Był to dzień 15 września roku Pańskiego 2004. 2 września, zakrzyknął pop z drugiej strony ulicy. 29 elula 5764, odszczeknął się przechodzący akurat nieopodal starozakonny. 30 radżabu 1425, rzucił gromkim głosem tatarski muezzin, znany jako Azanita, słynący z nadprzyrodzonego słuchu. Do dyskusji próbowali się też podłączyć entuzjaści kalendarzy majańskiego i perskiego, ale eksplozja po masowym wycieku paliwa w Mohylewie odwróciła uwagę ulicy od tej wrzawy, zamykając wiadomości tego dnia. Bardzo ładnie, Michale Jakubowiczu, tańcuj radośnie dalej. Twoje kontrybucje do świata globalnej kinematografii nie zostaną zapomniane jeszcze przez długi czas.

W pięknie urządzonym domostwie, kominek raźno płonął, tworząc niezapomnianą, sielską atmosferę. Magia była dobrą rzeczą, powiedziała onegdaj niderlandzka praczka, która prała. Na łeb, na szyję, mieszkańcy Kampanii i Kalabrii, porcja meblościanek już wjeżdża. Władysław Stanisław Robert Rower Zbigniew Kolanko-Eustreptospondyl pałaszował właśnie wyśmienitą kaszę. Telewizor marki Rubin wyświetlał raz za razem informacje o śmierci najmarniej nazwanego amerykańskiego herosa cztery lata wcześniej, z rąk, a raczej szczęk, pewnej nudystki kibicującej Sandecji. Kolanko uważał sprawę za barbarzyństwo. Dunajec był wszak pod każdym względem, poza poziomem ligowym, przodująca ekipą. A owieczki puszyste były, wiśta wio, jak to Arturek wołał w swoich snach, gdzie Warszawa wciąż była jagnię. Policyjny pościg zakończył się niepowodzeniem – córka komendanta zatem pozostać musiała kolejny dzień w samotnym, wczesnowdowim macierzyństwie. Nie, żeby narzekała, poprzedni małżonek smakował wybornie w sosie z wątroby rekina. Radio Termomiks słusznie gwarantowało satysfakcję z tego zakupu. Szkoda tylko, że miejska babcia klozetowa po dziś dzień zrzędziła, że dachówki jej na łeb spadają. Nie ma się co dziwić, końskie podkowy piechotą nie chodzą. Buzi buzi, i budyń się ostudzi. Przyszła kryska na Matyska, i Matysek teraz wesół pląsa po rododendronach i innych dronach, na szczęście bez udziału min lądowych i mil morskich.

Gdy nie wiesz kim być, bądź sobą. W uzupełnianiu wiedzy o współczesnym świecie towarzyszył Kolance oddany poddany – Hadrian Diseldorff, najlepszy pod słońcem świecznik, towarzyszący od lat zasłużonej w lokalnym półświatku rodzinie Eustreptospondyli. Na koń siądźmy. Gdyby Rosjanie napisali swoja wersję Pana Tadeusza, to bez wątpienia odpowiednikiem Soplicy byłby Smirnoff. Co więcej, jako że akcja najpewniej umieszczona zostałaby w czasach Wielkiej Smuty, byłby nawet powód do wzmożonej konsumpcji, jak by tej postaci nie interpretować. Raskolnikow dumny by był, choć nie jest mi wiadomym, na ile autor tej teoretycznej epopei cieszyłby się z uznania ze strony człeka słynącego z mylenia kobiet w ciąży z drewnem na opał. Powinien sobie bryle kupić, huncwot jeden, nawet jeśli przy studenckiej pensji oznaczałoby to ze dwa miesiące głodówki. Na pewno lepiej by na tym wyszedł, nawet jeśli koniec końców za starą lichwiarkę nie dali mu wyroku jak za człowieka. Chociaż takie pocieszenie, acz karmelu to tam nie było. Takie bajery dostępne w owym czasie były tylko w kopalniach drabin i proszku do prania. Żal i ból, Pikej król. Wraz z drugim spartańskim monarchą, Petunią Wątrobianką. Jakże nadobna to była niewiasta. Zdrowie pięknych jorubańskich kobiet. Szczególnie, gdy odprawiają swoje niecodzienne obrzędy z dala od cmentarza. Świeża boazeria na Święto Pelikana podrożała ostatnimi czasy. Podróże w czasie powinny być możliwe.

„Tatuś mój nie żyje. Ale tatuś mój bardzo jest bardzo, zasłużony. Walczył o Warszawę, walczył z Rozkładem, walczył z Chorobami. Ale nie ma ojca – odszedł. Jak ja mówię – powołał, zmienił miejsce zamieszkania. Jest w niebie teraz. I stamtąd patrzy, jak ja toczę bój o władzę pośród ciemnoty i zabobonu."

„Wiem o tym, szefie. Służyłem Jenerałowi jeszcze przed pańskimi narodzinami. Kolona los niezgorszy był, przynajmniej porównywalnie z wcześniejszymi obyczajami. Tytus Nerwus Grakh, zasłużony mąż to również był, na wielu polach. Niektóre zdążył nawet do listopada obsiać. Wielka szkoda, że Dioklecjan nie miał za grosz wyrozumiałości pod adresem przemytu tanich chińskich swetrów. To naprawdę nie było przestępstwo gospodarcza na tyle ciężkie, żeby ugotować tego biedaka razem z workiem bakłażanów. I to w środę!"

Dzieci naigrywają się z Asi. Nie bądź jak Asia, noś czapkę zimą. Nie ma co nabijać kieszeni producentowi Cholinexu. Swoją drogą, gdyby mieszkaniec współczesnej łużyckiej wsi polecił swojemu oseskowi nazwać świeżo narodzonego źrebaka, to czy ów szkrab wymyśliłby lepsze miano niż Pferdinand? Czy też możliwością więcej niż teoretyczną byłby obrót spraw, w którym w dorosłym życiu szkapa nosić będzie imię Mähnefred? Albo może nawet szlachetną godność Wiehelma udałoby się z ograniczonej kreatywności studni w postaci dziecięcego umysłu wykrzesać? Tyle możliwości, a tak mało czasu. Beniamin swoim donośnym trąbieniem o poranku sąsiadom przeszkadzał nieraz. Plantacja betonu z tego okazała się kompletnie chybiona inwestycją. Dwóch uczciwie pracujących Czechów wylądowało przez to na bruku. Scyzoryk w kieszeni mieszkańca Kielc się otwiera. Rozumieć przez można, że w owej kieszeni trzymał swojego potomka, naturalnie.

„Dobry z ciebie chłopiec, Adryś. Nikt tak nie oświetla mi wieczornych lektur jak ty. Niemniej, do tej pory nie zdradziłeś mi swoich ukrytych pragnień. Marzeń, jeśli można by tak to nazwać. Każdy takowe posiada. Pawian chciał tańczyć w prażonej kukurydzy, a Stomil uzyskać poklask za swoje nowatorskie przedstawienia z kukiełkami. Jeżeli zdradzisz mi, jak ta sprawa ma się u ciebie, możemy pomyśleć o podjęciu kroków w kierunku jej realizacji w ramach świątecznego bonusu jeszcze w tym roku."

„Zawsze wielce pragnąłem zdjąć serią z broni maszynowej nazbyt dumnego kierowcę skutera narodowości pakistańskiej."

„Jest to jeden z tych momentów, w których zamartwiam się, czy nie dzielisz przypadkiem poglądów z Towarzystwem. I smutny jest to świat, w którym liczy się towarzystwo zwane po prostu Towarzystwo."

„Skądże znowu. Moje poglądy mają wielorako uzasadnione podstawy, niepodpierające się mierną interpretacją i tak głupawej przecież ariozofii."

„To znaczy?"

„Przeczytałem pojedynczy artykuł w łódzkiej gazecie internetowej."

W tym momencie jednak potomek niemalże pogromcy niesławnego opolskiego rodzeństwo Gasów oraz jego najcenniejsze utensylium musieli przerwać oddawanie się pracy intelektualnej, jako że przed ich oczami stanął obraz z marzeń wielorybników. Naprawdę, naprawdę pijanych wielorybników. Oznaczać to mogło tylko jedno – tak jest, Władysław Jagiełło powrócił do żywych. Choć zdawał się do tego potrzebować asysty niezwykle inteligentnego odkurzacza, nazywanego pieszczotliwie przez Kolankę Anatolem Zumbą.

Dwie ulice dalej, opryszek znany jako Stan Zapalny, zajmował się właśnie tłumaczeniem spisanym na straty sługusom całą niewłaściwość ich niedawnego postępowania, tak aby mogli wytłumaczyć się ojcu księdza Popiełuszki w zaświatach, a następnie postawić piwo Thorwaldowi, synowi Eryka Rudego, znanego przyjaciela Kolbud, Pszczółek i innych malowniczych miejscowości bardzo daleko od portugalskiego wybrzeża. Zachodzące wydarzenie, z kultury marynistycznej żywcem wyrwane, zakłóciło przeprowadzane przez niego seminarium, i strefa wpływów omyłkowo rozciągnęła się na pobliską rurę z gazem ziemnym. Rozżarzony błękit rozlałby po śniegu, a nawet po łące, w tym jednym wypadku spłonął cały Nowy, Lepszy Świat. Widać to było aż z Targówka. A że młotek jest wielorazowego użytku lakierem do paznokci, to zajął się Stan Zapalny płaczem rzewnym, lamentując nad stanem dziewiętnastowiecznej amerykańskiej paleontologii. Gastrolog poskłada jednak człowieka nawet po czymś takim. Słodki Jeżu, najprzedniejszy nietoperzu, giełda samochodowa szkodzi tureckim nacjonalistom na zdrowie, a przynajmniej odkąd nad wybrzeżem Morza Śródziemnego łopocze flaga z czystej trawy. Z innych wiadomości w dzisiejszym Teleexpresie, pensja profesjonalnej płaczki niedawno przerosła w rankingu przeciętnych zarobków stacza kolejkowego. Tylko tak dalej, panie klikonie. Błazen Błażej ci pomoże, jeśli ty najpierw pomożesz jemu, kudłaty młodzieńcze. Pod Saratogą niejedna straciła męża, zyskując w ten sposób potencjalne profity paraemerytalne. Franciszek Stefczyk nawet tak nie kombinował. Prawa ręka karząca spadła na księżulka w szlafroku. Bolało.

Pistacje.

„Wasza Wielkoksiążęca Mość, jak znajduje WKM stan popytu na słonie bojowe w obecnej Europie, zalanej kulturą imperyalistyczną?"

„Jowialnyś, Kolanko, biorąc pod uwagę, jak długo przewijałem się w cieniu, skowycząc marnie. Gdzie się podziały moje ulubione słowiki? Stan zanieczyszczeń w kopalni sody potasowej pruskiej przekroczył normy ISO."

Wtem Gąbkabob zakrzyknął: „Nie dam się pokonać!"

Choć tak naprawdę, w ten sposób swoje natręctwo wyraził Stan Zapalny, wbiegając na posesję Kolanki. Jąwszy pałasza, ku obawie Alcesta i jego masłem umazanych palców, ruszył zgłaszać żale. Softon by tego nie wymyślił, a ten chłopak miał fantazję przemalowania swej łepetyny na różowo. Chociaż, czego się spodziewać po przegranej z włosami z nosa? Bierut utrwalił fryzury na sopockim deptaku, pomijając przy tym celowo molo, ale to nie wymówka, żeby nie odrobić pracy domowej, panie Wierzchosławie. W Paryżu by się nie cackali, rosół rozlewany po macoszemu uczy życia lepiej niż ugniatania ciasta faworkowego. Lotnikiem zostać pragnął wtedy każdy dzieciak, za wyjątkiem ordynusów niepojmujących zawiłości przysłówka. Grecka feta nie ma nic wspólnego z fiestą, a drzemka to dobre imię dla pokojówki. Rozgryzienie kamienia jest dla ludzkiej szczęki możliwe, trzeba tylko próbować. I nie przejmować się porażkami po drodze, każda droga prowadzi wszak do Rzymu, kiedy tylko nie wiedzie na manowce bądź baobaby. Nowoczesna dziewczyna musi sobie radzić w nieprzyjaznym środowisku fabryk metali szlachetnych, takich jak paciaciak. Albowiem, zaprawdę powiadam wam, nic nie przerośnie chińskiej zupki z koncentratu w ilości ofiar śmiertelnych wśród części populacji wrażliwej na gluten. Jej wietnamska część już dawno wymarła, co pozwala im na hodowlę zwisłobrzuchych świń bez ograniczeń. W dobrych czasach ukręcilibyśmy z tego kołacze.

„Hej, moi drodzy, co tu się dzieje? Czemu naliczyłem was więcej, niż zazwyczaj? Badałem się w zeszłym tygodniu na jaskrę, nie próbuj znowu używać tego argumentu, Sprężyna."

„Chciałbym podkreślić raz jeszcze, że mój alias z nastoletnich lat już wieki temu zmieniłem na Gerwazy. Zachowuj się w gościach."

„Tere, fere, kuku, dzikie węże, serbska mafia, Grzybovita to znamienity produkt. To za sprawą tego nowego nabytku nastąpiło zaburzenie w zakresie mojej strefy wpływów, gdy buńczucznie uszczuplałem własne zasoby, nieprawdaż?"

„Zawsze to mogłem być ja. Znasz moje nieskrywane możliwości. Może po prostu od siedemnastu lat ukrywam swój faktyczny zasięg."

„Bez urazy, ale nigdy nie będę w stanie traktować poważnie kogoś, kto nosi na głowie topniejące świece, nawet kiedy na chwilę obecną pozbawiony jest cyrkowego makijażu. Jakem Łasica."

„Mój majestat zatriumfuje nad nędzną perzyną w twej domenie, balwierzu niegodny ty."

Co rzekłszy, Jagiełło ruchem odkurzacza zasygnalizował Diseldorffowi, by dobył piasku ze sterty piasku (niezbędna w każdym szanującym się warszawskim domu!). Będącym chłopcem rozumnym, Hadrian jednym śmiałym zamachem tymczasowo przy użyciu piasku oślepił oponenta. Dało to naszym dzielnym bohaterom prosto z ciemnej i ponurej kniei czas na wybiegnięcie przed posiadłość.

Święty ogień rozprzestrzeniał się coraz szybciej. Premierzy powinni pomyśleć o lekcjach nurkowania. Zwłaszcza ci noszący imię Kacper. Chodziarstwo też jest sugerowanym sportem, jako olimpijska kolorowanka. W Mali jest pełno robali, zium zium. A kto pije i pali w Mali, ten ich nie ma, i wówczas pozostaje samotny, jako że cesarz pobrał całą jego godność w corocznym podatku. Te i inne solniczki możecie nabyć po okazyjnej cenie prosto z firmy Tupperware. Ziemia Alef gwarantuje zwrot w przeciągu zaledwie 52 dni, jeżeli tylko produkt pozostał nieodpakowany. Nawet jeżeli obiliście go linijką w ramach testów! Zaburczało Melchiorowi w brzuszku. Jednak Bernard wlókł się z obiadem. A to szaławiła. Jemiołą drugiego sortu chłostana.

„Wasza Wielkoksiążęca Mość, twoja domena jest piękna o tej porze roku, nieprawdaż?"

„Kapusta jak każda inna."

„Zatem ruszajmy na wczasy do Wiłkomierza, nad piękną rzeką Swiętą."

Więc ruszyli, przy nieprzyjemnych dla ucha dźwiękach zużywających się trzewików.


Tymczasem w Damaszku.

Sprawa 70 o aliasie Pustynia/Puszcza jednym haustem wychylił(a) całą filiżankę miętowej herbaty. Smakowała przepysznie, choć tęskno Pustyni/Puszczy było za masłem z mleka jaka.

Tymczasem rdest szumiał: „Skamieliny, Powrót Taty 4: Kumasz?"


„[Entliczek, pentliczek, psotny Chochliczek,

Twoje flaki wylewają się na asfalt i nie masz pojęcia dlaczego.]"

Wyrecytował z pewną dozą szadej frajdy Trebusz, dumając nad potencjalnym, przepowiedzianym przez Przyszłość, losem pewnego znienawidzonego przez ogół mieszkańca starożytnego miasta Montrealu. Jaka to melodia?