Jedna, dwie, trzy, cztery… Ivan dostawił piątą pustą butelkę do rządku, z tym że ta jeszcze zawierała w sobie nieco wódki, w przeciwieństwie do pozostałych koleżanek. Wszystkie takie same, z tą samą metką i takimi samymi nakrętkami. Wszystkie na ławie przykrytej nienajnowszym obrusem i na nim położoną szybą, ława zaś stała między jedną a drugą kanapą jeszcze z lat '90. Wania powiódł wzrokiem do śpiącej osoby naprzeciw niego, zwiniętej w kłębek przypominający pozycję boczną ustaloną. Po namyśle Ivan wychylił się i zdjął mężczyźnie okulary, odkładając obok jego szklanki. Zaraz wrócił na swoje miejsce, również był mocno pijany, choć nie tak, jak Rod. Mimo wszystko Austriak się długo trzymał, nim usnął ostatecznie przez nadmiar alkoholu we krwi. Wypił prawie litr wódki, nie każdy Europejczyk jest do tego zdolny. Ivan uważał to za swój osobisty sukces w alkoholizacji tej środkowoeuropejskiej nacji.

Nalał sobie jeszcze troszkę do szklaneczki, tak już też tylko na sen i jeszcze raz spojrzał na śniącego muzyka. Przyjaciel. Ivan uśmiechnął się pod nosem na to słowo.

Rod jest przyjacielem. Nie ucieka, jak inni. Nie zostawił mnie. Pomaga, jak umie, robi, co może. I zawsze wracał. Rodia jakimś cudem potrafił się dogadać spokoju z Niemcem jak i ze mną. Ufa mi.

Uśmiech Ivana powoli znikł, zastąpiony przez posępne zamyślenie. Już bardzo niewiele osób mu ufało, coraz częściej Europa odsuwała się od niego, a Azja zajmowała się tylko sobą. Ivan zostawał sam, jedynie w towarzystwie kilku jednostek rozsianych po Europie oraz takich zapomnianych delikwentów, jak Uzbekistan, czy Tadżykistan. Krajów, które były przy nim „mimo wszystko".

On też jest. Kto go wspierał wcześniej, jak nie ja? Feliks, raz, pogonił Turków, to prawda. A potem myśmy razem na przemian atakowali Adnana. Lub razem przegrywali z Napoleonem. Rodia nie był zbyt silny, ale umiał myśleć taktycznie, da. A w starciu bezpośrednim wyglądał jakby tańczył, a nie unikał ataku. Właśnie dlatego był taki fajny, mogłem go bronić, a on myślał, jak uderzyć, by bolało najbardziej.

Nigdy go nie zdradziłem. Nie ja, nie chciałem. Po drugiej wojnie… on trafił częściowo do mnie. Ja tylko chciałem, żeby on był mój, bardziej mój. Bardziej, niż się dało. Ale on chciał spokoju, a kiedy tylko dał mi Czechosłowację, wypuściłem go. Nie żałuję, bo teraz mogłoby go nie być. To była… inwestycja, tak.

Musiał zostać słaby, bo wydaje się niebezpieczny. Tak jak ja, ale jednocześnie inaczej. Rodia pewnie myśli, że ja tego nie wiem, da? Że nie widzę, jak wobec trzecich stosuje te swoje zagrywki psychologiczne albo jak czasem emanuje nienawiścią do świata. To taki chłopaczek, który jeśli dostałby wielkiego gnata, zacząłby walić na prawo i lewo. Dlatego lepiej go trzymać w ryzach, da. Lepiej go bronić, niż się przed nim bronić.

A teraz wracał albo ja do niego przyjeżdżam. Ile razy musiałem go uspokajać z płaczu, za dużo… Ale przyjacielem jest dobrym. Tylko… nieszczęśliwym. A ja go mogę pocieszać lub dawać się wypłakać. Jestem mu potrzebny! I może i on mi nie jest, ale… fajnie jest mieć takiego przyjaciela.