Późnym rankiem, kiedy właściwie miał się spakować i już żegnać, uznał, że jednak musi porozmawiać z Maxem na temat Roda. Upewnić się, że ten będzie najlepszym mężem dla jego ukochanego kuzyna, że pozostawia go w dobrych rękach, nim będzie za późno.

Wiedział, że Max jest akurat w gabinecie, tam też się skierował, usilnie próbując ułożyć sobie w głowie jasny i klarowny przekaz, jaki miał mu powiedzieć prosto w oczy. To było tym bardziej trudne, gdyż nie chciał się zdradzić z uczuciami, nie chciał stracić dostępu do swojego ukochanego, a więc wolał ułożyć sobie bezpieczną wersję… mowy. Zmierzając do wejścia odpowiedniego pokoju zauważył jednak, jak Rod pierwszy tam się skierował. Coś go podkusiło, chciał poznać ich prywatną relację. Skrył się za na wpół zamkniętymi drzwiami, zerkając przez szparę obok zawiasów.

Max siedział przy oknie i obserwował otoczenie za szybą, wciąż wyglądał na niezbyt zadowolonego. Rod przystanął dwa kroki od niego, zerkając na niego chwilę, następnie podszedł bliżej, kucając przy nim. Max go jednak odepchnął.

- Coś się stało? – Rod wstał i po prostu zastygł obok niego, patrząc na kochanka z żalem.

- Rod… Piłeś wino z Ludwigiem? – Max zwrócił się do niego całą swoją postawą, splatając palce na kolanie.

Austriak zamrugał z zaskoczeniem, rozkładając ramiona.

- To coś złego? To jest mój kuzyn, czasami z nim piję i rozmawiam przy tym.

- Mhm… Co jeszcze robiliście?

- Nic. Ukochany… o co mnie podejrzewasz?

Rod podszedł znów do niego, próbował go złapać za dłonie, Max jednak w porę się podniósł i złapał go za ramiona. Wydawał się zawiedziony. Ludwig był wściekły na Maxa, jak mało zaufania on daje swojemu kochankowi.

- Widziałem, jak on na Ciebie patrzy. Naprawdę jesteś aż tak głupi, że tego nie dostrzegłeś?

Rod opuścił ramiona, zawiedziony.

- Nie mógłbym, Max. Przecież jestem Twój, nie mógłbym być czyjś inny.

Spróbował wyciągnąć ku niemu dłoń, jednak ten ponownie go odepchnął. W Niemcu zaczynało się gotować ze złości.

- Kiedy ty zrozumiesz, że beze mnie nie stanowisz nic?

Odszedł pod ścianę, Ludwig ledwo go stąd widział. Rod zaraz ruszył za nim, jakby uwiązany na niewidocznej nitce.

- Proszę Cię już, nie gniewaj się. To tylko rozmowa z członkiem rodziny. Proszę Cię…

Spróbował objąć go za ramię, jednak Max drugą ręką strzelił go z otwartej dłoni w twarz. Rod upadł, a wówczas drugi mężczyzna złapał go za koszulę i pchnął z całej siły na ścianę. Okularnik wpadł z impetem na twardą powierzchnię, Max już ku niemu ruszył, jednak otwierane drzwi na oścież wybiły go z rytmu. Ludwig nie zastanawiał się ani sekundę, kiedy wpadł do pomieszczenia i odepchnął napastnika od swego ukochanego. Nic się nie liczyło. Teraz on przygwoździł Maxa do ściany, zastanawiając się w pierwszych sekundach, gdzie najlepiej uderzyć.

- Puść go!

To był Rod, krzyknął i zaraz złapał Ludwiga od tyłu, ciągnąc w drugą stronę. Niemiec nie pozwolił się odsunąć, przytrzymał Maxa za ramiona. Człowiek wytrzeszczył oczy, próbując się wyrwać mięśniakowi, bezskutecznie. Niemiec szarpnął się w niewygodnych objęciach.

- Nie, Rod. – mówił jednak w miarę spokojnie – Ty mnie puść. Nie pozwolę, żeby ktoś Cię krzywdził.

Zachwiał się, kiedy kuzyn znów pociągnął go do tyłu, a wówczas Max uwolnił jedną rękę i uderzył go pięścią w twarz. Roderich krzyknął w kompletnym szoku, Ludwig zatoczył się do tyłu, sycząc wściekle. Dojrzał nacierającego napastnika i kopnął na oślep. Max wpadł na biurko , przewracając je.

- Przestańcie!

Owszem, Ludwig chciałby przestać, przyjął tylko pozycję obronną. Mierzył spojrzeniem powoli wstającego śmiertelnika, sapiąc wściekle. Ten się jednak nie ruszył.

- Więc jednak? – Max zwrócił się do drżącego ze strachu Rodericha – Od kiedy mnie zdradzasz?

Niemiec osłupiał, Rod jeszcze bardziej wyszczerzył oczy, po chwili kręcąc powoli głową.

- To… nie tak. – wydukał, blednąc na twarzy.

- Łżesz. – syknął, znów ku niemu ruszył, jednak Ludwig zaszedł mu drogę. Zatrzymał się w pół kroku.

- Nic nas nie łączy. – warknął Niemiec ostatecznie, choć z bólem serca – Ale Was też już nie będzie. Wynoś się!

-Nie!

Rod ominął kuzyna, mimo iż ten próbował go powstrzymać, złapał kochanka w pasie i przytulił go mocno, najmocniej jak mógł. Max jednak pozostał niewzruszony, jedynie obserwując mężczyznę.

- Nie odchodź! Nie możesz, Max! Nie możesz odejść, po prostu nie możesz…

Lamentował, rozpłakał się całkowicie. Mężczyzna go jednak tylko odepchnął, prychając ponuro. Skierował się do wyjścia.

- Masz rację, nie mam po co być w tej ruderze. Poczekam, aż Ty – zerknął jeszcze na byłego narzeczonego – stoczysz się na samo dno.

Wyszedł, Rod rzucił się za nim, ale Ludwig w porę go złapał. Ciężko mu było słuchać krzyku, płaczu i protestów kuzyna, który usilnie próbował wyrwać się i dogonić mężczyznę przed chwilą przepędzonego. Blondyn nie pozwolił ciemnowłosemu iść, za bardzo się o niego bał. Objął go oburącz, jednak starał się być delikatny. Zauważył już, że niektóre z krzyków były efektem bólu ciała, nie rozdzieranego serca. Jakże mocno Rod musiał być poddany manipulacji, że mimo wszystko wciąż chciał towarzyszyć temu… tyranowi?

Po chwili Roderich przykucnął, kuląc się i tylko cicho wołając wciąż imię ukochanego. Niemiec przykucnął przy nim, delikatnie puszczając go z objęć. Nie miał pojęcia, co robić, pilnował go tylko. Austriak już nie uciekał, po prostu się krył. Ludwig czuł tak niesamowitą bezradność…

- Rod… - zaczął, chcąc to jakoś przerwać.

- Wyjdź.

Nie tego się spodziewał, podniósł wyżej głowę.

- Słucham..?

Rod ostatecznie podniósł głowę, ba, poderwał ją szybko wraz z całym wybuchem furii. Po jego ślicznej, delikatnej twarzyczce wciąż spływały łzy, jednak to wściekłość właśnie ją wykrzywiała.

- Wyjdź, nie rozumiesz!? – wstał całkiem – Co Ty tu jeszcze robisz?! Wynoś się! Tak jak rozwaliłeś mi życie, spieprzaj stąd, już!

Blondyn się cofnął o krok, kiedy Rod go pchnął wściekle do wyjścia. Nie wierzył w to, co się dzieje. Ostrożnie wycofał się z pomieszczenia, Austriak zaraz za nim wyszedł pobiegł korytarzem w kierunku swojej sypialni, nawołując kochanka. Niemiec jednak bał się za nim iść, bał się kolejnego gniewu Rodericha wymierzonego w jego stronę. Ostatecznie poszedł do pokoju, gdzie się ulokował i na wszelki wypadek zaczął pakować swoje rzeczy. Ale jednak nie chciał wyjeżdżać, bał się o niego.

Wciąż nie rozumiał postępowania Roda ani tego, że on nie dostrzegał, jak Max nim sterował i go krzywdził. Rod przecież miał ogromną wiedzę psychologiczną, a dał się wciągnąć w tak banalną pułapkę emocjonalną. Co więcej, Ludwig martwił się, że Rod może sam coś sobie w amoku zrobić. Kiedy dopiął torbę, usiadł na łóżku, jeszcze nasłuchując, jednak po willi niosła się tylko cisza. Podniósł się i pokierował się do sypialni gospodarza, niegdyś sypialni jego i jego kochanka. Skradał się, wszak Rod kazał mu odejść, a on go nie posłuchał. Bał się, że Austriak wciąż nie panował nad sobą i mógłby go zaatakować, nie chciał się więc ujawniać.

Przez szparę widział ukochanego leżącego na łóżku, usilnie próbującego się dodzwonić, zapewne właśnie do byłego kochanka. Nie mówił jednak nic, chociaż Ludwig słyszał i z tej odległości jego przyspieszony, nierówny oddech. Łkał. A serce Ludwiga drżało na samą myśl o tym, że to głównie przez niego ten wspaniały mężczyzna płakał. Niemiec wycofał się, nie chciał mu przeszkadzać. Ale wiedział, że będzie musiał z nim porozmawiać i to w miarę szybko.