A/N: Jeden Draco+ jeden Damon+ tytuł króla Ślizgonów= wojna na szczycie. Rated T (language in later chapters). Specjalna dedykacja dla Midori, bo ma dzisiaj (3 I) urodziny. STO LAT!

Teleportował się do Hogsmeade. Szedł swoim nietypowo szybkim tempem przez jakieś pięć minut, aż w końcu zobaczył Hogwart- wielki zamek, w którym miał zamieszkać. W pobliżu znajdowało się też wielkie jezioro. Miejsca podobnego do tego nie widział od czasu renesansu, we Włoszech. Jego czarne włosy powiewały na wietrze, a ciemne okulary zakrywały mu oczy.

Draco Malfoy siedział przy stole Slytherinu. Jadł spokojnie ze swoim kpiącym uśmieszkiem przyklejonym do bladej, prawie porcelanowej twarzy. Co jakiś czas rozglądał się po Wielkiej Sali w poszukiwaniu skandali.

Jego wzrok ze znudzeniem prześlizgnął się wzdłuż stołu Puchonów, gdzie jakiś dzieciak z pierwszej klasy próbował przetransmutować kawałek sera w zapałkę, co skończyło się podpaleniem włosów jego kolegi z miejsca obok.

„Normalka,"- pomyślał Draco- „nie ma to jak talent Puchonów."

Kiedy jego wzrok powędrował do stołu Ravenclawu, zobaczył niezwykle nudny widok Krukonów, czytających podręczniki. Fascynujące.

„Krukoni się uczą przez całe ranki, ze swej ptasiej pierwszej czytanki," przypomniał sobie wierszyk, który kiedyś przeczytał w jakimś mugolskim magazynie. „Chyba zajmę się poezją. Idzie Snape przez łyse pole, bo zostawił różdżkę w stodole."

Przy stole Gryffindoru Weasley jadł jak prosię. Żadna nowość. Potter uśmiechał się głupkowato w stronę młodszej wiewióry, po czym cały czerwony odwracał wzrok. „Hm, ciekawe. Trzeba to będzie później zbadać," postanowił Draco, który wyczuwał skandale na kilometr.

Kiedy ostatni uczniowie pojawili się przy stołach, Dumbledore wstał. Z łagodnych uśmiechem rozejrzał się po sali, przyglądając się podopiecznym. Odchrząknął głośno, zwracając na siebie uwagę każdego.

-Proszę o uwagę. Wiem, że niektórzy z was chcieliby już wstawać od stołu, albo zacząć jeść, ale jestem zobowiązany do przekazania wam nowiny. Otóż szanowne progi naszej drogiej szkoły będą przez najbliższy rok gościć ucznia, który zdecydował się na edukację w Hogwarcie- po sali rozeszły się podniecone szepty.- Nasz drogi kot będzie uczęszczał do siódmej klasy. Do Anglii przyjechał prosto z Włoch. Chciałbym, aby tiara przydzieliła go teraz szybko do jednego z czterech domów. Przywitajcie więc ciepło Damona Salvatore.

Po sali rozeszły się oklaski. Wszyscy rozglądali się z niecierpliwieniem po sali, w poszukiwaniu nowego ucznia. Jego jednak nigdzie nie było. Kiedy wszyscy zaczęli po sobie patrzeć, dyrektor ponownie chrząknął.

-Ekhm, Damon Salvatore- powtórzył Albus.- Damonie, gdzie jesteś?- dopiero przy trzecim wołaniu drzwi otworzyły się z impetem i do sali wszedł chłopak.

Żeńska część Hogwartu aż westchnęła. Chłopak miał na sobie szarą koszulkę, przylegającą do umięśnionego torsu i zarzuconą na nią idealnie wyciętą szatę, z pewnością szytą na zamówienie. Czarne, proste włosy wpadały mu zawadiacko w oczy. Czarne, niczym węgiel, bezdenne, błyszczące oczy. Jego nazwisko, nietutejsze rysy i ciemna cera wskazywały na to, że nie pochodził z Anglii.

-Coś długo zajęło ci rozpracowanie klamki w drzwiach- mruknęła prawie niesłyszalnie Minewra McGonagall.

-Ja bym to nazwał wejściem z klasą, droga pani profesor- Damon uśmiechnął się do niej słodko, chytrze, uprzejmie i tajemniczo zarazem, a dziewczęta ponownie westchnęły. Żeńska część widowni patrzyła na niego jak na boga, natomiast chłopcy spoglądali z aprobatą, podziwiając cięty język oraz nienaganne maniery nowego.

Po chwili profesor McGonagall przyniosła tiarę. Damon podszedł do stolika i usiadł na nim, zakładając nogę na nogę, natomiast zastępca dyrektora wsadziła mu na głowę kapelusz. Na sali zaległa cisza. Każdy chciał mieć go w swoim Domu.

McDonald, McKwak... albo coś w tym stylu założyła mu na głowę starą czapkę.

„Cudnie"- pomyślał.- "Ubierzcie mnie od razu w worek na śmieci i zakwaterujcie w kontenerze."

Po chwili czapka się odezwała.

-Hm... nadzwyczajnie inteligentny chłopak... pasowałby do Ravenclawu, a ta odwaga... może Gryffindor... och! Co za spryt i przebiegłość... to już chyba jasne...- każdy w sali zdawał się wstrzymywać oddech.-... SLYTHERIN!

Ślizgoni zaczęli klaskać z zadowolenia. Mieszkańcy pozostałych trzech Domów jęknęli. Damon zdjął dwoma palcami tiarę i podał ją ze zdegustowaną miną do rąk McCośtam, po czym wstał i dumnie przemaszerował do stołu Slytherinu. Czuł na sobie pożądliwy wzrok dziewczyn, ale nie uraczył ich nawet spojrzeniem. Nie zamierzał być łatwy. Żaden 'Bad guy' nie był łatwy.

W końcu łaskawie podniósł wzrok na nowych znajomych z domu węża. Jego spojrzenie napotkało parę przeszywających srebrnoszarych oczu.

Nowy patrzył centralnie na niego. Ten, chcąc okazać mu swoją władzę, przesłał mu jedno z opracowanych przez niego min. Tym razem był to numer 21- uśmiech pełen wyższości i kpiny oraz chłodne oczy w zestawie. I frytki do tego. Damon, o dziwo, spojrzał na niego z rozbawieniem.

-Cześć, Damon- zaszczebiotała swoim nosowym, niewyraźnym głosem, przeciągając sylaby, jedna z czarownic. Zabrzmiało to jakby mówiła 'czeeejsici Dejmiiijąąąąłn'.- Jestem Pansy Parkinson. Siądź sobie tutaj obok mnie- uśmiechnęła się, w jej mniemaniu słodko i uwodzicielsko, wskazując na wolne miejsce obok siebie, z którego chwilę wcześniej zrzuciła jakąś małą dziewczynkę.

-Nie, dzięki może później. Przesuń się trochę- zwrócił się chłopak do Draco i wcisnął się w miejsce obok niego. Ten uniósł wysoko lewą brew i skrzyżował ręce na piersi. To oznaczało tylko jedno- zaraz miało się wydarzyć coś niemiłego. Wszyscy w zasięgu kilku miejsc już wiedzieli, że Damon bardzo się naraził Księciu Slytherinu.

-Przesunąłeś mnie, nowy- Draco zaznaczył ostatnie słowo i mrużąc niebezpiecznie oczy.

-Nie sądzę- powiedział dobitnie Damon, wwiercając się swoimi węglowymi tęczówkami w te srebrnoszare.

Nie mógł w to uwierzyć. Ten facet o srebrnych włosach i oczach był na niego odporny. Nie mógł mu czytać w myślach, zmusić do podjęcia decyzji. Coś tu było nie halo. On był nie halo. Jako że Damon jadł niecałe pół godziny wcześniej jakiegoś czarodzieja z miasteczka, niemożliwe było, żeby na takiego chłystka zabrakło mu siły. Penseta, Pasza czy jak ona się tam nazywała, próbowała odciągnąć uwagę bruneta od Draco, ale ten nieugięcie wpatrywał się w niego. W końcu zniecierpliwiona dziewczyna ochlapała go „niespecjalnie" swoim sokiem z dyni. To zwróciło uwagę chłopaka, który zmierzył ją dobrze ukrytym za maską znudzenia zirytowanym wzrokiem, po czym wysuszył zaklęciem swój mokry podkoszulek, przyklejony obecnie do jego umięśnionego torsu, na widok czego połowa dziewcząt zdawała się nagle oślinić.

„O rety, rety,"- usłyszał myśli nachalnej Pensety.-"ja mu się totalnie podobam. Milicenta zwiędnie z zazdrości jak jej powiem. Tylko co ja włożę na naszą randkę, kiedy już mnie zaprosi? Może ta fioletowa, z takimi śmiesznymi błyszczącymi, no... jak to się nazywało... cekinami? O! O! Albo lepiej tą szmaragdową. Chociaż może nie, bo ona zakrywa... a gdyby tak..."- Damon jak najszybciej odciął się od jej mózgu- taki natłok piskliwych, sukienkowych myśli powinien być według niego ocenzurowany. Od tego uszy aż bolą, chociaż to nie nimi słuchał tego wywodu.

Chłopak postanowił pomyśleć o ważniejszych sprawach- na przykład, jakim cudem ten maminsynek umiał opierać się jego mocom. Nie możliwe żeby to była sprawa oklumencji Każdy wampir potrafił przedostać się przez bariery umysłu- nie ważne czy chronionych przez magię czy nie. Damon ponownie rzucił okiem na blondyna. Ten zdawał się być pogrążony głęboko w myślach. Dziabał w swojej jajecznicy ze znudzonym wyrazem twarzy przytakując co jakiś czas temu, co mówił jakiś murzyn. Wtedy brunet postanowił coś sobie. Zamierzał odkryć tajemnicę chłopaka, albo nie nazywał się Damon Salvatore.

Draco myślał. Ciężko myślał. Czuł jakby para leciała mu z uszu. Przez całą kolację nie mógł pozbyć się wrażenia, że coś jest nie tak. Że nic już nie będzie takie samo. Wydawało mu się jakby ktoś chciał mu się dostać do głowy. To go niepokoiło. Miał takie nieprzyjemne wrażenie od czasu. Kiedy nowy pierwszy raz spojrzał na niego. To tak jakby jakaś czarna, nieznana mu magia emitowała od chłopaka.

Kiedy blondyn wstał od stołu, nijaki Damon też się podniósł. Draco uniósł brew.

-Jakiś problem?- spytał znudzonym głosem. Włoch pokręcił powoli głową.

-Nie, żaden. Chciałbym tylko trafić do pokoju, mój drogi przyjacielu- chłopak uśmiechnął się wyzywająco, podkreślając ostatni zwrot.

-Ach, oczywiście, mój drogi nowy. Mogę ci pokazać szkołę i jej zasady- Draco uśmiechnął się z wyższością.- Lekcja pierwsza: NIGDY, ale to nigdy nie zwracaj się do mnie per przyjacielu- nagle cała Wielka Sala zdawała się zamilknąć, gdyż każda para oczu przyglądała się nowemu szkolnemu skandalowi.

-Ktoś tu ma cięty język, nieprawdaż? Ciekawe, czy prawdą jest to wasze angielskie powiedzenie, mocny w gębie, mięczak w walce?- w sali dało się słyszeć kilka parsknięć śmiechem i chichotów, głównie ze strony stołu Gryfonów.

-W twoim przypadku się zgadza- odrzekł lodowato blondyn, po czym gwałtownie obrócił się na pięcie i pomaszerował dumnie w stronę drzwi, wiedząc, że wygrał swoją małą walkę. Zatrzymał się dopiero przy samym wyjściu.- Idziesz czy nie?

Damon wstał i wolnym krokiem podszedł do chłopaka, po czym oboje odeszli, trzaskając głośno drzwiami.

Kiedy w cichej dotąd sali nie dało się już usłyszeć ich kroków, od razu wybuchły podniecone szepty. Dwie szóstoklasistki z Ravenclawu plotkowały o tym, co zaszło.

-A widziałaś jaką Malfoy wtedy strzelił minę? Ona była normalnie cudowna!- powiedziała entuzjastycznie jedna z nich.

-Ale ty chyba nie widziałaś uśmiechu, który posłał mu potem Damon. On jest świetny. Mam nadzieję, że pokaże w końcu Malfoyowi, gdzie jego miejsce- odpowiedziała jej rozmarzona przyjaciółka.

-Zgłupiałaś? Draco jest trzy razy przystojniejszy- te oczy, te włosy, to ciało- zaczęła wyliczać dziewczyna.- A poza tym Król Slytherinu jest tylko jeden. I zapewniam cię, że nie chodzi mi o Nowego- dodała z przebiegłym uśmiechem.

Na drugim końcu sali Złota Trójka Gryffindoru również dyskutowała o zajściu. Ron zajadał się parówką, plując przy tym dookoła, kiedy mówił.

-Pfiefie fo? Mapfoy fwonfu wofanie wa ffoje- wymamrotał z pełnymi ustami. Pozostała dwójka posłała mu zirytowane spojrzenie.

-Przeżuj i połknij zanim coś powiesz, Ronald. Ile razy mam ci to powtarzać?- spytała swoim pouczającym głosem Hermiona. Kiedy chłopak pogryzł dokładnie jedzenie i przełknął je, odchrząknął i powtórzył to, co wcześniej próbował przekazać.

-Wiecie co? Malfoy w końcu zostanie za swoje- powiedział z zadowolonym wyrazem twarzy.

-Nie byłabym taka pewna na twoim miejscu. O Draco można powiedzieć wiele rzeczy, ale na pewno nie to, że da się podporządkować nowemu uczniowi, kim on by nie był- odrzekła Hermiona.

-Nie, no coś ty. Ten nowy, mimo że Ślizgon, to naprawdę ma klasę. Nigdy nie myślałem, że zobaczę Ślizgona z klasą- powiedział rudzielec, nabijając z zamyśleniem kolejną parówkę na widelec.- Świat się kończy- dodał sarkastycznie.

-Wiesz co, Ron? Hermiona ma trochę racji. Nigdy nie wolno ignorować Malfoya. On nie da z siebie zrobić durnia- wtrącił się Harry.- Nie wiem, jak to się rozwiąże, ale jedno jest pewne. To będzie walka na szczycie.