To były strasznie dziwne miesiące, które płynęły szybciej, niż każde z nich początkowo zakładało. Jesień nastała na dobre, liście na drzewach przybrały najpierw złoty, a potem czerwony kolor, smętnie opadając jeden za drugim. Wkrótce chwycił pierwszy mróz, nagie gałęzie pokryły się białym szronem, by po kilku tygodniach już uginać się od białego puchu. Tu, w Europie budynki przystrojono kolorowymi światłami, zaś sklepikarze oszaleli na punkcie dziwnej uroczystości, której w Japonii nie do końca rozumiano.

Wielki dzień, na który mieszkańcy Starego Kontynentu czekali, nadszedł, jednak wizytujący ten rejon urzędnik już go nie widział. Choć wciąż zastanawiał się, czy podjął dobrą decyzję, zamiast zrobić sobie relaksujący tydzień pełen wypoczynku i zaoszczędzić dość dużą część gotówki. Wszak przez „święta" obrady międzynarodowe zostały wstrzymane, na swój bieg miały wrócić po nowym roku. Mógł zostać, ale ta możliwość była bardzo... nieoczywista.

Od kiedy wyjechał, między nim a partnerem trwała taka dość dziwna relacja, która stopniowo nabierała tempa. Początkowo rozmawiali bardzo zdawkowo. Jak się później okazało, obaj nie chcieli sobie wzajemnie przeszkadzać. Później zaczęli wymieniać się najpierw codziennymi informacjami, a z czasem raz po raz ich rozmowy zaczynały się wydłużać. I nagle, nieoczekiwanie przyszła zima i Ougai wyraził chęć ściągnięcia Ango na ten tydzień przerwy do Japonii. Sakaguchi pierwotnie oponował, tłumacząc to właśnie względami własnego komfortu i ekonomicznymi. Jednak Mori nalegał. Przekazał mu, że jest skłonny opłacić mu bilet lotniczy, jeśli to faktycznie kwestia pieniędzy. Nie chodziło urzędnikowi jednak o brak funduszy, co po prostu nie lubił marnować gotówki na błahostki. Tak jak mafioso, tak i urzędnik potrafił być uparty w swoich postanowieniach, a ponowne rozbijanie sobie cyklu dobowego oraz stracenie czasu w samolocie, to naprawdę nie były rzeczy, które go zachęcały do odwiedzenia "starych śmieci".

Wówczas, jakoś na kilka dni przed świętami Mori wyciągnął wobec niego koronny argument, że traci pewność, iż Ango nie ma w Europie kogoś na boku. Zabolało. I to bardziej, niż zielonooki przypuszczał. Podpuszczony w ten sposób zarezerwował sobie loty jeszcze tego samego dnia i przekazał partnerowi, iż zgodnie z jego życzeniem wraca do Japonii. Podziękowania, jakie przyszły, były dość zdawkowe, jednak do okularnika dotarło po chwili, że Ougai prawdopodobnie byłby ostatnią osobą, która skakałaby z radości z jakiegokolwiek powodu.

Obecnie samolot podszedł do lądowania. Po kilkunastu minutach hamował już na pasie startowym, a pasażerowie powoli zbierali bagaże podręczne i ubierali się w ciepłe płaszcze. Chociaż Japonia jest nieznacznie cieplejsza od Europy, to wciąż w środku zimy pogoda nie sprzyjała komfortowym, lekkim okryciom. Ale już śniegu nie uświadczono na zewnątrz, co było dość dziwnym widokiem po masywnych warstwach puchu przy europejskich drogach.

„Jestem w Tokio. Za trzy kwadranse będę u ciebie" - wysłał partnerowi wiadomość, ale też tylko dlatego, że prosił. Czuł się z lekka pod kontrolą i starał się wierzyć w wytłumaczenie Moriego, że to tylko po to, aby zdążyli dokonać rezerwacji. Telefon zawibrował, Ango sprawdził odpowiedź, znalazł jednak tylko, choć może i „aż" serduszko. Lecz mimo to uśmiechnął się do ekranu. Chwilę później jednak partner przysłał adres restauracji i dodał, że będzie tam na niego czekać.

Jazda samochodem dłużyła mu się nawet bardziej, niż niemal cały dzień w samolocie. Gdzieś podskórnie czuł niepewność, jakby robił coś nie tak. Jakby sytuacja, w jakiej się znalazł nie była piękna i cudowna, jak chciałby, aby była. Przecież powinien się cieszyć ze spotkania z ukochanym. Oczywiście, cieszył się. Tęsknił do niego, był zmęczony tą odległością. Ale okoliczności, przy jakich się widzieli, były dość osobliwe dla niego.

Szczęśliwie Yokohama nie była położona daleko od stolicy. Gdyby jeszcze musiał mknąć na drugi koniec wyspy albo płynąć promem, zastanawiałby się dużo dłużej, czy na pewno wracać. Tak to przynajmniej nie straci wiele czasu, a samo miasto wkrótce wyłoniło się zza horyzontu. Dziwnie znajome, a jednak jakieś inne po tych kilku miesiącach za granicą. Młody dyplomata złapał się na tym, jak łatwo było mu się przyzwyczajać do nowego otoczenia. Sztuka asymilacji była jego małym talentem.

Pierwsze budynki zaczęły go mijać, wkrótce kolejne, a samochód jechał gładko trasą wprost do wyznaczonego mu celu i ostatecznie zatrzymał się na jednym z parkingów nieopodal restauracji. Ładne miejsce, styl wskazujący na oczekiwanie na gości z klasą, pewnie też w ich ofercie były wykwintne dania okraszone równie wykwintną ceną. Skinął głową kelnerowi i zapytał, czy jest może jakiś gość oczekujący towarzysza. Okazało się nawet, że nie była tylko jedna taka osoba, kelner poprosił go o nazwisko, a Ango udzielił tej informacji bez problemu. Jednak człowiek z obsługi spoważniał. Skinął głową, wziął ze stanowiska tylko kartę menu i zaprowadził nieco skonfundowanego okularnika na piętro, gdzie znajdowały się dość wyizolowane loże.

Ougai czytał bliżej nierozpoznany przez urzędnika kieszonkowy wolumin. Delikatnie uniósł głowę, kiedy kelner, przyjmując oficjalną postawę powitał go i przekazał mu gościa. Zielonooki przyjął jeszcze kartę dań i usiadł na miękkiej kanapie przy stoliku, obok partnera, który z kolei w spokoju odczekał na odejście obsługi. Z resztą Sakaguchi uczynił dokładnie to samo, wszak ich związek był tajny, prawie że nielegalny.

Z cichym westchnieniem okularnik otworzył menu, pobieżnie wodząc wzrokiem po znakach.

- Jesteś zadowolony? - zaczął rozmowę w sumie trochę sucho, ale istotnie był zmęczony całym dniem w podróży.

W odpowiedzi poczuł dłonie wiodące po jego sylwetce i zaraz na sobie tors partnera, który przytulił go szczerze, mocno do siebie. Ougai ucałował go w policzek, potem w płatek ucha, a finalnie znowu spoczął z głową opartą o jego włosy. Przymknął oczy i bardzo wyraźnie zaciągnął się wonią dyplomaty.

- Bardziej, niż myślisz. Dziękuję - szepnął cicho i pomiział jeszcze nosem policzek dwudziestoośmiolatka.

Ango nie potrafił się nie uśmiechnąć na te drobnostki. Zwrócił twarz ku ukochanemu i dostał w odpowiedzi całusa, którego sam też sobie przytrzymał. Finalnie spojrzał w jego oczy, ich karminowa barwa zdawała się teraz jaśniejsza, niż ją zapamiętał. Sam medyk był wyraźnie uszczęśliwiony jego obecnością. Młody dyplomata zdał sobie sprawę, że chyba przedwcześnie ocenił mężczyznę. Przecież Mori go kochał. Nie widzieli się cztery miesiące, może faktycznie wina leżała bardziej po jego urzędniczej stronie?

Cmoknął Ougaia w nos, na co ten się uśmiechnął rozkosznie i przytulił się, tak po prostu. Przerywanie tego nie było czymś, co Ango chciał zrobić, ale zawiśli w dość dziwnym położeniu sytuacyjnym. Potarł lekko jego ramię.

- Zamówmy coś i wtedy wrócimy do pieszczot, dobrze?

- Mmm... - Czterdziestolatek mruknął przeciągle, po czym kiwnął głową i puścił go - W porządku. Ile czasu leciałeś?

- Osiem godzin - zielonooki wychylił się i wcisnął guzik wołający obsługę, chociaż jeszcze nawet nie sprawdził, czy pozycja, na którą miał ochotę znajdowała się w karcie dań.

Mori pokiwał głową, po czym, póki jeszcze nikogo nie było przy nich, nacisnął policzek urzędnika, jakby go zaczepiał.

- W takim razie tym mocniej się zgadzam. Dalej przypominasz szkielet.

Okularnik parsknął śmiechem i pokręcił głową z politowaniem. Mafioso, usatysfakcjonowany, tylko podniósł swoją kartę dań, też na szybko przeglądając ofertę.

W tym momencie już jego wątpliwości zniknęły, Ango wiedział, że dobrze, iż wrócił. Nie powinien się tyle czasu wahać, może nawet zdecydowanie wcześniej zarezerwować ten lot i poświęcić tych kilka dni na wizytę w Japonii. W końcu mimo, iż kultura Europejska bardziej do niego przemawiała, to jego miejsce było tutaj, obok tego człowieka. Cokolwiek by się nie działo, chciał, by ich życia toczyły się od teraz splecione ze sobą, nie osobnymi torami.