Madzik: Zapewniam, przyjemność po mojej stronie. Wielkie dzięki za następny komentarz. Jakbyś miała jakieś prośby czy zażalenia do pisz śmiało, opowiadanie jest na takim poziomie tworzenia, że mogę je dostosować jakby co. Stwierdziłam też, że poprzednim rozdziałom sporo brakowało, więc zamierzam pododawać części o których zapomniałam w pierwotnej wersji (na przykład urodziny chłopaków). Co nie zmienia faktu, że największe zmiany przejdą dwa pierwsze rozdziały, które chyba będę musiała zacząć od początku, bo ich poziom mnie załamuje. W każdym razie do zobaczenia!

Ammaviel


Mój miły Leo,

wieści o twoim wyzdrowieniu dotarły do mnie z opóźnieniem w związku z tym, że spędziliście ostatnie kilka tygodni na wsi i Donny nie miał jak do mnie napisać. Co nie zmienia faktu, że nawet nie wyobrażasz sobie jak wielką ulgę odczułam. Tak bardzo się cieszę, że jesteś cały i zdrowy! Te ostatnie tygodnie to była katorga, wiedzieć że jesteś ranny i nie móc być przy Tobie…nigdy już nie chcę tego przeżywać.

Z całego serca pragnę żebyś się do mnie odezwał… Strasznie chciałabym usłyszeć od Ciebie, że czujesz się już dobrze (i że między nami wszystko w porządku, ale to tylko moje marzenia). Brakuje mi naszych rozmów, brakuje mi twojej obecności…brakuje mi Ciebie. Gdybym była w domu dorwałabym Cię i zmusiła żebyś ze mną porozmawiał, ale tak…mogę tylko pytać o Ciebie w każdym liście do Dona i jego ustami prosić żebyś mi wybaczył i wziął udział w zbiorowej odpowiedzi.

Rozumiem czemu się ze mną nie kontaktujesz. Wiem, że miałeś nadzieję, że podejmę inną decyzję i mój wyjazd ubódł cię do żywego. I choć się do tego nie przyznasz, czuję, że za mną tęsknisz, tak samo jak ja tęsknię za Tobą.

Jestem zmęczona, Leo. Tak strasznie zmęczona. Już nie pamiętam kiedy się ostatnio wyspałam i głowę dam, że przez te kilka miesięcy schudłam ładnych parę kilo (głównie z nerwów, ale też dlatego że nie mam czasu jeść). Chwilami myślę sobie, że dłużej nie dam rady, że następnego dnia się złamię i rzucę to wszystko w diabły. W takich momentach planuję spakować się, kupić bilety na samolot i być w domu przed kolacją. Problem polega na tym, że nie mogę i wiem to. Po coś tu przyjechałam i gdybym się teraz poddałam to to pół roku poszłoby na marne. Dlatego tłumie swoje pragnienia i zmuszam się do uśmiechu. Co nie znaczy, że choćby na chwilę zapominam dlaczego to robię. Dla kogo.

Gdy wieczorem zamykam oczy widzę Twoją twarz i marzę o dniu, gdy znów ujrzę Cię na własne oczy. Brakuje mi Ciebie bardziej niż jestem w stanie to wyrazić i uwierz mi, zrobię wszystko by jak najszybciej do Ciebie wrócić (i do chłopaków, oczywiście). Tęsknię i myślę o Was stale.

Kocham.

Twoja,

May

PS.: Wiem, że tego nie przeczytasz, ale poczuję się lepiej, gdy to napiszę. Odezwij się, proszę. Jedno słowo od Ciebie, a rzucę tu wszystko i wrócę do domu.