Od tłumaczki: Witam w moim nowym tłumaczeniu. Tym razem wzięłam na warsztat tekst Winter's Witch autorstwa Kneazle, na co oczywiście otrzymałam pozwolenie. Nic z wyjątkiem tłumaczenia nie należy do mnie i tylko za nie jestem odpowiedzialna. Oryginał możecie znaleźć na tej stronie, albo na albo na ao3, gdzie autorka posługuje się nickiem writing_as_tracey. Tłumaczenie wkrótce także ukaże się na ao3, więc jeśli ktoś woli czytać tam, to zapraszam.

Kolejne rozdziały tłumaczenia będą pojawiały się co tydzień, w niedzielne wieczory. Tzn. na początku, bo istnieje szansa, że dogonimy oryginał (który jak na razie pozostaje niedokończony) i wtedy wszyscy będziemy musieli poczekać na kolejne rozdziały.

Mam nadzieję, że pokochacie to opowiadanie tak samo jak ja. Pozdrawiam i życzę miłego czytania.


Czarownica Zimy I


Hermiona zdała sobie sprawę, że wszystko zaczęło się od uczucia Nadchodzącej Zagłady.

Oczywiście jej zmysł wyczuwania niebezpieczeństwa nie działał tak dobrze jak u Harry'ego, ale nie przetrwali tylu lat w Hogwarcie, a potem roku w dziczy wyłącznie dzięki Harry'emu i jego niesamowitemu szczęściu. Wiedza Hermiony z pewnością okazała się pomocna i oczywiście po jakimś czasie zmysł Harry'ego do wyczuwania, że coś jest nie tak jej się udzielił. Nie zawsze działał. Aż do teraz czuła ukłucie wstydu na samą myśl o szóstym roku. Ale uczyła się na swoich błędach i starała się przystosować.

I właśnie dlatego im głębiej wchodziła w las, tym bardziej czuła Nadchodzącą Zagładę.

Był koniec lata 1999, miała dziewiętnaście, prawie dwadzieścia lat i odłożyła pracę dla Kingsleya Shacklebolta w Ministerstwie Magii, by zrobić sobie roczną przerwę i pomóc profesor McGonagall i innym nauczycielom w odbudowie Hogwartu. Hermiona, której konik stanowiła nie magie, lecz intelekt, nadzorowała rejestrowanie tego, co należało naprawić i prowadziła inwentaryzację, by następnie przenieść się do biblioteki i tam pracować z książkami, przy ich naprawie i kopiowaniu. (A jeśli kopiowała je do swojej własnej kolekcji, cóż... nie do końca kryształowa moralność Harry'ego i Rona też jej się udzieliły na przestrzeni lat.)

Ale nie do końca rozumiała najnowsze polecenie profesor McGonagall, która nakazała jej wyprawę do Zakazanego Lasu celem odszukania pozostałych centaurów i nawiązania z nimi rozmów. Firenzo nie mógł się tym zająć, gdyż wciąż nie zniesiono z niego wygnania, ale czy czarownica z Hogwartu lepiej się nadawała?

Hermiona nie kłóciła się, ale czuła rozgoryczenie. Ostatni raz była w lesie podczas ostatniej bitwy. Poprzednia wizyta miała miejsce na piątym roku, gdy zaprowadziła Umbridge do Graupa i centaurów (musiała przyznać, że to nie był jej najlepszy pomysł, ale czerpała mściwą satysfakcję z przerażanie na twarzy Umbridge). Podczas jeszcze poprzedniej pomogła uciec Syriuszowi i prawie straciła duszę przez Dementorów. Nie wspominała lasu zbyt dobrze.

A mimo to się w nim znalazła.

Ta Nadchodząca Zagłada, którą czuła wcześniej? Była dość silna, by po spotkaniu z McGonagall Hermiona pomaszerowała prosto do dormitorium w wieży Gryffindora, spakowała wytrzymałe ubrania na dwudniową wyprawę i ponownie rzuciła zaklęcia na swoją torebkę z koralików. Poczucie Nadchodzącej Zagłady zachęcało do przygotowań. Całkiem jak w czasie wojny. Hermiona postanowiła jej posłuchać.

Od tego czasu minęły trzy dni, a ona wciąż tkwiła w lesie.

- No naprawdę, można by pomyśleć, że już dotrę na drugą stronę. - mruknęła gniewnie pod nosem. - Wskaż mi Hogwart!

Leżąca na jej dłoni różdżka tylko kręciła się szaleńczo. Hermiona nie rozpoznawała otaczających ją drzew. Miały zbyt grube pnie, a ich liście nie przypominały kształtem tych, które znała. Martwił ją też brak magicznych stworzeń, które mogłyby ją zjeść, wilkołaków, akromantul czy centaurów. Gdzie trafiła?

- To bez sensu. - mamrotała dalej. Powietrze stawało się coraz chłodniejsze, w miarę jak zachodziło słońce prześwitujące przez korony drzew nad jej głową. W samym lesie panowała cisza. Ptaki przestawały świergotanie, by schronić się w swoich gniazdkach. Zamiast tego wzmagały się inne dźwięki takie jak szelest liści czy gałęzi.

Hermiona westchnęła ciężko, wyprostowała się i upuściła torebkę na ziemię. Uklękła, by otworzyć klapkę i włożyła ramię do środka. Gdyby ktoś ją zobaczył, zdumiałby się widząc jak ramię dziewczyny znika w torebce. Klęczała z przechyloną głową i odpychała rzeczy w środku na boki, w poszukiwaniu czegoś co jej umykało.

Brązowe oczy młodej kobiety zapłonęły radością, gdy wreszcie znalazła to czego szukała. Szarpnęła mocno i upadła pchnięta impetem. W ręku trzymała mały płaski kwadrat zielonego, połyskliwego materiału.

Zaczęła nucić. Wstała, podeszła do relatywnie pustego kawałka ziemi, a potem umieściła kwadrat na środku polanki. Odsunęła się na kilka kroków i stanęła prosto, wyciągając przed siebie różdżkę niczym dyrygent.

- No - mruknęła do siebie, machając różdżką.

Zielony kwadrat najpierw powiększył się dwukrotnie, potem trzykrotnie i tak dalej, i w końcu wystrzelił w górę, rozciągając się i zwijając aż przypominał relatywnie mały, trójkątny namiot kempingowy. Śledzie i linki rozciągnęły się, by namiot stanął prosto i stabilnie.

Hermiona uśmiechnęła się i niewerbalnie rzuciła znajome zaklęcia ochronne: te, sprawiające by nikt jej nie zauważył, chroniące przed mugolami i wyczuwające zbliżające się istoty. Kilka było wersjami tego czego używała w czasie wojny, inne były znacznie prostsze.

- Czas się dowiedzieć gdzie jestem. - uznała, rozpinając wejście do namiotu i chowając się w środku.

W odróżnieniu od zewnętrza, wnętrze powiększono magicznie, aż w środku zmieściły się dwie wygodne sypialnie, salon i kuchnia ze zlewem. Sypialnie dzieliły też działającą łazienkę. W salonie zapalił się wolnostojący żeliwny kominek, zalewając go światłem i przyjemnym ciepłem.

Hermiona zadomowiła się, kuląc się na fotelu z jednym z licznych skopiowanych w Hogwarcie tomów na kolanach. Na stoliku obok stała filiżanka herbaty.

- A teraz - powiedziała cicho. - Spróbujmy się dowiedzieć gdzie jestem.


Z początku sądziła, że chodziło o gdzie. Kilka książek od astronomii i geografii, noc na zewnątrz z przenośnym składanym teleskopem uświadomiły jej, że jednak nie, bo żadna z gwiazd nie zgadzała się z mapami, ani znanymi jej punktami odniesienia. Młoda czarownica wróciła do namiotu i zabrała się za teoretyzowanie od nowa.

Następnego dnia, po bezsennej nocy spędzonej nad pergaminem, Hermiona doszła do wniosku, że chodziło o „kiedy". Była w przeszłości i oczywiście, od teraz (w przeszłości) a wtedy (jej przyszłością) gwiazdy zmieniły położenie. Na przestrzeni milionów lat gwiazdy umierały, a galaktyki się rozrastały. Miało to sens.

Tylko, że wcale nie miało, bo kolejna noc prób rozpoznania gwiazd doprowadziła ją do wniosku, że nigdzie nie ma Małego czy Wielkiego Wozu, ani Krzyża Południa, ale i nie widziała żadnych innych charakterystycznych planet czy słońc, po których mogłaby się rozpoznać w przestrzeni. Wyglądało na to, że nie była nawet na Drodze Mlecznej! Ani na planecie orbitującej dookoła innej gwiazdy jak Polaris czy Cygnus. Znalazła się w innym świecie i innej galaktyce.

Uznała, że to nie miało sensu. W jednej chwili jestem w Zakazanym Lesie, a w następnej na innej planecie? Jakby to miało działać?

Odłożyła książki o astronomii, geografii i podróży w czasie do torebki, lub na półki stojące po obu stronach kominka, gdzie zaczynało się już robić tłoczno, bo tyle tomów już tam składowała.

- No to co teraz? - spytała na głos z głośnym prychnięciem i opadła na fotel. Jeśli naprawdę znalazła się na innej planecie, to nie wiedziała jak się z niej wydostać przy pomocy dokumentowania czy teoretyzowania. - Dobrze, myśl Hermiono. - mruknęła, wstając. Mimowolnie zaczęła miotać się po salonie. - To nie może być inna planeta. Jaki w tym sens? Nie da się pokonać tysięcy milionów mil w ten sposób. To nie tunel czaosprzestrzenny ani prędkość nadświetlna, bo nie miałaś statku kosmicznego, a nic nie wskazuje na to, że w ogóle przeszłaś przez dziurę. Więc co zostało?

Podeszła do półek, a potem do fotela i dalej, do kuchnii. Z jednej strony namiotu na drugą było dwadzieścia trzy kroki i przemierzyła ten dystans pięciokrotnie nim kucnęła i wydała z siebie długi wrzask frustracji.

- Nie pokonałam milionów mil. - mruknęła stanowczo. - To fizycznie niemożliwe. Nie aportowałam się, nie dotknęłam nielegalnego świstoklika i nie weszłam do tunelu czasoprzestrzennego do innej galaktyki ani gwiezdnych wrót.

Poczuła jak jej usta wykrzywiają się w drwiącym uśmiechu. Wstała i skierowała spojrzenie na kominek, a potem oświadczyła:

- Brzytwa Ockhama: „Bytów nie należy mnożyć bez konieczności." Myśląc logicznie, do tego dojdę jeśli wyeliminuję zmienne: Nie podróżowałam w czasie ani przestrzeni. Co zostało? Podróż do innego wymiaru. Stąd wniosek, że jestem w innym wymiarze i muszę znaleźć drogę do domu.

Stanowczo skinęła głową, a potem usadowiła się znów w fotelu i sięgnęła po porzucony pergamin i pióro. Miała przed sobą długą noc pełną numerologicznych obliczeń.

Albo miałaby, gdyby nie wrzaski, które oderwały ją od pracy kilka godzin później.


Bitwa w Szepczącym Lesie wrzała dookoła. Panował chaos i wrzawa, a krew lała się strumieniami.

Bitwa ta nie różniła się niczym od innych, w których dowodził Rob, a u boku swego wuja, Blackfisha, szybko zdobywał doświadczenie. Wcześniej w niewielkich (choć wciąż ważnych) potyczkach udało mu się rozgromić siły Lannisterów, a wyglądało na to, że ta bitwa przyniesie jeszcze większe skutki. Niosła jednak ze sobą możliwość poważnych obrażeń, bo właśnie rozczochrany i groźny Królobójca mieczem wycinał sobie drogę do Robba.

Szary Wicher był zbyt zajęty rzucaniem się na lannisterskich żołnierzy, by powstrzymać choć część przeciwników swojego pana, gdy Robb zajmował się innymi. Dookoła młodego Starka stali w luźnym kole wojownicy z jego straży, Daryn Hornwood, Eddard Karstark i Torrhen Karstark. To właśnie Daryn powstrzymał pierwszy atak Królobójcy.

Kotlina utrudniała walkę i próbując stanąć pewniej Robb wielokrotnie potykał się o kamienie czy korzenie. Oczywiście, jego przeciwnicy napotykali te same problemy. Nikt nie czuł się komfortowo w gęstym lesie. Na szczęście powoli przesuwali się w stronę pustej przestrzeni, która lepiej nadawała się do potyczki.

Daryn wrzasnął stawiając lewą stopę i stabilizując się na pięcie. Ciął mieczem, celując w Królobójcę, który jednakże uchylił się i uniknął ostrza. Natychmiast dopadł go Eddard Karstark i jego brat Torrhen, którzy w tym samym momencie cieli wysoko i nisko.

- STARK! - ryknął złotowłosy rycerz, pchnięciem obalając Torrhena na ziemię i gwałtownie pchnął mieczem w dół, trafiając Torrhena w prawe ramię. Mężczyzna wrzasnął i odskoczył, przez co miecz Królobójcy wysunął się z rany.

Robb uniósł własną broń, gotów do walki ze słynnym rycerzem. Złotowłosy mężczyzna warknął i przeniósł ciężar ciała, ustawiając się tak jak stojący naprzeciwko niego Robb. Obaj czekali na to kto uderzy pierwszy.

- CO SIĘ TU DZIEJE, NA MERLINA?

Choć dookoła nich szalała bitwa, na głos wściekłego kobiecego wrzasku, zdumiony Robb odwrócił się, razem z Królobójcą, Darynem, Torrhenem i Eddardem.

Tam, gdzie jak Robb mógłby przysiąc jeszcze przed chwilą była tylko pusta polana, teraz stał namiot jakiego jeszcze nigdy nie widział. Ale jego uwagę przykuła młoda kobieta przed nim, nie zważająca na brudnych, zakrwawionych mężczyzn dookoła. Mrugnął, zastanawiając się czy to nie halucynacja. Dziewczyna jednak nie zniknęła.

- Spytałam - odezwała się ponownie, przesuwając spojrzeniem po znieruchomiałych mężczyznach. - Co się tu dzieje?

Robba najbardziej zdumiał jej wygląd. Nosiła sięgające kostek, jasnoróżowe spodnie o dziwnym wzorze i pasującą zapinaną na guziki koszulę. Stopy miała bose. Była szczupła, ale nie chorobliwie i niewyróżniającego się wzrostu. Jej włosy zwijały się w dziką plątaninę brązowych loków, a w zachodzącym słońcu jej oczy błyszczały dziwnym bursztynem.

Jeszcze dziwniejszy był jednak parujący kielich w jej lewej ręce i ciemny drewniany patyk w prawej.

Królobójca poruszył się jako pierwszy, odsuwając się od kobiety i obracając się z powrotem do Daryna i Eddarda, opuszczając miecz po skosie. Obaj mężczyźni odskoczyli jednak, by uniknąć ciosu. Królobójca płynnie wyprowadził kolejny, który zaczął się na dole, by wprawnym ruchem nadgarstka posłać ostrze w górę. Darym sparował go potężnym ciosem w dół.

- Przepraszam. - prychnęła kobieta i Robb dostrzegł jak sfrustrowana tupie nogą, gdy wszyscy ją zignorowali.

Królobójca ryknął i naparł na miecz Daryna, zmuszając go do cofnięcia się w stronę Robba. Torrhen mężnie stanął po prawicy młodego dowódcy, gotów do ponownej walki, choć jego ramię krwawiło.

Królobójca w końcu pchnął dość mocno, by odeprzeć Daryna. Eddard zajął jego miejsce, ale Lannister był wściekły i nie mógł się już doczekać spotkania z Robbem i zanurzenia miecza we krwi młodego Starka. Jego miecz przeciął powietrze i skrzesał iskry o napierśnik Eddarda, kierując się ku górze, by trafić na cienką skórę jego szyi. Zszokowany Eddard puścił miecz i podniósł rękę do szyi. Zacharczał, gdy z długiej rany polała się krew.

Torrhen wrzasnął wściekle i pomknął naprzód z wysoko uniesionym mieczem, gotów pozbawić Królobójcę głowy. Został jednak powstrzymany.

Niebieski promień uderzył go w pierś, a zaraz potem identyczny trafił Królobójcę. Obaj zamarli z szeroko otwartymi oczami, niczym rzeźby.

- Trochę lepiej - powiedziała kobieta, a Robb natychmiast obrócił do niej głowę. Nieznajoma zmierzyła czterech mężczyzn bystrym spojrzeniem, ale jej wzrok zatrzymał się na Eddardzie, który leżał na plecach na wilgotnej, zdeptanej trawie i błocie, próbując schwytać oddech, a krew ciekła mu spomiędzy palców.

Choć nie unieruchomiono go jak Królobójcy i Torrhena, Robb nie mógł się poruszyć i tylko patrzył jak młoda kobieta bez strachu przechodzi między dwoma mężczyznami i klęka obok Eddarda.

- No dobrze. - mruknęła, a jej oczy pomknęły od krwi wylewającej się z gardła Eddarda, na ranę. Uniosła prawą rękę, w której trzymała dziwny patyk i wycelowała w szyję Eddarda, ale zdała sobie sprawę, że potrzebuje jeszcze jednej ręki i prychnęła. Robb patrzył z podziwem (a może i przerażeniem i też fascynacją) jak parujący, dziwny kielich, który miała w lewej ręce pozostaje w powietrzu, gdy puściła ucho.

- Consarcino - mruknęła młoda kobieta, celując czubkiem patyka w szyję Eddarda i w tym samym momencie delikatnie odsuwając dłoń, która podtrzymywała razem brzegi rany. Tam gdzie przesuwał się patyk, skóra zaczynała na powrót się łączyć. Krew płynęła coraz wolniej, a i ciężki oddech Eddarda zwolnił i mężczyzna przestał rozpaczliwie go chwytać.

Zdumiony Robb bezwiednie postąpi do przodu, by lepiej się przyjrzeć. Jak to zrobiła? Przy pomocy magii?

Czy tak kobieta była wiedźmą?

- Targeo. - powiedziała następnie i cała krew i brud i błoto powoli zaczęły znikać z twarzy Eddarda, przyciągane przez czubek patyka, gdzie zbierały się w wielką kulę. Sprawnym ruchem patyka z dala od Eddarda i Robba posłała kulę w dal, niczym insekta, a ta wylądowała na ziemi z plaśnięciem.

Brązowe oczy młodej kobiety zlustrowały krytycznie twarz Eddarda i skinęła głową.

- Straciłeś sporo krwi. I pewnie potrzebujesz czegoś na wzmocnienie.

Wycelowała patyk za siebie i chwilę później usta Robba otworzyły się ze zdumienia. Z namiotu wyleciały dwie butelki, jedna z krwistoczerwonym płynem, druga z pomarańczowym i zatrzymały się na wysokości oczu młodej kobiety.

- Uzupełniacz krwi. - powiedziała, wyciągając korek. - Zastępi krew, którą straciłeś.

Wsunęła rękę pod głowę Eddarda, podpierając jego szyję i uniosła go lekko, bez słowa nakłaniając by pił. Eddard posłał Robbowi przerażone spojrzenie, a młody Stark przemierzył pozostałą odległość między nimi. Powoli skinął głową. Otrzymawszy pozwolenie swego pana, Eddard ostrożnie otworzył usta na tyle, by upić łyk.

Kobieta westchnęła.

- Lepiej wypić duszkiem. Nie smakuje za dobrze.

Eddard zrobił co mu kazano, krzywiąc się, gdy poczuł miedziany smak, a potem zrobił to samo z pomarańczowym napojem. (- To Pieprzowy. - powiedziała kobieta, jakby to wszystko wyjaśniało.) Z jego uszu buchnęła para, a gdy zszokowany zachłystnął się powietrzem, to samo stało się z jego ustami i nosem.

Robb odskoczył, natychmiast szykując się do walki. Nawet Eddard wydawał się zszokowany i zezował na swoje usta.

Jednakże wkrótce uniósł trzęsącą się rękę ukrytą pod skórzaną rękawicą do szyi i zaczął ją masować, patrząc na kobietę szeroko otwartymi oczami.

- Moja pani...? - urwał, przypatrując się jej twarzy. - Moja...moja rana?

- Wyleczona. - prychnęła kobieta, przechylając twarz i marszcząc nos.

- To powinno było go zabić. - wtrącił Robb, znów się przysuwając i zerkając na szyję Eddarda. Ten wciąż delikatnie dotykał miejsca, gdzie jeszcze przed chwilą ziała rana. Teraz jednak zastąpiła ją lśniąca i różowa skóra, podczas gdy inni ludzie Robba byli zakrwawieni i ubłoceni.

Młoda kobieta odwróciła się do niego i Robb głośno wciągnął powietrze. Jej oczy... jej spojrzenie było silne i skupione tylko na nim i Robb poczuł jak ściska mu się żołądek. Miała dziwne oczy, jak bursztyn lśniący w zachodzącym słońcu, twarz w kształcie serca i nos obsypany piegami. Wcześniejsza irytacja wciąż barwiła jej policzki na różowo, a usta zacisnęła w cienką, podirytowaną linię.

Robb zarumienił się i oderwał od niej wzrok, by spojrzeć na wciąż unieruchomionego Torrhena i Królobójcę. Ich oczy się poruszały, przerażenie i rozdrażnienie walczyło w zamrożonych ciałach.

- Ach, moja pani? - spytał Robb, znów lekko obracając się do młodej kobiety. - Mój człowiek i wróg?

- Hmm? Och. - Na jej twarzy pojawiło się niezadowolenie. Zmarszczyła brwi. - Oni. - Zerknęła na Robba, podparła się pod boki i zażądała. - Będziecie już cicho? Mam tu coś ważnego do zrobienia.

- Tu? - spytał Robb, rozglądając się po polanie.

- W moim namiocie.

Spojrzał podejrzliwie na lichy zielony namiot. Kobieta zauważyła jego spojrzenie i westchnęła.

- Słuchaj, próbuję tylko coś obliczyć, ale jesteście strasznie głośni. Poza tym - wbiła w niego wściekłe spojrzenie. - Nie powinniście walczyć.

- Nie powinniśmy walczyć?! - prychnął Robb, powtarzając jej słowa. - Moja pani, czy wiesz kim jest ten człowiek?

Obróciła się i obejrzała Królobójcę od stóp do głów, a potem znów spojrzała na Robba i pokręciła głową.

- Nie. A powinnam?

Robb poczuł jak znajomy gniew budzi się w jego ciele, ogrzewając go, gdy wędrował w górę, aż na kark. Zarumienił się, tym razem z wściekłości a nie z powodu tego dziwnego uczucia, które uderzyło go, gdy spojrzał jej w oczy. Jego oddech przyspieszył.

- Zaatakował mojego ojca, zabił całą jego straż. Jest winien kazirodztwa i spłodzenia dzieci ze swoją siostrą. Jedno z nich, jeśli wolno mi dodać, bezprawnie zasiada na Żelaznym tronie, podając się za Króla Westeros. Ten sam król - prawie wypluł to słowo. - Nakazał pozbawienie mego ojca głowy, uznając go za zdrajcę królestwa.

Kobieta przytaknęła powoli.

- Cóż. To nie byle jaka lista oskarżeń.

Nieuważnie machnęła patykiem w stronę Królobójcy, a on natychmiast zatoczył się do przodu, tnąc mieczem. Znów kontrolował swoje ciało. Szybko odzyskał równowagę i skierował na kobietę gorejące spojrzenie. Robb przysunął się do przodu, a Eddard usilnie próbował wstać.

- A ty co masz na swoją obronę. - spytała kobieta, a Lannister napotkał jej uważne spojrzenie.

- Niczemu nie zaprzeczam. - syknął, a jego niebieskie oczy błysnęły.

Przez długą chwilę nic nie mówiła, patrząc na mężczyznę, gdy ten stanął wyprostowany i potężny, dumny z oskarżeń pod swoim adresem.

- Nie. - mruknęła ostatecznie. - Chyba nie.

A potem westchnęła i zamknęła oczy. Odgłosy bitwy dookoła nich przeradzały się w jęki bólu i okrzyki zwycięstwa. Robb nie był pewien, dla której strony, ale z pewnością bitwa dobiegała końca. Po lesie potoczyło się wycie i poczuł zbliżającego się Szarego Wichra.

- Mam tak strasznie dość bitew. - szepnęła młoda kobieta, ale jej głos poniósł się dookoła i wszyscy go usłyszeli. Gdy otworzyła oczy, lśniła w nich stal. - Bawcie się więc dalej. Mnie w to nie wciągajcie i bądźcie już cicho. Mam lepsze rzeczy do roboty.

To powiedziawszy podeszła do przodu i ruszyła do swojego namiotu, cały czas nic sobie nie robiąc z uzbrojonych żołnierzy dookoła. Gdy mijała Królobójcę i Torrhena, drugi z nich zatoczył się, ale udało mu się odzyskać równowagę i szeroko otwartymi oczami wpatrywał się w kobietę.

Królobójca jednakże nie czekał, tylko rzucił się do przodu, zamierzając się mieczem na jej niechronione plecy.

- Moja pani-! - krzyknął Robb i obaj z Eddardem pomknęli do przodu, dokładnie w tej samej chwili, gdy spomiędzy drzew wypadł Szary Wicher. Jednak Torrhenowi udało się unieść miecz i zablokować cios Królobójcy. Miecze skrzesały iskry i zaśpiewała stal, a gdy się rozłączyły, Torrhen zamierzył się by sparować własnym ciosem. Tylko że młoda kobieta już się odwróciła i wycelowała w Królobójcę patyk.

- Drętwota. - mruknęła, a Lannister zwalił się na ziemię jak kukiełka, której przecięto sznurki, a z jego twarzy nie zniknęło napięcie.

Cisza zapadła pomiędzy czwórką stojących.

- Czy on nie żyje? - spytał w końcu Torrhen, zbliżając się i szturchając nogą but Królobójcy.

- Nie. - odparła kobieta, nie spuszczając z niego wzroku. - Jest tylko nieprzytomny. Pozostanie taki przez ładnych kilka godzin, chyba że go obudzę.

- Czym... kim jesteś? - spytał cicho Robb, wyciągając uspakajającą dłoń do Szarego Wichra, którego głowa spokojnie sięgała jego piersi. Choć jego pysk był umazany krwią i kawałkami ciała, Robb z radością powitał przyjacielskie szturchnięcie.

Młoda kobieta spojrzała na niego, a na jej ustach zagościł delikatny uśmiech.

- Kimś bardzo daleko od domu. - odparła z lekkim westchnięciem. - Jestem Hermiona Granger, miło mi cię poznać.

- Lady Hermiono - zaczął Robb. - Uratowałaś mojego żołnierza przed śmiercią i powstrzymałaś Królobójcę bez przelewania krwi. Kim... kim jesteś?

Odwróciła się do niego plecami i powędrowała do namiotu, ale rzuciła przez ramię.

- Przyjacielem. - uśmiechnęła się przyjaźnie, jeśli nie odrobinę drapieżnie. - Powodzenia.

A potem zniknęła w otworze namiotu.

Zaledwie chwilę później spomiędzy drzew wypadła Dacey wyrzucając z siebie wieści o spektakularnym zwycięstwie, jeszcze wzmocnionym tym, że Królobójca leżał nieprzytomny u ich stóp. Lecz mimo że Torrhen, Eddard i Robb co jakiś czas spoglądali na zielony namiot, nie mogli przegapić faktu, że Dacey go nie zauważyła i ani razu nawet nie spojrzała w tamtą stronę.


Notka (autorska): Kiedy byłam (znacznie) młodsza, biegiem wracałam ze szkoły i zasiadałam na kanapie, żeby oglądać Toonami, kiedy było jeszcze na Cartoon Network. Miałam obsesję na punkcie anime takich jak Sailor Moon, DragonBall Z, Gundam Wing i wielu innych importowanych seriali, które dubbingowali. Ale tylko do dwóch anime, do które wracam nawet dekady później i oba należą do Isekai – opowieściach o dziewczynie w innym świecie: Fushigi Yuugi (Tajemnica Przeszłości) i The Vision of Escaflowne.

Oba zbudowały moje zainteresowanie wysokim fantasy i sci-fi i nawet teraz, dekady później, wciąż jestem nim zainteresowana i chętnie czytam historie, w których postaci trafiają do dziwnych światów. Mój pomysł na to opowiadanie urodził się z chęci napisania „Podróży Bohatera" jak u Josepha Campbella, trzyczęściowej opowieści w stylu Gwiezdnych Wojen, ale szczerze powiedziawszy Czarownica Zimy to list miłosny do Vision of Escaflowne.

W VoE, Hitomi jest zwyczajną licealistką, która ląduje w magicznym świecie Gaea. Choć sama Hitomi to dość bezużyteczna bohaterka, która ma wspierać Księcia Vana Fanela, to posiada moce magiczne, które pomagają mu w wojnie z Zaibachem i odzyskaniu królestwa (hmm, brzmi znajomo?). Stanowi jego kompas moralny i służy mu zdolnościami przewidywania przyszłości. Ostatecznie musi podjąć decyzję czy zostać w Gaei czy wrócić na Mistyczny Księżyc (tzn. Ziemię).

Choć nie będę iść śladami Escaflowne (w końcu w moim opowiadaniu nie latają tu żadne gigantyczne mechy, a roli złoczyńców nie pełnią nieśmiertelni/śmiertelni brytyjscy naukowcy z zapędami filozoficznymi) to używam wielu konwencji z anime. To mój osobisty hołd do jednego z moich ukochanych anime z dzieciństwa.

Rozumiem, że to nie dla wszystkich. Więc jeśli szukacie super!Hermiony, czy ekstremalnych przykładów osoby z mentalnością prosto z dwudziestego pierwszego wieku przejmującej kontrolę nad Westeros przy pomocy ognia piekielnego i potępienia, to to nie jest opowiadanie dla was. Hermiona bywa emocjonalna, płacze, robi sceny, a jej celem życiowym jest powrót do domu 😊

I to w porządku. Są tony krzyżówek HP/GoT, które spodobają wam się bardziej i jeśli potrzebujecie pomocy z ich znalezieniem to sugeruję Katie Macpherson (nie czytuję jej tekstów ani za nimi nie przepadam, ale napisała niesamowitą kolekcję kobiet z HP w Westeros/Essos, która pewnie bardziej Wam się spodoba), Shroud09, uoduck czy Zero Rewind, między innymi.

Jeśli interesuje Was wolny rozwój romansu, z budową postaci, trzymajcie się mnie! Mimo, że Hermiona włada magią, nie wszystko da się rozwiązać z jej pomocą. Ale na pewno nadejdzie dzień kary (choć musicie być cierpliwi… pisząc wolny rozwój mam na myśli wolny rozwój wszystkiego!). Ale uznałam, że napiszę skąd wzięła się ta historia i dlaczego. Siema!