Ludwig usiadł w spokoju, dając sobie zakleić plaster z elektrodą i obserwując, gdzie idzie sam przewód, jak też kończy się on w drobnym pilociku przysłoniętym półprzeźroczystą klapką. Pomieszczenie, gdzie go usadzono, było nieduże, raptem to krzesło, stolik obok i nic poza tym. Zdołał ocenić, że bladoniebieski kolor ścian wywołuje uczucie chłodu, a płyta na podłodze jest tak zwaną prowizorką. Świetlówki były za to porządne.

Decyzja o wzięciu udziału w eksperymencie psychologicznym została podjęta właściwie przez Italię, on wówczas podchodził do tego biernie. Sam Włoch jednak wyleciał z pomieszczenia, jak z procy, jazgocząc coś o „najgorszej rzeczy na świecie". Naturalnie, nie pierwszy raz Niemiec ten jazgot słyszał, stąd podchodził do niego z dużą rezerwą, acz zaciekawił go wtedy sam eksperyment.

Tymczasem kazano mu tutaj czekać i zostawiono samego. Miał tutaj spędzić samemu raptem dwadzieścia do trzydziestu minut.

„To wszystko?" – przeszło przez umysł Ludwiga – „Po prostu czekać?"

Westchnął cicho, obracając pilocik w dłoniach. Odsunął klapkę i wcisnął guziczek. Prąd uderzył w jego mięsień, aż Niemiec syknął i lekko się zwinął, zaraz masując po miejscu porażenia. Nie rozumiał, po co mu to założono, ale też Ludwig nie wiedział wiele na temat psychologii. Niech będzie. Rozejrzał się po pomieszczeniu, pusto, cicho. Nie do końca wiedział, ile czasu minęło od momentu, kiedy go tutaj wpuszczono. Ostatecznie zawiesił wzrok na jednej ze ścian. Miał tylko zająć się sobą.

„Jeśli bezruch jest sensem tego ćwiczenia, to nic dziwnego, że Italia tak szybko uciekł stąd." – wrócił do swoich myśli – „Nie jest do tego przystosowany."

Wzrok powoli zjechał mu na podłogę, nie wiedział, co ma ze sobą zrobić. Nawet nie wiedział, na czym się skupić, zwykle był skupiony.

„Mógłbym teraz wypełnić partię dokumentów od Francji albo sprawdzić przygotowania do Festiwalu Teatru Pantomimy. Muszę pamiętać, by jutro podjechać do mechanika, zrobić przegląd BWM X4. Mógłbym to właściwie zrobić teraz, gdyby..."

Poczuł, że marnuje czas. A może powinien coś znaleźć? Podniósł się i zaczął szukać po ścianach jakiegoś schowka, ale postukiwania upewniały go tylko w przekonaniu, że pomieszczenie to nie posiada żadnych tajnych szufladek. Stół też był zbyt prosty, podobnie krzesło, aby dało się tu cokolwiek schować. Płyta PCV była jednak przytwierdzona do podłogi i zerwanie jej gołymi rękoma było niewykonalne.

Usiadł znowu i spojrzał przed siebie. Pokręcił z wolna głową, bezczynność zaczynała mu coraz bardziej doskwierać, co powinien zrobić? Nie przywykł do przerw, w których jego umysł nie byłby czymś zajęty. Potrzebował coś czytać, analizować, coś robić.

„Gilbert często powtarza, że powinienem robić więcej przerw, Rod też. O to im chodzi? O siedzenie i gapienie się w ścianę?"

Prychnął pod nosem, po namyśle rozsiadł się wygodniej, zaczynając bawić się pilocikiem. Dostrzegał, gdzie były wstawione śrubki, jakiej szerokości, wnioskował ponadto, że obudowa jest z plastiku. Nic nadzwyczajnego, sam ty to zmontował. Nabrał nawet ochoty, by w myśl zabicia nieco czasu rozkręcić to i skręcić ponownie, ale nie miał czym. Zacisnął ręce, to znowu je rozluźnił, skąd wzięło się to nagłe zdenerwowanie?

„Przecież nic się nie dzieje."

Całkowicie, nic. Zastukał dwukrotnie w stolik, ale nic mu nie odpowiedziało. Zerwał się nagle, zakręcił po pomieszczeniu – jednak z braku pomysłu usiadł znowu. Przejechał palcami po swoich włosach, to rozejrzał się nerwowo, jedna ściana, druga, trzecia... Sufit, podłoga. Nic. Nic! Zacisnął dłonie, jedną w pięść, drugą na tym pilociku. Zaraz później szybko otworzył klapkę i wcisnął guzik. Wstrząs go otrzeźwił, złość gdzieś uleciała, kiedy Ludwig spojrzał pustymi oczyma w odchyloną zasłonkę. Nie rozumiał. Przecież wiedział, jaki to jest próg bólu, dlaczego to zrobił? Co go zmusiło? Nie znał odpowiedzi, ostrożnie złożył klapkę i położył pilocik na stoliku, kładąc tam też rękę, do której przewód prowadził.

Nie rozumiał.

Do przyjścia medyków Ludwig jednak siedział spokojnie, ilekroć jakikolwiek stan nerwowy dopadał go przez bezczynność, przypominał sobie, co z tego wynikło. Skupił się na rodzinie, na bracie i kuzynach, przypominając sobie po kilka rzeczy z nimi, analizując je jak i to, w jaki sposób mógłby być dla nich lepszy. Rodzina była dla niego bardzo ważna, a on wolał zatęsknić choć przez chwilę, niż skupić się na faktycznej bezczynności.