Mimo stworzonej odtrutki ciało kuzyna potrzebowało czterdziestu ośmiu godzin, by wrócić do wstępnego funkcjonowania. Nazwę tego narkotyku słyszałem pierwszy raz w życiu, wedle opisu lekarzy był on w stanie wywoływać nie tylko halucynacje, ale też zaburzyć wspomnienia. Osoba pod jego wpływem mogła być przekonana, ze włada królestwem nawet po wytrzeźwieniu. Skąd Rod wytrzasnął tę rzecz nie mam pojęcia, ale obiecałem sobie go pilnować. Lekarze powiedzieli mi też, że przez dłuższe używanie tego specyfiku on z całą pewnością był uzależniony i będzie musiał podjąć terapię. Akceptowałem to jednak i chciałem go dopingować.

Erwin, jak się okazało, nie wiedział nic o stanie brata, był wówczas w Szwajcarii na obradach krajów Alpejskich, gdzie też właśnie reprezentował Roda. Tyrolczyk naprawdę myślał, że jego brat był chory i kiedy dowiedział się prawdy miałem wrażenie, że zejdzie sam na zawał. Dawno nie widziałem go tak wściekłego i rzucającego przekleństwami na prawo i lewo. Wolałem szybko wyjść wówczas z jego domu.

Karta kraju poza wersją elektroniczną miała też odpowiednik fizyczny, a załącznik odpowiadający za przekazanie władzy komuś innemu niezwłocznie spaliłem. Tylko w ten sposób mogłem go unieważnić. A chciałem wciąż, aby to właśnie Roderich pełnił swoją funkcję, najlepiej jak potrafił.

Zaparkowałem znowu pod szpitalem i udałem się do niego, wiedziałem już, gdzie go szukać. Rod leżał sam na sali, relaksował się, jego książka i okulary znajdowały się na stoliku obok. Przysiadłem przy nim, przywitaliśmy się, a ja szczerze mogłem już powiedzieć, że Rod wyglądał o wiele lepiej, niż ostatnio. Nabierał kolorów, bystrości spojrzenia, uśmiechał się coraz częściej. Znów stawał się piękny. Wdałem się z nim w dość błahą pogawędkę, ale czułem, że jest ona z jakiegoś powodu dla mnie ważna i cieszyłem się z niej.

Zdawałem sobie też sprawę z tego, że mogłem go czymś obdarzyć, choć wcześniej temu zaprzeczałem. Mogłem otoczyć go opieką, wsparciem, zaufaniem, to równie ważne rzeczy, choć kompletnie inne od tych, o których myślałem, kiedy on wyznał mi uczucie. Mogłem być dla niego tym, kim tylko on potrzebował i sam nie wymagałem od niego przez to dotyku, czy pocałunków. Chciałem tylko, aby był obok, tak bardzo pragnąłem jego obecności. Mogliśmy dać sobie wsparcie wzajemnie. Właśnie dlatego postanowiłem, że będę przy nim, dopóki nie wyzdrowieje, dopóki nie będzie całkowicie wolny od uzależnienia, dopóki nie będzie znów silny. A wtedy? Wtedy się zobaczy, co przyniesie życie…