Kolejny dzień przyniósł niewiele. Ludwig mógł wspomnieć przede wszystkim to, że ciężko mu było przekonać kuzyna do przyjęcia jakiegokolwiek posiłku, choć ostatecznie Rod uległ jego namowom. Niemniej ciemnowłosy nie chciał zbytnio z nimi przesiadywać, a jeśli już przebywał poza pokojem, często wydawał się nieobecny, w jego spojrzeniu czegoś brakowało, jego ruchy pozbawione były energii, choć z jego postawy gracja nie zniknęła całkowicie. Choć zachowywał się, jak chory, to jednak wciąż miał w sobie coś z tej królewskiej aury, która między innymi Ludwiga tak odurzała.

Poza tym nie było rzeczy, o których należałoby wspomnieć w dzienniku, gdyby Ludwig takowy prowadził. Pogoda nawet dopisywała, Gilbert wyszedł rano i wrócił przed obiadem, prawdopodobnie gdzieś poszaleć. Praca została przeniesiona do domu, może też tutaj Ludwigowi zniknął czas gdzieś między ósmą a dwunastą oraz między piętnastą a osiemnastą. Obiad wyszedł w porządku, albinos nie rozniósł jeszcze ich gościa, psy też niczego nie zniszczyły. Można by to nazwać przejawem rutyny dziennej. Nowej rutyny.

- O czym myślisz?

Błękitne oczy spoczęły na szczupłej sylwetce mężczyzny leżącego na łóżku, być może w tej samej pozycji od dziesięciu minut, być może od dwóch godzin. Powoli coś wskoczyło w jego zachowanie, pierwszy raz w tej połowie dnia (a była już dziewiętnasta) Rod spojrzał na niego, nawet jeśli tylko na chwilę i nawet jeśli spojrzenie nie niosło ze sobą niczego poza pustką.

- O tym… co on teraz robi. Gdzie jest. – głos Roda był nieco osłabiony, kiedy mówił - I o tym, co się działo.

Powoli Ludwig podszedł do niego i usiadł koło niego, na łóżku, Rod nawet nieco się przesunął. Nie nakładał dziś pudru, stąd widać było bladość jego skóry,jak i delikatne zmarszczki kształtujące się już na jego skroniach.

- Tęsknisz za nim?

Ludwig spodziewał się odpowiedzi twierdzącej, ale i tak zadał to pytanie. Chciał dowiedzieć się, z czym będzie musiał powalczyć, poza tym chciał podtrzymać rozmowę. Z miłą chęcią ucałowałby go teraz w oba policzki, ale czy to dobry moment? Czy Rod w ogóle chce teraz kogoś innego kochać, czy jest zdolny?

- Nie wiem. – tej odpowiedzi się jednak nie spodziewał, Ludwig uniósł brwi wysoko, choć Rod nawet na niego nie patrzył – Kocham go, czuję się przywiązany. Ale… wiem, w ile pułapek mnie wciągnął.

Blondyn pogładził mówiącego po głowie, zawadził o policzek, starając się znaleźć dla niego jakieś pocieszenie. Nie umiał pocieszać, czy rozmawiać o emocjach, wiedział o tym. Ale obecnie tak strasznie chciał zrobić coś, co będzie przede wszystkim skuteczne. Przejechał ręką również po jego ramieniu, jednak Rod w pewnym momencie syknął i odsunął się bardziej.

- Wybacz… Nie chciałem. – Niemiec spojrzał na Roda i po chwili namysłu zmarszczył brwi – Chociaż, mógłbyś mi to pokazać?

Raz, dwa, trzy, cztery… Austriak nie odpowiedział od razu, spojrzał na Ludwiga, a w jego oczach zapaliła się pierwsza z emocji, niezrozumienie. Rod nie rozumiał, zmarszczył brewki, śmiesznie to trochę wyglądało.

- Cóż mam ci pokazać?

- Ranę. A… najlepiej wszystkie. Chcę wiedzieć, co on ci zrobił.

Zmarszczka na czole muzyka pogłębiła się, a po chwili nieoczekiwanie Rod zamknął oczy. Ludwig przejechał palcem po jego policzku, upewniając się, że mężczyzna nie zasnął, na szczęście wciąż czuwał.

- Chcesz…. bym się przed Tobą rozebrał?

Naraz na policzki Niemca wypłynął wrzący rumieniec, a serce podskoczyło w jego piersi, jakby zaraz miało się z niej wyrwać. Ludwig zdał sobie sprawę, że właśnie o to poprosił, chociaż nie w kwestiach seksualnych, to jednak teraz wstyd zamknął mu usta, a on mimowolnie czuł się skrępowany. Próbował coś powiedzieć, wyszło z tego jednak tylko bezsensownych dźwięków, pustych sylab, zatem naprawdę poprzestał na próbie zaprzeczenia. Może też dlatego, że w głębi serca wcale zaprzeczyć nie chciał.

Kiedy jednak znów spojrzał na Roda, ten spokojnymi ruchami rozpinał swoją śnieżnobiałą koszulę i wyciągał ją ze spodni. Ludwig zamknął oczy, wziął głęboki oddech i odliczył do pięciu, co by choć trochę się uspokoić. Patrząc ponownie na kuzyna zauważył, iż ten usiadł, odkładając jeszcze ubranie obok, Rod spoglądał w bok, czekając na to, co blondyn chciał zrobić. Stan Roda jednak ostudził Niemca na tyle, by nie zrobić teraz niczego głupiego, powoli tylko położył dłoń poniżej dość dużego obrzęku na żebrach ukochanego, przyjrzał się sinemu ramieniu, lekko napuchniętym nadgarstkom, jak i kilku mniejszym plamom na jego barkach.

- Jak często cię bił?

To było jedyne pytanie, na jakie chwilowo stać było Niemca, gładził tego mężczyznę najdelikatniej, jak umiał, choć ten i tak drżał. Szczególnie stan nadgarstków go zaniepokoił, jednak gdy tylko spróbował ująć go za jeden, Rod od razu zabrał dłoń, unikając też kontaktu wzrokowego.

- Rod… to powinien zobaczyć lekarz. – Ludwig nie ustępował, chociaż dłonie złożył na jego ramieniu.

Austria jednak potrząsnął głową i narzucił koszulę na siebie ponownie, wlepiając wzrok przed siebie, byle nie w kuzyna.

- Poradzę sobie. – a nie mówił tak, jakby był tego pewny, raczej aby samego siebie spróbować przekonać.

Ludwig pokręcił głową, machinalnie wyciągnął ku niemu rękę, acz zaraz cofnął, nie będąc pewnym, co może mu zrobić. Wrócił ostatecznie do poprzedniej pozycji, zaciskając usta przez chwilę, byle tylko zwalczyć narastającą złość.

- Chciałbym, aby obejrzał cię lekarz. – zmienił nieco podejście do tematu, kiedyś uczono go, że tak czasem powinno się mówić – Zawiozę cię do przychodni jutro w południe. Zgadzasz się?

Roderich nie by przekonany, wahał się bądź nie docierało do niego w pełni to, co Niemiec mu przekazywał. Patrzył tylko smutno wciąż w ten jeden punkt, dopiero po kilku sekundach zareagował, skinąwszy ostrożnie głową. Nie odpowiedział jednak werbalnie, nie na tę sprawę. Przymknął jednak swoje oczęta, teraz samemu biorąc oddech.

- Nie było reguły.

Ludwig zmarszczył lekko brwi, kiedy dostał tak dziwną odpowiedź i nie od razu do niego dotarło, że Rod odpowiadał na poprzednie pytanie. Nim jednak zdążył sformułować kolejne pytanie, Rod zaczął mówić.

- Jeśli miał dobry humor, był naprawdę cudowny. Spędzaliśmy razem czas. Przytulał mnie… gładził… - mężczyzna przełknął ślinę nerwowo – Ale potem wracał jak nie on. Niby rozjuszony, chociaż... spokojny. Zimny. Wtedy był zdolny do… wszystkiego.

Po tych słowach muzyk zamilkł, a Ludwig poczuł tylko złość, której w przeciwieństwie do Maxa nie potrafił ukryć. Z chęcią odnalazłby go, by raz jeszcze uderzyć go w twarz, byle by odczuł na własnej skórze, jak skrzywdził niewinnego człowieka. Nie… jak skrzywdził najważniejszego człowieka w Europie, jeśli nie na świecie. Jak on w ogóle śmiał..! Niemiec czuł, jak się gotował w środku, lecz widok bezbronnego, rannego, a mimo wszystko pięknego mężczyzny, klejnotu, za który oddałby wszystko, widok jego powoli uspokajał tę złość…

Nagle jednak to Rod się poruszył, a wręcz przysunął ku niemu i objął go za szyję, zaś Ludwig zamarł. Nie wierzył, nie docierało do niego, iż ta bliskość, utęskniona i wyśniona, nagle została mu choć częściowo użyczona. Że nagle miał Roda tuż przy sobie, więcej, że on sam się przytulił. Blondyn niepewnym ruchem objął go w pasie i tak trwał, pojęcia nie mając, co może zrobić, co mu wolno. Cieszył się jednak, że sam jego ukochany zdał się jakby nieco spokojniejszy. Choć może po prostu był tym wszystkim zmęczony…

- Dziękuję.

Cichy szept przeciął ciszę między nimi, Ludwig spoglądał chwilę na kuzyna ze zdziwieniem, nim powoli skinął głową. Rod chyba rozumiał, nareszcie, w jakim położeniu był, co tylko bardziej Niemca cieszyło. Aż mocniej go przytulił, oddychając jakby. swobodniej.

- Już nie będziesz musiał się bać, Rod. Jeśli on wróci… obronię cię. Nie skrzywdzi cię już nigdy więcej.

Mówił to, choć nie do końca wiedział, dlaczego, jakby coś mu nakazywało Jakby on wiedział, że to jest prawda, że jakakolwiek ingerencja tego śmiertelnika w przyszłości skończy się rozlewem krwi. Ale to też nie o niego tylko chodziło. O wszystkich. Roda nie wolno krzywdzić i Ludwig będzie walczył. Nie może pozwolić, by jego najukochańszy znalazł się ponownie w niebezpieczeństwie. I to z dala od niego. Nie, tak nie będzie. Rod nie napotka już nigdy zagrożenia i Ludwig o to zadba. Wiedział to. Zrobi wszystko, by obronić swoje jedyne szczęście.

Zupełnie wszystko…