Zaopiekuj się mną

Hermiona siedziała na kanapie przed kominkiem, pozwalając by jej randka przeszła pocałunkami na szyję. Odchyliła głowę, dając mu lepszy dostęp, powoli się wczuwając. Już dawno nikogo do siebie nie zapraszała, nie potrafiąc znaleźć nikogo, z kim poczułaby się komfortowo. W tym właśnie momencie płomienie w kominku przybrały zielony kolor i usłyszała nieznajomy głos.

- Pani Hermiona Granger? Jest pani pilnie wzywana do szpitala św. Munga. Zatrucia Eliksiralne i Roślinne. Proszę pytać o Uzdrowicielkę Malone – głos zniknął tak szybko jak się pojawił, a dziewczyna spojrzała na swojego kompana.

- Nie spodziewałam się czegoś takiego – powiedziała, uśmiechając się przepraszająco, mimo że w jej głowie królował chaos. Po pierwsze była wściekła, że ktoś przerwał jej obiecujący wieczór, po drugie zaniepokojona. Nie miała ani krzty pomysłu, kto z jej znajomych mógłby wylądować w szpitalu. I to jeszcze na zatruciach! Pożegnała się szybko i przechodząc przez kominek pojawiła się w szpitalu. Gwałtownym krokiem ruszyła do recepcji, a jej obcasy w połączeniu z podłogą wydawały głośny stukot.

- Dobry wieczór. Hermiona Granger. Zostałam wezwana. Miałam pytać o Uzdrowicielkę Malone – powiedziała do siedzącej za blatem czarownicy. Ta przez chwilę przeglądała leżące na biurku pergaminy i dała jej jeden z nich.

- Trzecie piętro, pokój piąty –powiedziała i zwróciła twarz w stronę kolejnego interesanta.

Hermiona ruszyła w stronę schodów, krocząc szybko i zdecydowanie. W jej głowie pojawiały się coraz czarniejsze myśli. Zerknęła na pergamin i zatrzymała się gwałtownie na środku korytarza. Zamrugała i uniosła kartkę bliżej, nie dowierzając własnym oczom.

Severus Snape?!

Była tak wściekła, niemal biegnąc do pokoju piątego, że za pierwszym razem nie usłyszała, że ktoś woła jej nazwisko. Dopiero gdy okrzyk się powtórzył, zatrzymała się, ale cała drżała z nerwów.

- Pani Granger, prawda? – głos należał do niskiej kobiety, krągłej jak piłeczka. Na jej ustach widniał szczery, delikatny uśmiech, a cała postawa świadczyła o jej żywej trosce o pacjentów. Hemiona tylko skinęła głową, nie wiedząc co powiedzieć.

- Cóż, przyznam, że to trochę zaskakujące – powiedziała Uzdrowicielka, wskazując na krzesła stojące w korytarzu. – Usiądźmy – zaproponowała cicho, a coś w jej głosie sprawiło, że zdenerwowanie na byłego profesora zamieniło się z niepokój. Posłusznie zajęła miejsce, zaciskając dłonie na kolanach.

- Severus Snape podał twoje dane jako osoby, która należy poinformować o jego stanie zdrowia, co jest jednoznaczne z tym, że to pani podejmuje decyzje o podjęciu kontrowersyjnych sposobów leczenia… gdyby były potrzebne.

- Ale nie są? – młoda kobieta utrzymywała kontakt wzrokowy.

- Nie, nie są. Przynajmniej nie teraz.

- Ale… ale dlaczego mi pani o tym mówi? Co się stało? Jaki jest jego stan?

- Mówię o tym, ponieważ takie są procedury. Musi być pani tego świadoma. To polityka szpitala. A teraz… - krągła kobieta przybrała profesjonalny wyraz twarzy. – Pan Snape zatruł się oparami eliksirów, co wpłynęło ja porażenie jego mięśni oraz…

Dzień 1

- No chyba się z gumochłonem na rozum pozamieniałeś, Severusie, podając moje imię jako osobę kontaktową. Co tobą kierowało, człowieku? – sarkała, łapiąc się pod boki i patrząc na nieprzytomnego mężczyznę. Mimo że według uzdrowicieli był w śpiączce, wierzyła, że ją słyszy i miała zamiar powiedzieć mu wszystko to, co leżało jej na wątrobie. – Tak mnie przestraszyć! Przerwałeś mi dobrze zapowiadającą się randkę, a dobrze wiesz, że to nie zdarza się często! I to ze wszystkich przypadków na świecie, musiałeś się zatruć oparami! Ty? Mistrz Eliksirów? Słodki Merlinie, jak mogłeś do tego dopuścić? – wyładowała w ten sposób swoje zdenerwowanie, po czym podeszła bliżej i spojrzała na niego, obserwując jego twarz. Pasmo włosów opadło na jego policzek, co musiało go drażnić, więc delikatnie wsunęła je za ucho. Pogłaskała go po głowie i siadła obok niego. Przez dłuższą chwilę po prostu wpatrywała się w jego twarz, ale później, kierowana nieuzasadnionym pragnieniem, przysunęła się z krzesłem bliżej łóżka i zaczęła go głaskać po policzku.

- Odgryzłbyś mi rękę, gdybyś był przytomny, prawda?– zachichotała, przesuwając dłonią od skroni do brody. I jeszcze raz. I znów. I znów. W kojącym geście przekazywała całą swoją czułość i opiekuńczość. Czyż można było się spodziewać po niej czegokolwiek innego? Hermiona miała wielkie serce, a jej troskliwość była powszechnie znana. To była jej najbardziej charakterystyczna cecha. Harry pokonał Voldemorta (dwukrotnie!) i nosił okulary, Ron pochodził z wielodzietnej rodziny i był rudy, a Hermiona była inteligentna i troskliwa.

Patrząc na swojego byłego profesora, rozmyślała nad tym, co sprawiło, że ich relacje tak bardzo odbiegły od relacji nauczyciel-uczeń. Pierwszy raz wpadli na siebie przypadkiem na ulicy Pokątnej, gdy oboje kupowali składniki do eliksirów. Ostrożnie się przywitała i zagaiła. Ich niezobowiązująca rozmowa dotyczyła eliksirów. Pożegnali się uprzejmie i odeszli każde w swoją stronę. Do ich kolejnych spotkań doszło w sierocińcu dla ofiar wojny, ufundowanym przez Narcyzę i Draco Malfoyów. Okazało się, że oboje pojawiają się tam jako wolontariusze, Severus by uczyć, ona – aby bawić się z dziećmi. Mijali się co jakiś czas na korytarzach, a podczas obiadów zajmowali ten sam stolik. Czasem rozmawiali, ale częściej siedzieli obok siebie w przyjaznej ciszy, pochłonięci zawartością swoich talerzy. Kiedy wychodziła z dziećmi do parku, towarzyszył im jako drugi opiekun, ale podczas gdy ona ocierała zakatarzone nosy i tuliła maluchy, które się przewróciły, on miał pieczę nad nastolatkami, którzy chętnie podchodzili do niego, zwierzając się i prosząc o radę. Z biegiem czasu zaczęli do siebie mówić po imieniu. Kiedy pewnego razu Hermiona spotkała Severusa w mugolskim Londynie, a dokładniej w kinie, nie potrafiła się oprzeć i zaproponowała swoje towarzystwo. Po seansie rozmawiali przez chwilę w foyer, dzieląc się wrażeniami z filmu. Między nimi nigdy nie było niczego, co mogłoby wyjaśnić Hermionie, czemu Severus Snape podał ją jako osobę kontaktową w sprawie zdrowia, ale musiała przyznać, że nie mógłby wybrać lepiej. Jej serce było zawsze otwarte dla wszystkich, którzy potrzebowali opieki.

Westchnęła cicho i zabrała dłoń.

- A może nie? Kto wie, co kryje się w twoim umyśle, Severusie? – spytała, po czym wzięła go za rękę i delikatnie masowała dłoń. Miała nadzieję, że kontakt fizyczny pomoże na jego porażenie mięśni. Czuła sztywność jego palców, dlatego skupiła się na zadaniu, cały czas mówiąc. Wymasowała jego palce, nadgarstek, przedramię i ramię, po czym przeszła na drugą stronę łóżka i powtórzyła swoje czynności.

- Ręce są najważniejsze, prawda? Byłoby wysoce niefortunnie, gdybyś stracił swoją sprawność. No, skończyłam na dziś – mruknęła po dłuższym czasie. Jej dłonie piekły ją od intensywnego masowania, ale czuła, że wykonała dobrą robotę. Chłodne ciało mężczyzny zostało pobudzone i nabrało ciepła. Pochyliła się nad nim i pocałowała go w czoło, po czym opuściła salę.

Dzień 2

- Ohoho, widzę, że jaśnie pan nadal leży i się relaksuje? Nieładnie, Severusie, nieładnie – Hermiona weszła do pokoju i bacznie przyjrzała się leżącemu mężczyźnie. – Spodziewałabym się, że taki pracowity człowiek ja ty nie będzie się lenił. Ale najwidoczniej się myliłam. Chociaż, chwila… czyż nie jestem Panną-Wiem-to-wszystko? – mówiąc te słowa, w jej umyśle zamigotała jakaś myśl, ale nie była w stanie jej pochwycić. – To by znaczyło, że albo się nie pomyliłam, a twój umysł intensywnie pracuje, mimo ograniczeń ciała, albo to ty się pomyliłeś, nadając mi ten pseudonim lata temu. Chyba nigdy tego nie rozstrzygniemy. No chyba, że się ockniesz! – dodała ostrzej, znów zajmując się jego rękami. Wiedziała, że w ciągu dnia Severusem zajmowali się profesjonaliści, ale ona sama nie potrafiła po prostu siedzieć i nic nie robić. Kiedy skończyła, siadła przy jego boku i znów przez chwilę głaskała go po policzku, z tą samą matczyną troską co wczoraj.

– Widzę, że ktoś cię ogolił. To dobrze. Lubię twoją twarz, chociaż nie ukrywam, że myśl, że miałbyś mieć zarost, jest intrygujący. Ale, ale. Zawsze lepiej, że ktoś to zrobił, bo ja i brzytwa, to byłoby niebezpieczne połączenie. Widziałam kiedyś taki mugolski film o Demonicznym Golibrodzie, który podrzynał gardła swoim klientom, a jego partnerka robiła z ich mięsa farsz do pasztecików. Straszny film, ale jeden z aktorów bardzo mi się przypominał. Może kiedyś obejrzymy go razem? O ile oczywiście raczyłbyś w końcu się obudzić! – ostatnie zdanie niemal wykrzyknęła, ale jej dłoń na jego twarzy była tak samo delikatna jak wcześniej.

– Wiesz, to nie chodzi o to, że nie chcę tu być, bo nie mam absolutnie żadnego problemu z tym, by cię odwiedzać, ale naprawdę, naprawdę się o ciebie martwię. Mam nadzieję, że o tym wiesz… - kontynuowała swój monolog jeszcze przez chwilę, głaszcząc go czule, po czym pożegnała się i złożyła pocałunek na czubku jego nosa i wyszła.

Dzień 10

- To już totalnie przestaje być śmieszne Severusie! – z tymi słowami Hermiona weszła do pokoju. – Wszyscy uzdrowiciele mówią, że jesteś kompletnie zdrowy fizycznie i nie rozumieją, dlaczego nie możesz się ocknąć.

Podeszła do łóżka i pogładziła go po czole. Troska wypełniała jej serce.

- Co się dzieje, kochanie? - spytała szeptem, pochylając się nad nim. – Co sprawia, że nie możesz się obudzić? Co cię zatrzymuje?

Przez ostatnie dni pojawiała się w szpitalu codziennie, mówiąc do mężczyzny, dotykając go i całując. Nie umiała inaczej. Kiedy opiekowała się dziećmi było to samo, zawsze dawała im pocieszające przytulenie, czuły pocałunek i pełnię swojej uwagi. Jej pocałunki nigdy nie były podszyte fizycznym uczuciem, zawsze chodziło o przekazanie wsparcia, o zmniejszenie cudzego nieszczęścia. Czyn, który niósł za sobą informację „Jesteś dla mnie ważny. Jestem tu dla ciebie."

Zamrugała.

Jestem tu dla ciebie.

Wszyscy wiedzą, jak bardzo jestem opiekuńcza.

Mistrz Eliksirów, który zatruł się oparami?

Severus Snape podający ją jako osobę kontaktową w szpitalu.

On potrzebował opieki, ale nie umiał o nią poprosić. Westchnęła i usiadła ciężko na łóżku. Jej oczy załzawiły się, gdy zrozumiała co się stało.

Jak dumnym mężczyzną trzeba być, by nie poprosić o cudzą uwagę? Jak bardzo skrzywdzonym przez własnych rodziców, by nie wiedzieć, że jest się dla nich ważnym?

- Och, Severusie… - powiedziała, pochylając się do niego i kładąc dłoń na jego klatce piersiowej. – Ty uparty, uparty człowieku! Jeśli to jest to, czego potrzebujesz, to zawsze możesz do mnie przyjść! Nie powiem nikomu, wiesz? Zatroszczę się o ciebie. Nie będę cię oceniać, znasz mnie. Wiem, że jesteś dumnym mężczyzną, ale… - zamilkła. Myśl, że mogłaby go otoczyć opieką, przytulić, scałować jego złe myśli i smutek, była dla niej bardziej niż miła. Może jej pocałunki w tym konkretnym przypadku byłyby czymś więcej niż oznaką troski? Potrząsnęła głową, wiedząc, że to nie czas na tego typu rozmyślania. Najważniejszym było to, by ściągnąć Severusa z powrotem do żywych, Nie miała pojęcia, czy Snape faktycznie ją słyszał i czuł, czy jego pomysłem było to, by znaleźć się w tym dziwnym zawieszeniu między snami a jawą. Domyśliła się, że to co zrobił było celowe, ale może coś jednak poszło nie tak? Może nie wszystko poszło tak, jak zaplanował?

- Wróć do mnie, Severusie. Jestem tu dla ciebie. I zawsze będę… - jej cichy szept jeszcze długo unosił się w sali numer pięć, niosąc ze sobą otuchę i obietnice.

3 miesiące później

Hermiona otworzyła drzwi, wpuszczając do mieszkania Severusa. Mężczyzna przywitał się, ściągając kurtkę. Pozbył się również butów i w samych skarpetkach przeszedł dalej. To było ich piąte spotkanie. Na pierwszym Hermiona tuliła go w łóżku, nucąc kołysanki aż zasnął. Na drugim siedzieli na kanapie, Snape przytulał się do jej biustu, kiedy ona głaskała go po włosach, przeczesując pasma palcami, masując skórę jego głowy i całując od czasu do czasu w czoło. Podczas trzeciego spotkania tuliła go, masując uspokajająco po plecach, a on obejmował ją w talii. Na początku jego uścisk był kurczowy, jakby bał się, że ona zniknie, ale z biegiem czasu rozluźnił się, a jego oddech stał się spokojny i głęboki. A kiedy pojawił się ostatnio, siedzieli wtuleni w siebie, a ona bawiła się jego dłońmi, wodząc opuszkami palców po jego skórze, bliznach i zrogowaceniach. Nie zamieniali ze sobą wielu słów podczas tych spotkań, ale nie musieli dużo mówić. Zdawało się, że wszystko co najważniejsze Hermiona powiedziała mu podczas swoich monologów w szpitalu. Po jego wypisie wyszli razem na herbatę i omówili wszystko to, co wymagało omówienia.

Snape był dla niej zagadką. Odkąd się obudził, zauważyła głód w jego spojrzeniu gdy na nią patrzył. Jej dawny profesor, Mistrz Eliksirów, 44-letni były Śmierciożerca był głodny czułości. Obiecała mu ją zapewnić. Osobiście czuła gniew na wszystkich ludzi, którzy sprawili, że Snape był emocjonalnym wrakiem. Jego pragnienie bliskości było niesamowicie głębokie. A jednocześnie widziała, że jest tym zażenowany. Dlatego nigdy nie drążyła, wpuszczając go do mieszkania. Witali się krótko, po czym przechodzili do sypialni lub salonu. Zawsze dbała o to, by w pomieszczeniu panował półmrok, czuła, że ciemność pomaga mu się zrelaksować. I pozwalała mu być tym, kim był. Bez maski, bez sztywnej postawy, bez surduta zapiętego na tuzin guzików. Nie musiał przed nią stawiać swoich barier. A ona to doceniała. Była wzruszona okazanym jej zaufaniem. Imponował jej tym, że w końcu udało mu się zrozumieć, czego potrzebuje, że nie wyparł się tego, że skorzystał z wyciągniętej w jego stronę pomocnej dłoni.

Severus Snape znalazł swoją bezpieczną przystań, a Hermiona Granger nigdy nie była szczęśliwsza, otwierając przed nim swoje ramiona.

I serce.