Po tygodniowym treningu Naruto wiedział już kilka rzeczy na temat swoich łańcuchów.

Po pierwsze, łańcuchy wysuwał się na odległość wprostproporcjonalnom do ilości chakry. On sam umiał wysunąć łańcuch na 500 metrów, ale z tego co mówił Kurama przy regularnych treningach odległość ta powinna osiągnąć ponad kilometr w ciągu 3 miesięcy.

Po drugie, jeśli łańcuch nie był odpowiednio ściśnięty mógł odpaść od reszty, a ten fragment chakry z którego był łańcuch znikał i trzeba było czekać aż się zregeneruje lub używać pozostałej chakry.

Po trzecie, mógł spokojnie poruszać łańcuchami wedle własnej woli, ale im dłuższy łańcuch tym jest to trudniejsze.

Po czwarte, łańcuch mógł być wysuwany z każdego miejsca na ciele, ale im cieńsza była skóra i kości tym było to prostsze.

Po piąte, im szybciej wysuwał łańcuch tym trudniej było go z cisnąć i był kruchszy.

Piąty i trzeci punkt były dla niego najważniejsze. Codziennie ćwiczył szybkie wysuwanie łańcucha i kontrole nad nim gdyż jak twierdził szybkie wysunięcie i nagłe związanie nim przeciwnika będzie niespodziewane, a zaskoczenie przeciwnika to podstawa.


Sobotni ranek... normalni ludzie o tej porze w taki piękny dzień śpią do 12 jak po kacu silnym jak ZSRR w rozkwicie, ale nie nasz Uzumaki. Naruto wstał i jak to rano miał w zwyczaju pognał na pole treningowe gdzie zaczął, co? Morderczy trening.

Trenował dość długo. Dzięki genialnemu wyczuciu czasu wiedział dokładnie, że za kilka minut miał skończyć trening i wrócić do domu coś zjeść. Jako, że zaoszczędził trochę pieniędzy miał ochotę pójść na ramen.

Postanowił, że jeszcze raz wykona Chen no Jutsu* i się zbierać, ale przerwał mu Kurama

^Nie rób tego dzieciaku. Właśnie wyczułem, że ktoś się do nas zbliża. Kilka razy już czułem tę chakrę, ale było to zanim się z tobą skontaktowałem. Jest to mężczyzna i zapewne jounin. Lepiej mu nie pokazuj Chen no jutsu.^

^Sokka^

^Jest za tobą, na drzewie oddalonym od ciebie o 10 metrów w stronę północny-zachód na wysokości 4 metrów.^

^Arigato Kurama^ mruknął czerwonowłosy i zerwał połączenie. Dalej stojąc odwróconym wyjął kunai i zaczął celować w najbliższe drzewa. Co jakiś czas odwracał się, ale tylko na sekundę jakby i rzucał w inne drzewa. Po dwóch minutach wiedział dokładnie gdzie jest cel. Ostatnie 5 kuani posłał w stronę siedzącego na drzewie shinobi.

Po chwili dął się słyszeć dźwięk uderzania o siebie stali, a następnie z drzewa zeskoczył shinobi liścia. Na twarzy nosił maskę, a hai-ata zasłaniała mu lewe oko. Miał szare włosy, choć mężczyzna wyglądał na 26 lat, stojące do góry jakby miały gdzieś prawa grawitacji.

^Jakby Izaak Newton to widział to by stwierdził, że coś mu się pomyliło z tym twierdzeniem o grawitacji i cofnął by z programu nauczania wszystkie trzy zasady dynamiki^ mruknąłlis, a Naruto zaczął się zastanawiać czy na historii uczyli się o takim shinobi, bo jakoś sobie nikogo takiego nie przypominał.

- Chyba niezbyt dobrze ukryłem chakre skoro wyczuł mnie byle dzieciak z Akademii - mruknął nieznajomy - Jestem Kakashi Hatake.

- Naruto Uzumaki i nie jestem byle dzieciakiem.

- Widzę, że trenujesz - powiedział białowłosy ignorując stwierdzenie Uzumakiego.

- A co można robić na polu treningowym?

Kakashi parsknął cicho na to stwierdzenie.

- Jeśli chce pan tu potrenować to nie ma problemu, bo ja się będę zbierał, tylko zbiorę kuani.

- Oh, nie raczej nie. Tylko przechodziłem obok.

- Po drzewach? - brew Uzumakiego podniosła się do góry.

- Jak się ma tyle fanek co ja to jest to wygodniejsze - zażartował Kakashi, bo nawet jeśli dziewczyny do niego wzdychały to nie uganiały się za nim jak za np. Itachim Uchihą lub jego bratem.

Uzuamki parsknął na to stwierdzenie i ruszył w stronę Konohy.

- Czekaj, może pójdziemy razem. Umieram z głodu - mruknął jounin.

- Ja też. Ale w Ichiraku ramen serwują najlepszy ramen na świecie. Idziesz? - spytał i ze zdumieniem stwierdził, że mówią sobie na ty.

- Jasne - powiedział jounin, a sądząc po zamkniętym oku można było stwierdzić, że się uśmiecha.

Szli przez Konoha żywo rozmawiając na dość błahe tematy, bo Kakashi najwyraźniej uznał, że chłopak nie poradzi sobie z ambitniejszym tematem. Uzumaki dałby sobie radę z poważnymi sprawami, ale cieszyła go nawet taka rozmowa, bo mężczyzna był pierwszą osobą, która nie była do niego wrogo nastawiona.

W Ichiraku ramen Naruto zjadł 3 miski, a Kakashi zadowolił się jedną. Zapłacili za swoje porcje i opuścili 24 godzinną restaurację.

Czerwonowlosy natychmiast udał się na pole by potrenować, a Kakashi gdzieś zniknął.

^Kurama, myślisz, że znowu będzie tam siedział?^

^To możliwe, ale pewny być nie mogę. Pewnie bardziej ukryję chakrę. Na wszelki wypadek nie ćwicz Chen no jutsu. Jutro z samego rana zastawimy pułapki. To też dobry trening.^

^Sokka, arigato Kurama^


Po kolejnych 2 miesiącach Naruto bardzo zaprzyjaźnił się z Kakashim. Dodatkowo szarowłosy zaproponował mu wspólne treningi. Czerwonowłosy zaczął więc regularne sparingi z Hatake. Co prawda nie mógł pokonać jounina, ale ta forma treningu dawała szybkie rezultaty, a Kakashi przestał podglądać indywidualne treningi czerwonowłosego i nie dowiedział się jeszcze o łańcuchach. Dzięki lepszej kondycji, szybkości, kontroli chakry i sile nie padał już tak często ofiarą pobić.


Naruto wstał jak co rano. Była środa, a więc trzeba zbierać się do szkoły. Szybki prysznic put on clothes i idziemy.

Wyszedł z mieszkania nawet go nie zamykając, bo wszystko co było cenne: pieniądze i kabura z bronią, miał przy sobie. Udał się prosto do Akademii, ale skacząc po dachach domów przy odazji co jakiś czas robiąc salta lub inne akrobacje w ramach porannego treningu. Wszedł przez okno do klasy i usiadł w ławce.

Od razu zauważył wielkie poruszenie. Dziewczyny w kółeczkach gadały o czymś patrząc co jakiś czas na Sasuke. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że w ich wzroku widać było wielkie współczucie, a i rozmowy nie przerywały piski radości. Natomiast chłopaki co jakiś czas podchodzili do Sasuke i też mówili kilka słów po czym odchodzili.

Uzumaki wyłapał kilka słów: przykro mi, biedny Sasuke, masakra, klan, Uchiha. Czerwonowłosy spojrzał na Sasuke nie rozumiejąc co się dzieję. Jednak chłopak wyglądał na przygaszonego i zniechęconego do życia.

(ja wiem, że masakra była wcześniej, bo kiedy Saske ma 7-8 lat, a teraz ma 12, ale to jest ff, więc mam to gdzieś...)


Po zakończeniu lekcji krwawy demon pognał prosto do Kakashiego.

- Wiesz co się stało? - spytał - Nic nie rozumiem, ale coś się stało z rodziną Sasuke, a ja nie ogarniam, bo nie jestem na bierząco z tym co się dzieje w Konoha.

- Wczoraj jego brat, a mój były partner w ANBU (Kakashi powiedział Naruto o ANBU, bo nie zamierza tam wracać i dostanie niedługo drużynę geninów) Itachi Uchiha wybił cały jego klan. Przeżył tylko Sasuke. Aż dziw bierze, że przyszedł do szkoły. To musaił być dla niego szok i te pomordowane ciała. To nawet nie była masakra, to była rzeź... - Kakashi jeszcze coś mówił, ale Uzumaki już go nie słuchał.

^Masakra... Rzeź... Krew... Pomordowane ciała...^

Czerwonowłosy zerwał się ze swojego miejsca i pobiegł w stronę dzielnicy Uchiha. Za żółtymi taśmami z napisem Keep Out rozpoczynała się długa i poplątana jak labirynt ścieżka. Cała pokryta była szkarłatnobrązowymi plamami zaschniętej krwi, a kilka ciał właśnie zabierali lekarze i ANBU.

- Kami-sama... - szepnął - muszę znaleźć Sasuke.


Był już zachód słońca, a Naruto w dalszym ciągu szukał czarnowłosego. Gdy już stracił nadzieję i chciał iść do domu jeszcze raz postanowił podkraść się do dzielnicy Uchiha. W małym parku nad jeziorkiem na mini molo siedział czarnowłosy chłopak w niebieskim uniformie z herbem klanu na plecach.

Uzumaki cicho jak kot podkradł się od tyłu do bruneta i przysiadł obok na molo.

- Cześć - mruknął cicho.

- Taa... - odparł brunet.

- Słyszałem co się stało. Wiesz, że nigdy bym nie pomyślał, że Sasuke Uchiha przestanie... Ehh - westchnął głośno i położył się na mostku na plecach - nawet nie wiem jak to powiedzieć.

Sasuke spojrzał na niego i o dziwo delikatnie się uśmiechnął.

- Większość osób po stwierdzeniu "słyszałem co się stało" mówiło "bardzo mi przykro" - mruknął krzywiąc się. Nie lubił gdy mu się współczuło.

- Ale to bez sensu. To, że ktoś powie "bardzo mi przykro" nie zmieni nic w życiu osoby, której współczujemy. Zresztą nie dołuj się z takiego powodu, Sasuke. Mogło być gorzej.

- Co? "Mogło być gorzej"? Czy ty wiesz co to znaczy stracić całą rodzinę? Ba, cały klan i widzieć te wszystkie ciała?

^Zmienia mu się nastrój jak u jakiejś kobiety w ciąży^

^Dobrze powiedziane, dzieciaku^

- A skąd wiesz, że nie wiem?

- Bo... bo...

- No właśnie - mruknął - Mój klan został wybity podczas 3 wielkiej wojny shinobi 15 lat temu 3 lata przed moimi narodzinami. Przeżyli nieliczni, a i tak tylko dlatego, że uciekli podczas całego zamieszania. Moja matka przybyła do Konoha jeszcze jako mała dziewczynka, więc uniknęła rzezi, ale zmarła podczas ataku lisiego demona. W obecnej chwili jestem liderem mojego klanu, a właściwie byłem nim od urodzenia, bo wszyscy uciekinierzy byli z gałęzi, a ja jestem z rdzenia. A jako, że Uzumaki byli genialni w pieczęciach to zapieczętowali swoje dusze. W nocy czasami mnie nawiedzają i pokazują to wszystko. Możesz mi wiedzieć, że wiem co to znaczy masakra. Ciała bez rąk i nóg. Zwęglone, zmiażdżone, powieszone, utopione, poszatkowane szczątki... - przez cały czas gdy mówił był spokojny, a jego ton głosu brzmiał tak jakby mówił o pogodzie. Oczy Sasuke były teraz otwarte i ogromne jak orbita okołoziemska.

Po chwili czerwonowłosy wstał i ruszył do wyjścia z dzielnicy Uchiha.


*chen no jutsu (czyt. cen no dżutsu) - chen znaczy dos. łańcuch.