Between the devil and the deep blue sea – wersja polska


Disclaimer: Nie posiadam praw autorskich do prac, które zainspirowały to opowiadanie. Bohaterowie, etc. należą do L.J. Smith i do Producentów serialu "Vampire Diaries" - "Pamiętniki Wampirów"
Jestem jedynie autorką swoich własnych, oryginalnych bohaterów.


CZĘŚĆ V

DARK SIDE


Soundtrack rozdziału:

Kelly Clarkson – Dark Side

Kelly Clarkson – Cry

Christina Aguilera – Fighter

Kelly Clarkson – Behind These Hazel Eyes

Katy Perry – Wide Awake

Katy Perry – Roar

Orianthi – According To You

Ellie Goulding – Burn

Sugarland – Little Miss

Alex Hepburn – Miss Misery

NONONO – Pumpin' Blood

Daft Punk – Get Lucky

James Morrison, Jessie J – Up

Shakira – Gypsy

Gotye feat. Kimbra – Somebody I Used To Know

Radiohead/Glee Cast – Creep

Glee Cast – Barely Breathing

Glee Cast – Cough Syrup

Paula Abdul/Glee Cast – Cold Hearted

Glee Cast (Rent) – Take Me or Leave Me

Glee Cast (Grease) – There Are Worst Things I Could Do

Gloriana – You Said

the JaneDear Girls – Good Girls Gone Bad

Avril Lavigne – Falling Down

Imagine Dragons – Radioactive

Imagine Dragons – Demons


Wszyscy usłyszeliśmy, jak Finn uprzedził matkę, że się zbliżamy. Dlatego Mikaelsonowie ruszyli przodem, a ja skręciłam, by zajść ich z drugiej strony. Na ich widok Esther odezwała się pozornie spokojnym głosem:

– Moi synowie… Chodźcie bliżej.

Całą swoją uwagę skupiłam na niej. Widziałam w jej oczach pomieszanie strachu z determinacją i odrazą. Mogła próbować odgrywać przed nimi najlepszą matkę stulecia, ale ja wiedziałam, jakim była potworem w rzeczywistości. Ze szkodą dla siebie samej, zadarła z niewłaściwą Pierwotną.

Wieczny maminsynek, Finn, kazał się mamusi odsunąć, bo próbował ją chronić, ona jednak go zapewniła, że żaden z jej pozostałych synów nie będzie mógł wejść do przygotowanego przez nią pentagramu.

Bardzo mi się spodobał następujący po tym komentarz Kola:

– Po prostu uroczo. My utknęliśmy tu, podczas gdy twój ulubiony synalek robi za ofiarną owieczkę. Jakiż jesteś żałosny, Finn.

Esther rozdrażniła mnie, gdy go uciszyła twierdzeniem, że to „święty Finn" zna cnoty, których Kol nie mógłby sobie nawet wyobrazić. Czyli co? Beznadziejną głupotę?

Elijah próbował przemówić matce do rozumu:

– Cokolwiek sobie o nas myślisz, zabicie własnych dzieci byłoby zwykłym okrucieństwem.

Aż się zagotowałam, gdy usłyszałam beznamiętną odpowiedź Esther:

– Żałuję tylko, że nie pozwoliłam wam umrzeć tysiąc lat temu…

Wtedy Klaus mruknął coś o tym, że już go nudzi ta gadka – czemu wcale się nie dziwiłam. Oprócz tego jednak dodał:

– Skończ to teraz, matko, albo znów wyślę cię do piekła.

Czarownica jednak nie miała zamiaru przestać wylewać z siebie jadu:

– Przez tysiąc lat byłam zmuszona cię obserwować, czuć ból wszystkich twoich ofiar, kiedy przelewałeś ich krew. – Klaus mimo wszystko milczał, za to Esther przeniosła swoją uwagę na Elijah. – Nawet ty, ze swoją szlachetnością, nie jesteś od niego lepszy.

Och, tym stwierdzeniem mnie po prostu wkurzyła. Miała czelność czepiać się Elijah?! Przecież jeśli ktokolwiek w tej rodzinie miał jakiekolwiek poczucie honoru, to właśnie on!

Czarownicy jednak jeszcze było mało.

– Wszyscy jesteście przekleństwem tej ziemi, rozciągającym się przez pokolenia. Jeśli przyszliście błagać o życie, przykro mi. Tracicie czas.

Wiedziałam, że w tym samym czasie Salvatore'owie polują na obie czarownice Bennett, więc mam mało czasu, by sprawdzić teorię, którą wcześniej podzieliłam się z Elijah.

Ponieważ i Finn, i Esther byli skupieni na pozostałych Mikaelsonach, zaszłam ich od tyłu i, wiele ryzykując, wkroczyłam na ziemię, którą czarownica oznaczyła znakiem pentagramu. Tak jak myślałam, ponieważ stanowiłam jedną z części zaklęcia, nie miałam z tym żadnego problemu.

Wiedźma nie spodziewała się mnie, kiedy stanęłam tuż za jej plecami i z rękoma założonymi na piersi spytałam z wyzwaniem w głosie:

– Jesteś tego pewna?

Odwróciła się, zaskoczona, a ja wiedziałam, że ze swoim planem muszę się zmieścić w ułamku sekundy. Cały czas patrzyłam prosto w oczy Elijah, bo czułam, że jeśli przerwę z nim kontakt wzrokowy, nie odważę się tego zrobić. Dopadłam do Finna i jednym ruchem ręki skręciłam mu kark, by w ten sposób uniemożliwić Esther zabicie go za pomocą magii w trakcie pełni.

Gdy tylko bezwładne ciało Pierwotnego upadło do moich stóp, mnie samą ogarnęła ciemność.


Damon wykonał to, co do niego należało i zaraz na własne oczy widział z daleka, jak z pentagramu znika Esther, trzymając za rękę ciało swego ulubionego syna, Finna. Kiedy spojrzał na zegarek, zorientował się, że – tak, jak miał w planach – spóźnił się. Zaklęcie powinno mimo wszystko dojść do skutku.

A jednak, Elijah i Kol stali wokół miejsca rytuału i wyglądali, jakby nie mogli w coś uwierzyć. Gdy podszedł bliżej, ujrzał leżącego niedaleko od nich Klausa, a na samym środku pentagramu… nieprzytomną Martę.

Ta jego część, która mimo jej zdrady wciąż żywiła do niej uczucia, kazała mu biec do niej i upewnić się, czy dziewczyna obudzi się z powrotem i będzie bezpieczna. Powstrzymał się jednak i zamiast tego obserwował, jak Elijah wchodzi do magicznego kręgu i zaraz znalazł się już przy niej. Widział, jak Mikaelson z ogromną delikatnością odsunął włosy, które zakryły jej twarz w trakcie upadku.

Już w tym momencie przypomniał sobie dokładnie, dlaczego zawsze czuł tę niewyjaśnioną zawiść do najstarszego Pierwotnego. Na pierwszy rzut oka było widać, że sukinsyn jest zakochany w Marcie.

Drań coś próbował jeszcze zrobić, ale nagle odsunął się gwałtownie, ponieważ w bezwładnym ciele Marty coś nagle trzasnęło – na tyle głośno, że i Damon świetnie to słyszał.

Oczom swym nie mógł uwierzyć, kiedy ciało tymczasowo martwej dziewczyny zaczęło samo z siebie wyginać się pod dziwnymi kątami, jakby łamały jej się wszystkie kości. Natomiast chwilę później… na miejscu, w którym wcześniej była Marta, leżało truchło… białego wilka. Natomiast tam, gdzie wcześniej był Klaus, stał drugi zwierz – wielki, popielatej maści. Zamiast zaatakować wampiry lub uciec, czekał, jakby zastanawiał się, co zrobią.

Zanim jego umysł zdołał przetworzyć to, co zarejestrowały jego oczy, Elijah wziął w ramiona martwego białego wilka i zebrał ubrania wokół niego. Zaraz także zniknął, razem ze swoim bratem i drugim zwierzęciem.

Damon przez dłuższy czas stał tylko, jakby wrośnięty w ziemię. Tak znalazł go Stefan.

– Udało się przechytrzyć Pierwotnych? Mamy ich z głowy?

Starszemu z braci udało się wtedy pokręcić głową i wreszcie wydobyć z siebie głos.

– Obawiam się, braciszku, że chyba to jednak Pierwotni znów przechytrzyli nas…


Następnego ranka

Kiedy się obudziłam, bolały mnie wszystkie kości i miałam wrażenie, jakby przejechał mnie czołg. Tak z dziesięć razy. Przetarłam oczy i otworzyłam je, by zaraz znów zamknąć, ponieważ poraziło mnie światło słoneczne z odsłoniętego okna po mojej prawej stronie. Zaraz jednak znów spróbowałam, świadoma, że zaraz się przecież przyzwyczaję.

Bardzo powoli uniosłam się na łokciach i wtedy właśnie zorientowałam się, że nie mam ani swojej bransoletki, ani pierścionka z lapis lazuli, które chroniły mnie przed spaleniem na słońcu. A mimo to, chociaż słońce wyraźnie świeciło na moje odsłonięte przedramiona, nic się nie działo.

Zdezorientowana, rozejrzałam się dookoła, by zdać sobie sprawę, że znajduję się w jakiejś obcej, wielkiej sypialni, urządzonej bardzo luksusowo, a jednak gustownie, z wyczuciem smaku, w najróżniejszych odcieniach turkusu złamanego kością słoniową. Najpierw mój umysł przyjął to wszystko, bym dopiero po chwili się zorientowała, że leżę na wielkim, wysokim, bardzo wygodnym łożu queen size, pod pościelą z egipskiej bawełny… całkiem naga.

Zaraz przycisnęłam do piersi przykrycie i całkiem usiadłam na łóżku, próbując sobie przypomnieć wydarzenia minionego wieczora. Spisek Esther… Odrzucenie Damona… Rozmowa z Caroline… Starcie z Pierwotną Czarownicą i moje skręcenie karku Finna, a potem… ciemność.

Zastanawiałam się właśnie, czy nie powinnam poszukać czegoś do ubrania i wstać, by dowiedzieć się, gdzie w ogóle jestem, kiedy w drzwiach sypialni stanął… Elijah. Na mój widok uśmiechnął się lekko i powiedział:

– Dzień dobry. Dobrze, że już się obudziłaś, zaczynaliśmy się martwić… Mogę wejść?

Przytaknęłam i odwzajemniłam jego uśmiech, ale przy tym poprawiłam swoje okrycie, nadzwyczaj w tym momencie świadoma swej nagości pod nim. Postanowiłam jednak odłożyć pytania w tej sprawie na później i zacząć od podstawowych kwestii.

– Dzień dobry. Mógłbyś mi powiedzieć, gdzie jestem?

Elijah wszedł do pokoju i z gracją usiadł na jednym z kremowych foteli, które stały niedaleko wejścia.

– Jesteś w naszym domu, w sypialni, którą Niklaus już przy budowie wyznaczył na twoją własną.

No dobra… Wcale, ale to wcale nie było to dziwne… Ale wciąż nie to było najważniejsze, skoro już wiedziałam, że jestem bezpieczna.

– Co się stało wczoraj, kiedy ja… – Bardzo zależało mi na wypełnieniu tej luki, ale nie mogłam się zmusić, żeby wypowiedzieć te słowa.

Mikaelson zdawał się to rozumieć, ponieważ zaraz mi wyjaśnił:

– Twoja teoria się sprawdziła. Jako jeden z niezbędnych elementów zaklęcia mogłaś wkroczyć do magicznego kręgu Esther i wykorzystałaś element zaskoczenia, by skręcić kark Finnowi i w ten sposób pozbawić go tymczasowo życia. Ponieważ rzeczywiście byliście z nim z Niklausem połączeni, ten ruch doprowadził i jego i ciebie do utraty przytomności. Dzięki temu Esther nie mogła dokończyć zaklęcia i Salvatore'owie zdążyli przerwać jej połączenie z rodem Bennett. Zaraz potem… Pierwotna Czarownica zniknęła, zabierając ze sobą Finna. Natomiast, jeśli chodzi o ciebie, to skręcenie karku wampirowi spowodowało, że… wciąż nieprzytomna, przeszłaś ostateczną przemianę w Pierwotną Hybrydę. Niklaus wtedy także przemienił się w wilka, ale był już świadomy. Ciebie natomiast przywieźliśmy z Kolem do domu i przyniosłem cię tutaj i przykryłem okryciem, wciąż jeszcze w formie wilka.

Cóż, w ten sposób Elijah bardzo subtelnie dał mi do zrozumienia, że dla poszanowania mojej prywatności przyniósł mnie tutaj i przykrył, zanim wróciłam do ludzkiej postaci i zrobiłam się naga jak mnie Pan Bóg stworzył.

– Ale nie udało się na dobre pozbyć Esther? – Już spokojna, by zmienić temat, spytałam, chociaż spodziewałam się, jaka będzie odpowiedź.

Pokręcił ze smutkiem głową.

– Niestety, w dodatku wciąż jesteście z Finnem połączeni, więc nie jest wykluczone, że… ona znów spróbuje się was pozbyć. Nawet jeśli nie może już nic zrobić nam, sądzę, że ostatecznie zadowoli się śmiercią Niklausa. Niestety, wiązałoby się to również z…

Nie musiał kończyć. Skinęłam głową, by dać mu do zrozumienia, że wiem, co chce powiedzieć.

Widziałam w przeszywającym spojrzeniu jego czekoladowych oczu, że coś chciał jeszcze powiedzieć, ale nie dano mu do tego okazji. Chwilę później do pokoju, jak burza, wpadła Rebekah, po drodze rzucając na podłogę naręcze toreb i dwie duże walizki, które ciągnęła za sobą.

– Em! No nareszcie cię ocknęłaś! Już się baliśmy, że Esther coś ci na odległość zrobiła i że się wcale nie obudzisz!

Wyściskała mnie przy tym mocno, przez co znalazłam się w poważnym niebezpieczeństwie tego, że moje prowizoryczne okrycie opadnie i nagle znajdę się naga od pasa w górę na oczach najstarszego Mikaelsona.

Bex chyba też sobie to w końcu uświadomiła, bo zmierzyła mnie wzrokiem i zaraz w jej oczach zobaczyłam, jak bardzo jest z siebie zadowolona.

– Jak byłaś nieprzytomna, to, z pomocą Stefana, razem z Wampirzą Barbie udało mi się zebrać z domu Salvatore'ów wszystkie twoje rzeczy!

W tym momencie od drzwi usłyszałyśmy głos mojej drugiej przyjaciółki:

– Hej, ja tu jestem!

Kiedy zerknęłam na Caroline, posyłała właśnie Bekah spojrzenie spode łba. Zaraz jednak także do mnie doskoczyła i mnie przytuliła, by zaraz się odsunąć i dodać:

– Nie musisz tam wracać i nie narazisz się na ryzyko natknięcia się na tego cholernego sukinsyna.

Wtedy zauważyłam, że Elijah stoi już w drzwiach i z wyraźnym rozbawieniem spogląda na nas trzy.

– Wygląda na to, że nie jestem tu teraz potrzebny. Zostawiam cię, droga Marto, w dobrych rękach…

Zanim wyszedł, bezgłośnie mu jeszcze podziękowałam za wszystko. Zaraz jednak się zorientowałam, że obie moje przyjaciółki siedzą po dwóch stronach łóżka i przyglądają mi się z niepokojem.

– Jak się czujesz? – spytała Care.

Zastanawiałam się, ile wiedzą, ale wtedy Rebekah uprzedziła moje pytanie.

– Elijah nam dokładnie opowiedział, co się wczoraj stało… Jak przeszłaś ostateczną przemianę, bo udało ci się przeszkodzić Esther w zaklęciu.

Zorientowałam się, że nie tylko Elijah, ale także Rebekah wyraźnie unikała nazywania Pierwotnej Czarownicy określeniem „matka". Podejrzewałam, że po tym, co im chciała zrobić, uznali, że zwyczajnie na to nie zasługuje. I bardzo dobrze.

Skinęłam głową, wciąż oszołomiona z tego powodu. Właściwie czułam, jak moje ciało samo się regeneruje, jak ból, który czułam od razu po przebudzeniu, praktycznie zniknął, zdecydowanie szybciej, niż zwykle.

– Nie wiem, jak to nazwać… Z jednej strony czuję się wręcz wyczerpana, a z drugiej… przepełnia mnie energia. Wciąż chyba to jednak do mnie nie dotarło…

I tak znalazłam się w głębokim szoku dopiero w momencie, kiedy zauważyłam, jak moje przyjaciółki wymieniają porozumiewawcze spojrzenia. Od kiedy to miały jakieś tajemnice przede mną? To znaczy, od kiedy miały jakieś WSPÓLNE tajemnice? Przecież jedna nie trawiła drugiej, z wzajemnością…

– W takim razie, obie uznałyśmy, że należy nam się babski wieczór! Z jednej strony po to, żeby zapomnieć o wszystkich naszych problemach, a z drugiej – żeby świętować nowy etap w twoim życiu! – Uśmiech, jaki posłała mi przy tym Bex, był zaraźliwy.

Caroline natomiast przez chwilę rozglądała się po torbach, które obie przytargały do pokoju i na mój widok porozrzucały po podłodze.

– I nawet, wyobraź sobie, w twoich ciuchach znalazłam dzisiaj idealny strój dla ciebie na to świętowanie…

Chwilę grzebała w bagażach, aż wyciągnęła jedne z moich ostatnich zakupów: jeszcze nienoszone, śliczne czarne sandałki na piętnastocentymetrowej szpilce od Louboutina i, także czarną, plecioną sukienkę Balmain – mini, bez pleców, za to zapinaną na szyi.

Wiedziałam, że jak te dwie na coś się uprą, to nie ma zmiłuj, więc tylko wyszczerzyłam zęby w uśmiechu i odpowiedziałam:

– Zgoda, jedziemy dzisiaj, ale najpierw muszę znaleźć coś normalnego do ubrania, bo skoro przywiozłyście moje ciuchy, nie mam zamiaru paradować przez cały dzień owinięta tylko w kołdrę.

Moje obie blond przyjaciółki roześmiały się na to i zaraz pomogły mi znaleźć wśród przyniesionych przez nie rzeczy nie tylko bieliznę, ale także pozostałe części garderoby.

Rebekah zapewniła mnie, że rzeczywiście ten pokój jest dla mnie, a także szybko ucięła moje protesty, bym może jednak poszukała sobie jakiegoś innego lokum. Wiedziałyśmy, że do domu, w którym mieszka Damon, nie wrócę na pewno.

Dlatego też, kwadrans później, w bieliźnie i owinięta prześcieradłem jak grecką togą, razem z dziewczynami umieszczałam wszystkie swoje ubrania w garderobie – marzeniu każdej kobiety. Było w niej miejsce na wszystko, dużo przestrzeni, a przy tym jeszcze – mnóstwo specjalnych półek na buty! Oddzielnie biżuteria, oddzielnie koszule na wieszak, w innym miejscu jeansy, gdzie indziej spodnie z materiału, a do tego mnóstwo wieszaków na sukienki…

Gdy wreszcie skończyłyśmy, we trzy oparłyśmy się o zamknięte drzwi i odetchnęłyśmy z ulgą.

– No dobrze, etap terapii ubraniowej mamy za sobą, przyszedł chyba czas na zakupy! – Caroline, jak zwykle świetnie zorganizowana, odhaczyła punkt na liście w swoim dużym notatniku. Wcześniej odłożyła go na biurko, na którym już umieściłam wszystkie swoje elektroniczne gadżety. Mój MacBook Pro już nawet został połączony z zastrzeżonym Wi-Fi Mikaelsonów.

W trakcie uzupełniania garderoby, Rebekah opowiedziała nam o swoim odkryciu związanym z białym dębem. Jak się okazało, mimo tego, że spalili jego wszystkie pozostałości tysiąc lat temu, w przedziwny sposób trzysta lat później ponownie wyrósł na terenie Mystic Falls.

Ponieważ jednak był to dzień terapii, a nie rozwiązywania wszystkich problemów tego świata, uznałyśmy, że czas na poszukiwania tego dębu możemy zacząć jutro. Przecież i tak tylko my o nim wiedzieliśmy.

W trakcie przekładania rzeczy do szafy, znalazłam idealny strój na ten dzień. Do prostych, cielistych Louboutinów na szpilce włożyłam klasyczne czarne, wąskie jeansy, a do nich luźny biały t-shirt, którego napis idealnie ilustrował mój aktualny nastrój: „I Won't Cry For You, My Mascara's Too Expensive".

Przypomniało mi się, jak go kiedyś kupiłam, a potem zupełnie o nim zapomniałam. Cóż, doczekał się wreszcie. Doskonale wyrażał to, co chciałabym przekazać pewnemu dupkowi.

Uwinęłyśmy się ze wszystkim na tyle szybko, że kiedy spojrzałam na zegarek, jak skończyłyśmy, dopiero zbliżało się południe. Zabrałam jeszcze tylko swoją czarną torbę od Michaela Korsa z poprzedniego wieczoru i mogłyśmy ruszać do Richmond na śniadanio-obiad, zakupy i do klubu.

Musiałyśmy niestety opóźnić trochę wyjazd, ponieważ, kiedy wyszłyśmy na podjazd przed głównym wyjściem, na jego końcu stał Damon, oparty o swój samochód.

– Em, jeśli chcesz, możemy mu skopać tyłek tu i teraz… – usłyszałam obok siebie szept Caroline.

– Albo lepiej, wydrapmy mu oczy, zanim wróci do siebie będzie cierpiał jak jeszcze nigdy w życiu… – Rebekah, najwyraźniej doświadczona w torturowaniu innych, przedstawiła swój plan.

– Poczekajcie… – Założyłam ręce na piersi i postanowiłam zachować spokój, przynajmniej pozornie. Na tortury jeszcze miałyśmy czas…

– Proszę, proszę, nie dasz rady stawić mi czoła sama? Poszczujesz mnie swoimi Wampirzymi Barbie? – kpina i lekceważący ton Salvatore'a wyrwała mnie z tych jakże przyjemnych rozmyślań.

On nie wiedział, z kim właśnie zadarł. Nie zdawał sobie sprawy z tego, kim teraz byłam, jak byłam silna… Jak wielką krzywdę mogłabym sama mu wyrządzić…

Jakby nigdy nic, ruszyłam podjazdem prosto do niego, ignorując protesty przyjaciółek. Szłam zdecydowanym krokiem i wiedziałam, że promieniuje ode mnie pewność siebie. Kiedy byłam może z dziesięć kroków od niego, zatrzymałam się, rzucając mu wyzywające spojrzenie. Nie zamierzałam się odzywać, dopóki sam nie przyzna się, czemu w ogóle się do mnie pofatygował.

Czułam, jak lustruje mnie od stóp do głów. Wreszcie zauważył coś, co mógł skomentować.

– Po twoim t-shircie i braku biżuterii ode mnie widzę, że już zupełnie o mnie zapomniałaś… – Czyżbym słyszała rozdrażnienie w jego głosie? – Ciekaw jestem, skąd ci wytrzasnęli tak szybko nowe ozdóbki na chodzenie w ciągu dnia. I gdzie one są?

Nie zamierzałam przecież przyznawać się, że wcale ich nie potrzebowałam.

– To chyba nie jest już twoja sprawa. – odpowiedziałam głosem wręcz ociekającym jadem. – Czego chcesz?

Zmrużył oczy, jakby zastanawiał się, co może powiedzieć, a co nie. Wreszcie się jednak zdecydował.

– Wiesz, zabawna rzecz wydarzyła się wczoraj. W jednej chwili widziałem w pentagramie ciebie, wyraźnie martwą, a chwilę później, jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki, był tam martwy biały wilk. A teraz stoisz tu ty, w pełni sił, jakby nigdy nic…

Uniosłam jedną brew. W co on pogrywał?

– To już chyba tak z nami jest. Skręcą nam kark, a niedługo budzimy się, właśnie „jak gdyby nigdy nic"…

– Ale nie stoimy później w pełnym słońcu, bez magicznego czegoś z lapis lazuli…

Wtedy zrozumiałam. Damon wiedział. A jeśli nie wiedział, to się domyślał. Wczoraj musiał być świadkiem mojej przemiany, dodał dwa do dwóch, no i wyszło mu cztery… Niedobrze.

Nie zamierzałam jednak tego dać po sobie poznać.

– A skąd wiesz, że nie mam jakiejś nowej biżuterii?

Wtedy to on wykonał kilka kroków w moją stronę, zdecydowanie tracąc cierpliwość. Świetnie. Wolałam, żeby to był on, a nie ja.

– A może po prostu ci cholerni Pierwotni postanowili ci się jakoś odwdzięczyć za tą akcję, którą odstawiłaś wczoraj? Pewnie zrobili jakieś hokus-pokus, abrakadabra i teraz możesz sobie chodzić po słońcu… Wiesz, że spieprzyłaś mój plan, żeby pozbyć się ich raz na zawsze?

Jaki plan?!

Nie wiedziałam, że powiedziałam to głośno, a on i tak podszedł jeszcze bliżej, a jego oczy rzucały w moją stronę błyskawice.

– A taki, że owszem, mieliśmy załatwić jedną z wiedźm Bennett, ale dopiero po tym, jak Pierwotna Mamuśka załatwi swoje dzieci z piekła rodem. Wtedy pozbylibyśmy się i jej, i nich, raz na zawsze. Przez ciebie wszystko się spieprzyło!

Och, byłam w pełni świadoma, że przeze mnie. I to bardziej nawet, niż mógłby się tego spodziewać. Nie mogłam powstrzymać lekkiego uśmiechu z satysfakcji.

– I nawet nie wiesz, jak bardzo się z tego cieszę…

Widziałam, jak wykrzywił usta, zdegustowany.

– Jesteś taka, jak oni. Nie, jesteś gorsza! Zepsuta do szpiku kości…

W tym momencie nie udało mi się powstrzymać i parsknęłam śmiechem.

– I kto to mówi! Znalazł się, świętoszek… Lista twoich ofiar jest pewnie dłuższa niż stąd na księżyc i z powrotem… Szczerze ci radzę, trzymaj się z daleka – ode mnie, od Pierwotnych, od Caroline. Inaczej pożałujesz.

Pełna godności, odwróciłam się i zaczęłam maszerować w stronę przyjaciółek, ale zatrzymały mnie jego kolejne słowa.

– Wiesz, Esther jeszcze gdzieś tam jest. A poza tym, i tak znajdę sposób na to, żeby pozbyć się Pierwotnych. Zrobię to boleśnie, najlepiej na twoich oczach. Zacznę od twojej przyjaciółeczki, głupiej Pierwotnej Barbie. Albo lepiej, od twojego kochasia, wiernego pieska, Elijah. Wygląda, jakby kij połknął, ciekawe, jak będzie wyglądał, kiedy tak będzie naprawdę…

Wtedy nie wytrzymałam. Odwróciłam się gwałtownie, po czym rzuciłam na Damona, wgniatając go w jego własny samochód tak, jakbym miała go nim właściwie przedziurawić. Mając jego twarz przed sobą, odsłoniłam obie pary swoich kłów i wtedy, kiedy spojrzał mi prosto w oczy, w jego błękitnych tęczówkach ujrzałam prawdziwe przerażenie. Teraz dopiero się dowiedział, kim jestem naprawdę.

Potwierdziłam jego najgorsze obawy. Z najbardziej okrutnym uśmiechem, na jaki było mnie stać, syknęłam.

– Oj tak, oczy cię nie mylą, wczoraj też nie myliły… Skręciłam kark Finnowi i trochę przy tym zyskałam… Pamiętasz tego białego wilka? Jeśli choć włos spadnie z głowy któremuś z Pierwotnych, ten wilk będzie cię prześladował nie tylko w twoich najgorszych koszmarach…

Potem się podniosłam, wciąż trzymając go za kołnierz jego skórzanej kurtki. Pobiegłam i rzuciłam go na drzewo, tak, że długi, wystający z niego sęk idealnie przebił na wylot wątrobę Damona.

Potem się odsunęłam, otrzepałam ręce i odwróciłam się do przyjaciółek, jeszcze tylko raz rzucając mu przez ramię nienawistne spojrzenie. Kiedy podeszłam do dziewczyn, uśmiechały się od ucha do ucha i aż zaczęły przez chwilę klaskać.

– Naprawdę, jestem pod wrażeniem, Em. – przyznała z uznaniem Rebekah. – Naprawdę masz potencjał.

Zaraz parsknęłam śmiechem, bo wszystkie dobrze wiedziałyśmy, o jakim potencjale mówiła. Chodziło jej, oczywiście, o tortury – można powiedzieć, że specjalność Pierwotnych.

Może kiedyś jeszcze się przyda…

– Świetnie, w takim razie, skoro załatwiłyśmy sprawę szkodników, to możemy wreszcie ruszać! – Caroline aż klasnęła z zadowolenia.

Do Richmond pojechałyśmy na dwa samochody – ja z Bekah w mustangu, a Caroline w swoim fordzie fieście. I tak byłyśmy świadome, że z klubu, choćbyśmy wyszły mocno wstawione, z wampirzą głową stan upojenia alkoholowego minąłby nam po jakichś trzydziestu minutach.

Zjadłyśmy obiad, z rozbawieniem wspominając miny coraz bardziej wściekłego Damona tego ranka i omawiając różne sposoby na torturowanie go, jeśli jeszcze z nami zadrze. Potem uroczo spędziłyśmy popołudnie na zakupach, by późnym wieczorem wreszcie ruszyć na podbój nocnych klubów.

XXX

Po północy bawiłyśmy się w najlepsze. Tańczyłyśmy, jakby jutra nie było, piłyśmy najlepsze drinki w nadzwyczajnych ilościach i bawiłyśmy się tak, jakby od tego zależało nasze życie. Nic nie zwiastowało nadchodzącej katastrofy.

Akurat tak się złożyło, że byłyśmy obok sceny, na której zespół na żywo grał najlepsze kawałki latino. Zaśmiewałyśmy się do łez, ponieważ próbowałyśmy nadążać przed instruktorem salsy, który pokazywał kroki, które pół parkietu naśladowało. Wtedy jednak, swoim nadzwyczajnym wilkołaczym słuchem, który dopiero co nabyłam, gdzieś w tej kakofonii dźwięków, śmiechów i rozmów usłyszałam desperacki krzyk kobiety.

Natychmiast całe moje ciało napięło się jak struna i zamarłam, nasłuchując uważnie, by rozpoznać, z którego kierunku dobiegł ten krzyk. Kiedy udało mi się to określić, jakiś szósty zmysł prowadził mnie między ocierającymi się o siebie ciałami, prosto do celu. Znalazłam się przy tylnym wyjściu z klubu i w ogóle się nie zastanawiając, otworzyłam je i wybiegłam na zewnątrz.

Rozejrzałam się dookoła. Znów ciemny zaułek. Czy te kobiety nie wiedziały, że wchodzenie w takie miejsca znaczyły mniej więcej tyle, co gdyby same się o to prosiły?

Początkowo niczego nie widziałam, ale kiedy przebiegłam kawałek i wyjrzałam za róg, widziałam, jak w ciemnym kącie, przy śmietniku, w najgorszym fetorze odchodów, ludzkich wymiocin i śmieci, chudy, niewysoki brunet szamotał się z drobną blondynką. Już miała porwaną spódnicę i naderwany top na ramiączkach, a ten oblech warczał jej coś do ucha i próbował zerwać jej biustonosz od przodu.

Od tego momentu władzę nade mną przejął instynkt. Pozwoliłam, by moje wampirze i wilkołacze rysy ujawniły się , dopadłam tego sukinsyna, oderwałam go od jego ofiary i przycisnęłam do ścianki śmietnika. Chciałam najpierw spojrzeć mu w oczy, by zobaczył na własne oczy swój najgorszy koszmar. Rzeczywiście był obrzydliwy i przypominał oślizgłego węża, ale w moich oczach wszystkie elementy zbieżne spowodowały, że z każdą chwilą coraz bardziej przypominał mi Damona. Ze zdwojoną siłą wrócił ten wielki gniew, który przepełniał mnie tego ranka, a jednocześnie ogarnęła mnie furia na samą myśl o tym, co ten sukinsyn zamierzał zrobić bezbronnej, przerażonej dziewczynie. Nie wahając się już ani chwili, z całej siły wbiłam kły w jego tętnicę szyjną.

Czułam, jak jego krew zaczyna przepływać przez całe moje ciało, jak wędruje po moim krwiobiegu… Napełniała mnie energią, jakąś dziwną mocą i świadomością, że mogę zrobić wszystko. Prawie czekałam na ten moment, kiedy wszystko zacznie mnie parzyć i dostanę szoku anafilaktycznego, ale nic takiego się nie wydarzyło.

Nim się obejrzałam, jego trup upadł u moich stóp. Widziałam puste oczy i twarz, skrzywioną w wyrazie krańcowego przerażenia. Ja to zrobiłam. Zabiłam człowieka…

Przez chwilę przepełniły mnie skrajne emocje. Zrobiłam to… Jak mogłam…

Wtedy jednak wściekłość, która wcale nie opadła, przemówiła mi do rozumu: musiałam to zrobić. W jego oczach widziałam, jak był zepsuty, zły do szpiku kości. Na nic nie zdałyby się moje próby jego resocjalizacji… Był zły i zasługiwał na karę… Zasługiwał…

Może powinnam żałować tego, co zrobiłam. Nie mogłam jednak w żaden sposób się do tego zmusić. Furia, która mnie ogarnęła, tylko się nasiliła, bo zdałam sobie sprawę z tego, że nie zdołam powstrzymać wszystkich drani, którzy zechcą krzywdzić innych…

Gdzieś, jakby z oddali, usłyszałam głosy, a kiedy rozejrzałam się dookoła, u wylotu uliczki ujrzałam Rebekah i Caroline, jakby wrośnięte w ziemię, wpatrujące się we mnie jak osłupiałe.

Już miałam coś im powiedzieć, kiedy poczułam, jak przenika mnie przeraźliwy ból. Kiedy, zdezorientowana, przyjrzałam się sobie, z przerażeniem zobaczyłam, jak moja ręka wygina się w nienaturalny sposób.

Kolejny ból przyszedł szybko i tak samo niespodziewanie, jak poprzedni. Potem tylko przez dłuższą chwilę wydawałam z siebie okrzyki i jęki, przypominające trochę wycie. Ból był niewyobrażalny, wręcz nie do opisania. Miałam wrażenie, że umieram po raz kolejny i kolejny… Aż nagle, po dłuższej chwili, wszystko ustało. Spojrzałam w dół, a zamiast rąk czy nóg ujrzałam… łapy, pokryte długą białą sierścią.

Stało się. Przeszłam przemianę – po raz pierwszy przytomna.

Spojrzałam na swoje przyjaciółki i ujrzałam przerażenie w ich oczach. Nic dziwnego. Miałam wrażenie, że wszystkie moje instynkty każą mi zaatakować, rozszarpać je na strzępy. Pokonałam to pragnienie resztką sił i ruszyłam pędem przed siebie, byle jak najdalej od nich, od pokusy, by je skrzywdzić, bo tego bym sobie nigdy nie wybaczyła.

Biegłam i biegłam, modląc się, by wreszcie znaleźć się poza miastem, by nie stanowić zagrożenia dla innych. Jednocześnie czułam się tak, jakbym nigdy wcześniej nie była taka.. wolna, swobodna. W pewnym momencie zaczęło mi się to nawet podobać.

Wreszcie znalazłam się w lesie, między drzewami. Świetnie. Zupełnie zapomniałam o Damonie, o złamanym sercu, o groźbach, Esther i o tym, że gdzieś tam jest biały dąb, który może doprowadzić do naszej zagłady.

Liczyło się tylko tu i teraz.

Wreszcie, wyczerpana, położyłam się pod drzewem i przymknęłam powieki, ciężko dysząc.

Jak teraz wrócić do domu?

Pomyślę o tym jutro.


Koniec Części Pierwszej
Sagi Drugiej Pierwotnej Hybrydy

Dalsze przygody Marty i jej przyjaciół stanowią treść serii miniatur zatytułowanej
Someone to Watch Over Me


Stroje Marty z tego rozdziału:

na moim profilu na Tumblrze: VeraDeDiamant

lub na Polyvore: veradediamant

Tytuły:
I Won't Cry Fro You

oraz

My Heart Is As Black As Night


xoxo

VeraDeDiamant