- Nie spal mi domu. – polecił bratu, stając w progu pokoju dziennego, gdzie Prusak akurat grał na konsoli.

Albinos włączył pauzę i podniósł czerwone ślepia na stojącego blondyna z torbą na ramieniu. Wyszczerzył się zawadiacko.

- Przestawię go kilka przecznic dalej, jak Cię nie będzie, West. Weź uważaj na drodze.

Niemiec kiwnął głową w milczeniu i podszedł, by podać bratu rękę na pożegnanie, tenże mu ścisnął z zadowoleniem. Mieli już wszystko dogadane i choć Niemcy zawsze prosił brata, by ten nie wariował, to tak naprawdę mu ufał bezgranicznie, polegał na jego bądź co bądź mądrej głowie.

- Dzwoń w razie potrzeby.

Uniósł jeszcze rękę w geście pożegnania i wyszedł. Roderich dotrzymał obietnicy i faktycznie oddzwonił do Ludwiga kolejnego wieczoru, mówiąc mu, że może przyjeżdżać w najbliższych dniach i że będzie rad z jego wizyty. A Ludwig nawet nie czekał, zapowiedział się na następujące popołudnie, w duszy ciesząc się, że nie będzie dłużej cierpiał. Oczywiście, będzie na drodze uważał, ale nie zamierzał wlec się po asfalcie. Czemuż nikt nie wymyślił teleportacji… Bardzo chciałby być tam już, a dopiero wyjeżdżał spod domu.