Była porobiona i doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Jej głowa była lekka, jej ciało pozbawione dotychczasowej sprawności. Ten bankiet był inny niż wszystkie. Na żadnym innym się tak nie upiła. Wyciągnęła z torebki małą tubkę, wycisnęła odrobinę produktu na opuszek palca serdecznego i patrząc na Severusa rozsmarowała go na swoich ustach. Paznokcie miała zadbane, umiarkowanie długie i pomalowane na zielono-czarno, kolory domu Slytherina. Masowała dolną wargę, zagłębiając palec nieco głębiej. Zauważyła zainteresowanie Severusa i wstała niepewnie, odchodząc od stołu. Powoli obeszła stół, przechodząc za jego plecami i wyszła na balkon. Dzięki magii nie czuła lodowatego zimna, które w sylwestrową noc było wręcz przejmujące. Stanęła przy barierce i westchnęła. Coś w niej buzowało, alkohol zdecydowanie domagał się jakichś czynów. Odwróciła się, aby wrócić do pokoju, ale właśnie wtedy objęły ją jego ramiona.

- Nareszcie... - szepnęła, wyciągając ręce i obejmując go w pasie. Przytuliła się na chwilę do jego torsu, aby w końcu odsunąć się, ale nie go nie puściła. - Cieszę się, że jesteś.

- Ach tak? - uniósł brew, patrząc na wstawioną gryfonkę. Nie rozumiał jej postępowania, ani tym bardziej swojego. Co sprawiło, że za nią poszedł? - A to czemu? - spytał.

- Temu - odpowiedziała i przesunęła ręce. Jedną dłonią dotknęła jego policzka, nosa, warg, drugą przeniosła na jego szyję i naciskiem sprawiła, by się do niej pochylił.

Pocałowała go.

Pocałowała go i aż wypuściła powietrze nosem. Ocierała swoje wargi o jego usta, subtelnie go drażniła, zachęcała do przejęcia kontroli.

Pocałowała go, a on nie był w stanie w to uwierzyć. Ani w to, że ewidentnie oddawała się jego widzimisię.

Pocałowała go i mruknęła. Jego usta były szorstkie, jej - gładkie, śliskie i słodkie. Wiedziała, bo właśnie dlatego posmarowała je pewnym specyfikiem, który przecież dostała od niego. I on wiedział co to znaczy.

Pocałowała go, rozgrzewając jego krew. Zrobił krok do przodu, przyciskając ją do barierki. Objął ją ramionami i ścisnął jej pośladki.

Jęknęła, chcąc więcej. Jęknęła i ten jęk niósł ze sobą wszystko. Jej pragnienie, jej uległość. Severus, będąc pod panowaniem dwóch panów, pragnął kontroli nade wszystko. A ona mu ją dawała. Jęknęła ponaglająco i aż zamknęła oczy.

- Proszę... - wyszeptała, a jej głos podszyty był głębokim, intensywnym pragnieniem. - Proszę... - dodała raz jeszcze, przesuwając nosem po jego szyi i zaciągając się jego zapachem. Alkohol w jej żyłach triumfował. A Snape chciał ją sprawdzić. Czy naprawdę będzie go słuchać? Czy zrobi to, co jej powie? Była to myśl przewrotna i zupełnie nierealna. Przecież ją znał. Nigdy nie odpuszczała. Dlatego był pewien, że nie zareaguje na jego polecenie.

- Puść mnie - zażądał, po czym zastygł z zaskoczenia, gdy Hermiona ewidentnie wbrew sobie puściła jego ciało i opuściła ręce wzdłuż własnego ciała. Oddychała ciężko. Widział, że się trzęsie, jej powieki były nieco opuszczone, język oblizał dolną wargę, a ręce drżały. Widział, że walczy ze sobą. Dlatego czuł przewrotną satysfakcję, gdy znów się odezwał.

- Odsuń się - jego głos był zimny, a Hermiona szybko wciągnęła powietrze przez usta. Po kilku sekundach, ściągając usta, niechętnie, ale faktycznie odsunęła się od niego, o dwa kroki.

Jemu to wystarczyło. Pożądanie zapłonęło, a jego ciało dało mu wyraźnie do zrozumienia, że chce ją mieć. Zanurzyć się w nią, w jej usta, sprawdzić jej ciepło i wilgoć między nogami.

- A teraz przejdziemy do moich komnat - Hermiona na te słowa uniosła głowę jak chart, który wywęszył zdobycz. W jej oczach zabłysła nadzieja.

Gdy byli już na miejscu, kazał jej się rozebrać. Zrobiła to bez wahania, chociaż widział, och tak, na brodę Merlina, widział, że było jej to nie w smak. Tym bardziej zaczął jej pożądać. Oddała się w jego ramiona, jak żadna inna kobieta. Była taka niewinna, taka podatna, taka podniecająca. Jej strach sprawiał, że było już twardy. Powiedział "Odwróć się", a ona bez słowa zmieniła pozycję. Widział jej plecy, jej nagie pośladki, jej uda i łydki. Przełknął ślinę. Czy naprawdę zrobi wszystko, czego ona zażąda?

- Dotknij swoich pośladków

Ręce Hermiony sięgnęły do pupy i ścisnęły miękkie półkule, a on obszedł ją i spojrzał na jej wzgórek łonowy, pokryty włosami, na jej piersi i w końcu na twarz. Była czerwona na policzkach i oddychała szybko.

- Co zrobisz? - spytał podchodząc bliżej i dotknął jej pierś. Była miękka, nie mieściła się w jego dłoni, a sutek błyskawicznie stwardniał.

- Wszystko. Zrobię wszystko. Proszę... - zadrżała, nie puszczając swoich pośladków.

- Naprawdę? A jakbym ci kazał... - zastanowił się. Coś, co go podniecało, a czego nigdy nie próbował. - Klęknij tyłem do mnie i odsłoń swoje drugie wejście - zażądał, czekając, aż dziewczyna się zbuntuje i ucieknie. A jednak Hermiona ewidentnie walcząc ze sobą, wykonała jego polecenie. Patrzył, jak klęczy, jak przytrzymuje pośladki, dając mu widok na swój odbyt.

To nie mogło dziać się naprawdę. Stanął za nią, nadal ubrany, ale odpiął guziki w spodniach i wysunął swój penis. Przejechał nim po jej pośladach i dotknął wejścia. Dziewczyna nie ruszyła się o milimetr. I już wiedział, wiedział, że to jest to. Nie chciał jej wykorzystać analnie, sam ten widok, jej dobrowolne odsłonięcie przypieczętowało ten wieczór.

- Na łóżko, w tym momencie. Połóż się na plecach - wyszeptał i pośpiesznie zaczął się rozbierać. Jeśli tamto jej nie wystraszyło, nic jej nie wystraszy. I faktycznie, nie minęło pół minuty, a już leżała na łóżku i patrzyła na niego z oczekiwaniem.

- Rozłóż nogi - rzucił szybko, wchodząc na łóżko zaraz po niej.

Jego polecenie zostało błyskawicznie wykonane, co podnieciło go jeszcze bardziej.

- Poliż swoje palce - jego głos był już urywany.

Hermiona wsunęła dwa palce do ust i zaczęła je ssać, patrząc mu w oczy.

Zamrugał. To nie mogło się dziać naprawdę. Nie mogło. A jednak...

- Pokaż mi, gdzie mnie chcesz - oddychał ciężko, oczekując na jej ruch.

Hermiona przez chwilę patrzyła na niego bez słowa, po czym wysunęła palce z ust.

- Wszędzie. Tu... - dotknęła swoich ust - ... tu... - pokazała na piersi - ... oraz tam... - podniosła miednicę, a mokrymi palcami rozchyliła swoje dolne wargi. Severus warknął

Rzucił się na jej usta, całując ją dominująco oraz gryząc dolną wargę. Przesunął twarz niżej, przesuwając policzkami po jej biuście. Zassał się najpierw na jednym, a potem na drugim sutku. Krzyknęła, a jej głos był ochrypły i drżący.

- Cisza - rzucił, by jeszcze bardziej ją sobie podporządkować. I sięgnął między jej nogi, wprost do źródła jej kobiecości. Jej smak, jej zapach był tak intensywny, a wilgoci było tak dużo, że zachlupotało, gdy zaczął ją wylizywać. Dziewczyna poderwała się do siadu z szeroko otwartymi oczami, ale nie wydała z siebie żadnego dźwięku. Jej klatka piersiowa unosiła się gwałtownie, gdy łapała powietrze szeroko otwartymi oczami. Spojrzał na nią, z nosem między jej udami. Jej reakcja była tak podniecająca, że sam się zdziwił, że nie doszedł. Nikt nigdy nie reagował tak na niego. Nigdy. Wrócił więc do jej łechtaczki, pragnąc więcej. Najpierw delikatnie dookoła, uwrażliwiając jej i tak napięte ciało. Podobało mu się, niesamowicie mu się to podobało. W końcu doprowadził ją na szczyt, czując językiem, jak jej mięśnie drżą, gdy dochodziła. Patrzył, jak napięła się jak struna, a potem opadła, oddychając szybko, jakby właśnie wynurzyła się z wody. Cała drżała, a jej oczy były przymknięte. I właśnie teraz w nią wszedł. I znalazł się w gorącym i wilgotnym niebie. Ruszał się szybko, niemal desperacko, opierając na przedramionach. Całował jej twarz, a gdy dochodził, wysunął się i trysnął na jej biust. Sięgnęła po spermę palcem, który wsunęła do ust i oblizała. To było dla niego za dużo. Opadł na nią całym ciężarem ciała i schował twarz w jej szyi. Nigdy wcześniej nie przeżył czegoś takiego. Hermiona wyglądała na zrelaksowaną. Objęła ręką jego plecy i nieśpiesznie gładziła wilgotną od potu skórę. Nadal nic nie mówiła, ale ta cisza była inna. Kojąca. Przepełniona miłością...?

Podniósł głowę i spotkał jej spojrzenie. Wiedział, że przepadł.