Hermiona od kilku dni chodziła rozdarta. Z jednej strony była szczęśliwa, z drugiej jednak martwiła się, że to, co uszczęśliwia ją, może unieszczęśliwić jej partnera.

Minęło pięć lat od Bitwy o Hogwart. Snape przeżył, a wspólne przywracanie szkoły do stanu używalności, sprawiło, że coś między nimi zaiskrzyło. Chociaż, nie oszukując nikogo, Hermiona czuła do Snape'a dużo ciepłych uczuć na długo przed tym, jak podała mu antidotum na jad węża, przywracając mu tym samym funkcje życiowe. Oczywiście ich wspólna praca pełna była ciężkich chwil, kpin ze strony mężczyzny, a nawet niewybrednych uwag. Hermiona nie była mu dłużna, ale kiedy po raz kolejny wyraził wątpliwość co do jej umiejętności, nie wytrzymała. Wygarnęła mu z całą stanowczością, że nie godzi się na takie traktowanie i komentarze, które w ewidentny sposób godzą w jej godność i nie życzy sobie, by zwracał się do niej w ten sposób. Jego zmieszanie było aż za bardzo przyjemne w obserwacji. I od tamtej pory coś się między nimi zmieniło. Może Snape widząc, że jest kobietą, która nie da sobie w kaszę dmuchać, docenił jej postawę? Może jej wybuch dał mu coś do zrozumienia i miał pretekst do zmiany swojego zachowania? Grunt, że najpierw przestał był złośliwy, później przestał się czepiać jej wyglądu, a w końcu pozwolił, by się do siebie zbliżyli. A obecnie byli już dwa lata po ślubie. Ich związek nie był cukierkowy. Severus miał w sobie zbyt wiele głębokich zranień, żeby mogło być inaczej. Hermiona wykazywała się głęboko idącym zrozumieniem do jego humorów, nie wypytywała o koszmary, z których budził się cały zdyszany. Była blisko. Przytulała go w łóżku, obejmowała go gdy zamyślony siedział na kanapie lub dawała do zrozumienia, że jest blisko, w każdy możliwy sposób. Widziała, że czasem to pomagało. To, jak się w nią wtulał w mroku nocy, sprawiało, że jej serce wzbierało czułością. Uwielbiała, gdy leżąc obok siebie, Snape przytulał się do jej piersi, a ona głaskała go po włosach i całowała w skroń. Lubiła trzymać go za rękę i wodzić po jego dłoni swoimi palcami. Czuła się wtedy silna i kobieca. Kiedy jednak zmęczony i rozdrażniony odpychał ją od siebie, pozwalała mu na chwilę samotności, ale nigdy nie pozwalała mu wyłączyć jej z jego cierpienia. Nie chciała, aby myślał, że może przez to przejść sam. Nie chciała, by przechodził przez to sam. Ślubowali sobie na dobre i złe i tak też miało być. Teraz jednak sama przeżywała coś, na co nie była gotowa.

Kiedy wieczorem położyła się do łóżka, Severusa jeszcze nie było. Dziewczyna wtuliła się w poduszkę i leżąc na boku, wpatrywała się w przestrzeń, a jej myśli biegły swoimi torami. Nie wiedziała, jak długo leżała, pogrążona w niezbyt wesołych rozmyślaniach, kiedy poczuła, że materac się ugina. Severus wsunął się pod kołdrę, przytulając się do niej na łyżeczkę. Pocałował ją w szyję, a dziewczyna westchnęła z przyjemnością.

- Co się dzieje? – spytał, wodząc nosem po jej skórze.

Hermiona wyraźnie zesztywniała. Bała się tego pytania, a jednocześnie tak bardzo chciała na nie odpowiedzieć.

- Hermiono…? – ponowił pytanie, obejmując ją i kładąc rękę na jej biodrze. Kobieta złapała go za dłoń i przesunęła ją na brzuch.

- Jestem w ciąży – szepnęła i zacisnęła oczy, obawiając się jego reakcji. Severus za jej plecami zamarł na dłuższy czas, by po chwili, według niej trwającej wieczność, odsunąć się i pociągnąć ją ze sobą. Hermiona opadła na plecy i zmierzyła się ze spojrzeniem swojego męża. Nie potrafiła przewidzieć jego reakcji, nigdy nie rozmawiali o rodzicielstwie, ale jakoś podskórnie obawiała się, że Severus nigdy nie widział się w roli ojca. Czekała, wodząc wzrokiem po jego twarzy. Kiedy milczenie się przedłużało, a ona nie umiała rozszyfrować jego uczuć, wyciągnęła rękę i pogłaskała go po policzku,

- Będziesz tatą – uśmiechnęła się i przesunęła rękę na tył jego głowy, by przyciągnąć go do siebie. Pocałowała go delikatnie w usta, a Snape odwzajemnił pocałunek, pogłębiając go. Czuła, że mężczyzna drży. Objęła go drugą ręką za plecy. Severus zatracał się w pocałunku coraz bardziej zapalczywie, a kiedy oderwał usta od jej warg, spojrzał jej w oczy, po czym znów pocałował. Mocno, intensywnie, zdecydowanie.

- Uczyniłaś mnie najszczęśliwszym z mężczyzn – wyszeptał, opierając czoło na jej czole.

- Naprawdę? – spytała cicho, utrzymując kontakt wzrokowy. – Nigdy nie mówiłeś, że chciałbyś mieć dzieci – dodała, głaszcząc jego plecy.

- Nie chciałem na ciebie naciskać w tej kwestii. I nie miałem pewności, czy w ogóle mogę je mieć. Tyle klątw, tyle eliksirów. Wiek…

Hermiona przymknęła na chwilę powieki i wypuściła powietrze z płuc z lekkim westchnieniem poirytowania.

- Wiek, jak doskonale wiesz, nie ma nic do tego – dodała, bo nie lubiła, gdy poruszał temat swojego wieku. Lub jej wieku. A już najbardziej nie lubiła gdy wyliczał różnicę ich wieku.

- Możliwe – szepnął, wracając do obcałowywania jej twarzy. Pocałował nos, policzki, przeszedł na szyję. Hermiona zacisnęła palce na jego plecach. Uwielbiała, gdy zajmował się tym konkretnym rejonem jej ciała. Severus zawsze kochał się z nią w niesamowicie czuły sposób. Był delikatny, dbał o jej przyjemność, dopasowywał się pod jej upodobania. Tylko ich pierwszy raz był inny. Do tej pory rumieniła się na samo wspomnienie pewnego sylwestrowego wieczora, który był przełomem w ich relacjach. Teraz jednak skupiła się na tym, co działo się w tym momencie. Wilgotny język, ciepłe usta, mocne dłonie na jej ciele… Gestem ponagliła go, by się na nią nasunął, bo od zawsze jego ciężar sprawiał jej niesamowitą satysfakcję, ale mężczyzna oparł się na rękach, nie pozwalając sobie spocząć na niej tak, jak lubiła najbardziej. Ewidentnie uważał na jej brzuch. Jęknęła, a Severus roześmiał się cicho, widząc zawód swojej żony. Podwinął jej koszulkę i zaczął składać pocałunki na jej brzuchu. Powoli podciągał brzeg ubrania coraz wyżej, aż Hermiona podniosła się do siadu i ściągnęła zbędny ciuszek. Była teraz już tylko w spodenkach do spania. Severus popchnął ją, by znów się położyła, a jej piersi delikatnie rozsunęły się na boki. Mężczyzna najpierw pocałował ją w mostek, później, delikatnymi pocałunkami przeszedł na prawą pierś, smakując ją i powoli skupił na sutce. Hermiona westchnęła, przymykając oczy. Miękła coraz bardziej, poddając się jego dłoniom i ustom. Usta Snape'a zsunęły się na brzuch i tam zamarły. Po chwili dołączyła też jedna z dłoni. Hermiona sama objęła brzuch gestem przyszłych matek. Usłyszała cichy szept.

- Severusie…? – spytała zaskoczona. Nie sądziła, żeby rzucał zaklęcia.

- Hmmm…? – zamruczał, nadal skupiając się na jej brzuchu.

- Co robisz?

- Mówię naszemu maleństwu, że jego dzieciństwo będzie tak beztroskie jak to tylko możliwe - szepnął i przyłożył policzek do jej ciała.

Oczy Hermiony zaszkliły się ze wzruszenia.

- Chodź do mnie – poprosiła, wyciągając do niego ręce, a gdy mężczyzna jej posłuchał, przywarła do niego z całej siły.

- Kocham cię – wyszeptała, składając pocałunki na jego twarzy. – Kocham twoją troskliwość, twoje zaangażowanie, ciebie, twoje serce i duszę – mówiła dalej, wiedząc, jak ważne są dla jej męża takie słowa. Słowa, których nigdy od nikogo nie usłyszał. Całowała jego policzki, nos, czoło, brodę, przeszła do ust. Delikatnie muskała jego wargi swoimi, łapiąc jego dolną wargę i delikatnie podskubując. Nakłoniła go, by położył się na plecach i weszła na niego, siadając okrakiem nad jego biodrami. Pochyliła się, by jej piersi spoczęły na jego twarzy. Mężczyzna zamruczał z aprobatą. Przytrzymał ją w tej pozycji przez kilka chwil, ciesząc się z tej pozycji, ale Hermiona po kilku chwilach zsunęła się niżej. Zaczęła go całować po szyi, by po chwili położyć się na nim całym ciężarem i delektować się tym uczuciem, jego obecnością, kontaktem jej ciała z jego ciałem. Severus położył dłoń na jej plecach, zaczynając ją głaskać. Za każdym razem jego dłoń schodziła coraz niżej, aby w końcu spocząć na jej pośladku. Hermiona przygryzła wargę. Severus ścisnął ją ponaglająco, a ona uśmiechnęła się znacząco. Na chwilę zsunęła się z niego, aby zdjąć spodenki od piżamy, a w tym samym momencie Severus pozbył się swoich ubrań. Widziała, że był już podniecony. Była z siebie dumna. I mile połechtana tym, jak na niego działała. Nasunęła się na niego, zaczynając się powoli ocierać kroczem o jego męskość. Czuła, że cały się napiął, czekając na jej kolejny ruch. Uwielbiała to. Jego głód bliskości, a jednocześnie trzymanie w ryzach pożądania. Czasem chciałaby go doprowadzić do granicy, w której jego legendarna już cierpliwość pękła by jak bańka mydlana i rzuciłby się na nią. Ciekawe, jakby to było. Ale dziś nie miała na to ochoty. Miała nastrój na właśnie coś subtelnego, coś powolnego i sensualnego. Pomagając sobie dłonią, wprowadziła go w siebie i zaczęła niespiesznie falować biodrami, szukając odpowiedniej pozycji. Pochyliła się nawet, opierając przedramiona na jego klatce piersiowej. Wpatrzona w jego oczy, tak czarne jak nocne niebo, wsłuchiwała się w skupieniu w swoje ciało. Przeszedł ją dreszcz. Używając mięśni ud, poruszała się, pozwalając by dreszcz pojawił się ponownie i ponownie. Raz szybciej, raz wolniej, doprowadzając do orgazmu najpierw jego, a potem siebie. Od zawsze uwielbiała czuć w sobie wilgoć, związaną z jego dojściem. Zsunęła się na łóżko, kładąc się na boku, twarzą w kierunku mężczyzny. Nie mówiła nic przez dłuższy czas, obserwując jego twarz, wodziła wzrokiem po cieniach, jakie na jego policzki rzucały rzęsy. Czuła, jak jej serce wzbiera się uczuciem i nie potrafiła tego opanować. Zamrugała, a po jej policzku spłynęła pojedyncza łza. Otarła ją szybkim gestem, który zaalarmował jej męża. Spojrzał na nią, łapiąc kontakt wzrokowy.

- Nie używaj na mnie legilimencji... - szepnęła - ...po prostu zapytaj.

Snape zamrugał. Wciąż był niepewny na polu związanym z emocjami i komunikacją. Zbyt długo był sam, aby umieć prowadzić rozmowy. I zbyt dlugo musiał ukrywać wiele ze swoich emocji, by tak po prostu teraz o nich mówić.

- Skąd te łzy? - spytał jednak, sięgając po Hermionę, przytulając ją do siebie.

- Hormony? - odpowiedziała pytaniem na pytanie. - Kiedy na ciebie patrzę i myślę o tym, ile musieliśmy zrobić, by znaleźć się w tym, a nie innym miejscu... Można się wzruszyć, nie sądzisz? - uśmiechnęła się smutno, nadal targana emocjami. Przysunęła się do męża, opierając głowę na jego klatce piersiowej. - Nawet twoje oświadczyny były nietypowe, pamiętasz? - szepnęła, układając się na nim wygodniej.