noska i ostatecznie układ szczęki. Berwald nie miał delikatnych rysów, a mimo wszystko podobał mu się, Ludwig uważał go za przystojnego blondyna. Szwed też najpewniej był świadom tych obserwacji, poddawał się im z przyzwoleniem, dopóki nagle nie poderwał się, by Niemca złapać. Ludwig parsknął cicho z rozbawieniem, kiedy nagle ten olbrzym rozkosznie zaczął się do niego tulić, pomrukując przy tym z zadowoleniem, wciskał swoją pozbawioną okularów twarz w niemiecką, umięśnioną klatkę piersiową, otaczając też Ludwiga silnym ramieniem. Aż go Berlińczyk musiał objąć za szyję i udzielić atencji, w tym wypadku zacząć masować mu skórę głowy. Jak mało, naprawdę mało kiedy, Niemiec miał ochotę chichotać z tej sytuacji, ograniczył się jednak do uśmiechu, który też u niego był niezwykłą rzadkością. Ale Berwald okazał się taki uroczy!

„Samym spojrzeniem nie przekażesz mu, że go kochasz"

Słowa Laury pojawiły się w jego głowie nagle, wyciągnęły go ze stanu sielanki natychmiast, a Ludwig już poważniej spojrzał na Szweda, ponownie zastanawiając się, co tak naprawdę czuje do tego olbrzyma. Z całą pewnością nie był mu obojętny, ale wciąż Niemiec nie umiał stwierdzić, że ten jest dla niego najważniejszy, nie miał tej pewności.

Szwed chyba wyczuł, że intensywność pieszczoty się zmieniła, bo i sam podniósł głowę, by spojrzeć na poważną znów twarz Ludwiga. Ten jednak nic sobie z jego wzroku nie robił, pochłonięty dyskusją ze sobą w sercu.

- … Cu? – Szwed postanowił na siebie zwrócić uwagę, nawet podsunął się tak, by mieć swoją twarz na jednej linii z obliczem Ludwiga. Zapytany jednak pokręcił głową bez dodania słów. – Cuś Ci' dr'czy.

A jednak był bardziej spostrzegawczy, niż Ludwigowi się wydawało. Przekręcił się i usiadł na pościeli chwilowo zawieszając wzrok na oknie odległym od nich o długość pokoju. Sve zaraz się podniósł również i dołączył do niego, chociaż akurat Nordyk bacznie obserwował partnera, tylko kontrolnie zerkając wcześniej na zegarek.

- Mam… mam po prostu problem. – napoczął ostrożnie Niemiec, szukając słów, które mogłyby nakreślić wszystko, o czym myśli.

- Op'sz. – poprosił Szwed, poświęcając mu uwagę, zdawałoby się, iż martwił się o niego. A może to nie wrażenie, a prawda? Ludwig nie miał pewności, skupił się za to na tym opisie.

- Ciężko to powiedzieć tak po prostu. – zrobił dłuższą, ciężką pauzę, wziął też głęboki oddech, jeden, a następnie drugi – Belgia wytknęła mi, że patrzę na Ciebie jak zakochany. Ale ja się tak nie czuję. A jednak to nie daje mi spokoju… Nie rozumiem tego.

Faktycznie, jak Ludwig to z siebie wyrzucił, to najpierw dopadło go delikatne zawstydzenie, ale zaraz ulga, że jednak się tym podzielił. Poczuł też, że Berwald objął go ramieniem, Ludi spojrzał na niego taki zbity z tropu. W końcu jednak Sve cmoknął go w policzek czule, ot, nagle, bez uprzedzenia, ale naprawdę dał mu do zrozumienia, jak bardzo jest on dla niego ważny.

- Ni' zawsze m'łość poprz'dza z'uroczeni'. – rzekł Sve po namyśle, wciąż obejmując go i trzymając blisko siebie. Ludwig mimowolnie skupił się na jego jasnych, spokojnych oczętach, teraz zaczął dostrzegać w nich czułość, opiekę. Na co dzień tego nie lubił, zarówno od brata jak i innych członków rodziny, nie chciał czuć się jak ten „słabszy", teraz podświadomie sobie na to pozwalał.

- O tym nawet nie mówię. Nie mam pewności, czy między nami w ogóle jest iskra, jak to często prozaicy ujmują.

Właściwie niczego nie był pewny, to go chyba najbardziej denerwowało w całej tej sytuacji. Niepewność, niewiedza, nie cierpiał tego stanu.

Ale wówczas Berwald przełożył dłoń do jego policzka i złożył na jego ustach czuły, długi pocałunek, jaki mógłby mu sprezentować w ramach wsparcia, gdyby faktycznie byli w związku. A Ludwigowi się to podobało, odpowiedział na niego chętnie, samemu nawet obejmując Nordyka za szyję i przytulając się następnie. Szwed otoczył go ramionami, tym razem z obu stron, pozwalając mu na chwilę się w nim zatopić, znów wywołując w nim uczucie, iż ktoś go wspiera, znów Ludwig przekonywał się, że nie musi się tego bać.

- To… niesamowite. – rzekł wciąż ze zdziwieniem, poznając te nowe doświadczenia. Sve pogładził go ostrożnie po włosach jeszcze, wciąż przyglądając mu się czule.

- Chcę, 'byśmy spr'bowali. – rzekł nieco wyraźniej, niż zazwyczaj, też z zadziwiającą pewnością siebie. Zmotywował Ludwiga przez to do pokiwania głową, machinalnie, nawet się nie zastanowił. Zaraz oczywiście pożałował swojej impulsywności, nie mając pojęcia, skąd się ona wzięła. Berwald jeszcze go ucałował w policzek i już przytulił do siebie, najpewniej biorąc ten gest na poważnie.

Ale, czy Ludwig właściwie źle zrobił? To prawda, nie przemyślał tej decyzji, ale w gruncie rzeczy chciał, aby tak się stało, aby „spróbowali" być razem. Był go strasznie ciekawy.

- A jeśli… nie będzie nam się układało? – chciał jeszcze o to zapytać, bardzo bał się go zranić. Równie mocno obawiał się, że to Sve mógłby się nim „znudzić", kiedy Ludwig naprawdę by się zakochał.

- Rozejdzi'my si'. Bez konfl'ktu, hm?

Niemiec nie mógł się skupić dokładnie na tych słowach, na sensie tej długoterminowej deklaracji, Szwed go wciąż gładził, kojąc za każdym razem natychmiast, gdyby stres Ludwiga chciał choć trochę się obudzić.

- Nie będziesz miał mi wtedy za złe..?

Jasnooki blondyn pokręcił głową, puszczając go i kładąc się znowu na łóżku, Niemiec odruchowo położył się obok, chociaż nie potrzebował przygarniania, chciał mu tylko towarzyszyć. Po prostu, być obok, dopóki mógł i czas na to pozwalał. Naprawdę, miał szczerą chęć po drugiej części spotkania na noc się tutaj przenieść. Aby być obok.

Może o to chodziło w związku? Ludwig wciąż tego nie znał, dzielenie z kimś uczuć, życia było dla niego obce. Ale Szwed, choć z natury zimny i nieprzystępny, zdawał się być nieco bardziej doświadczony w tej kwestii. Niemiec miał nadzieję, że mimo wszystko zakochają się w sobie, byli bardzo dopasowani. Nawet, jeśli nie odczuwał wobec niego tęsknoty, strachu, to cieszył się z jego obecności i coś go do Szweda przyciągało.

Być może jest wiele rodzajów miłości.