Rod leżał nieporuszony na kanapie od pół godziny. Ręka już go trochę bolała, ale miał przekonanie, że jeśli poruszy się choć trochę, zawartość żołądka zapragnie wyjść na zewnątrz. A on nie chciał do tego dopuścić. Dlatego leżał, mimo, iż Ivan wciąż nie spał, tylko sączył jeszcze tę przeklętą wódkę.

Zamorduję go kiedyś. Nie chcę się obudzić, chcę zasnąć i przespać całe to zatrucie, gdyż jeśli obudzę się wcześniej, będę cierpieć. A to znowu tylko wina Ivana. On nigdy nie rozumie, że nie chcę już pić i zawsze podsuwa mi więcej i więcej. Zamorduję go, przysięgam…

Ale wówczas żałowałbym, wiem o tym. Ivan jest... ważny. Jest jak ta wódka, ma wiele minusów, ale i tak się do niej uciekamy. Ivan jest takim sam. Jest prosty. Momentami prostacki, do tego silny i dosyć agresywny. Ale to właśnie on mnie rozumie, do niego zawsze się mogę zwrócić.

Ludwig nigdy nie ma czasu, ludzie w Europie są zajęci sobą. Ivan jest zawsze. Zawsze jak pytam, czy mógłbym przyjechać, odpowiada twierdząco. Zawsze, jak on przyjeżdża, staram się poświęcać mu czas. I zawsze wiem, że on mnie wysłucha, nawet jeśli się ze mną nie zgadza. Dlatego nie mógłbym go stracić.

Zdjął mi okulary, to dobrze. Przeszkadzały mi. Teraz być może uda mi się usnąć, być może on też pójdzie spać. Chociaż mógłby wyjść do swojej sypialni, skoro chrapie. Dane mi było już to słyszeć nie raz.

Wiele osób widzi w Ivanie siłę… Ja też, przede wszystkim. To on mi ratował skórę, kiedy ja tego potrzebowałem najbardziej. Najpewniej dlatego mu ufam, jest mi obrońcą. Jest też mi czasami doradcą, niewielu dostrzega w Ivanie inteligencję. Ona jest głęboko ukryta, sam nie wiem do końca, czy to już mądrość, czy po prostu intuicja. Ivan potrafi podjąć dobrą decyzję, taką, która może nie będzie politycznie poprawna, ale będzie skuteczna. Właśnie dlatego Unia ma z nim problem i też dlatego ja go szanuję.

Ivan pokazał mi swoją siłę tylko raz. Jeden, jedyny raz, przykładając mi lufę do skroni i nakazując czytać cyrylicę. Nigdy przedtem i nigdy później mnie nie skrzywdził. Potrafił krytykować, powiedzieć coś niemiłego, ale zawsze ma trochę racji. Nie rozumiem, dlaczego wobec innych jest bardziej brutalny. Dlaczego to mnie obrał sobie za „przyjaciela". Ale nie martwi mnie to… Ivan jest i to w zupełności mi wystarcza.

Nie umiem się "zaprzyjaźnić" z jego przyjaciółmi. Serbia mnie po prostu odrzuca, Chiny jest ode mnie zbyt różny, Szkocja jest jeszcze bardziej prostacki. Naddniestrze i Korea Północna zachowują się jak zaprogramowane maszyny i bardziej fascynuje mnie ich stan psychiczny, niż osoby jako przyjaciele. A Słowacja… jest sobą. Wydaje mi się, że nie nadajemy do końca na tych samych falach.

Ivan jest z nich wszystkich po prostu najlepszy. Niech pozostanie sobą, na tę chwilę nie mam mu za złe niczego. Nawet jeśli ostatnio nam grozi, nawet jeśli śmieje się z fali uchodźców. Mam do niego zaufanie, że mi nic nie zrobi. Że wciąż będzie…

Szybciej jednak od zakończenia tej myśli nadszedł błogi sen.