Rozdział 4 - Jak trudno jest być krajem


Dziś trochę o moim pięknym mieście(Łódź), międzymiastowym mobingu skupiającym się na biednym Piotrze i trudnych skutkach bycia państwem, a także miastem.


2 maja 2010 - Łódź (Plac Wolności) - 13:14

Od betonowych płytek odbiły się dźwięki ciężkiego obuwia. Przez Plac Wolności w Lodzi przeszedł młody chłopak. Miało on rysy twarzy bardzo podobne do Feliksa Łukasiewicza. Jego oczy były tylko trochę bardziej niebieskie od oczu przełożonego. Miał też dłuższe włosy, a przy grzywce widniało kilka czarnych farbowanych pasem. Ubrany był w ciemną koszulkę z logiem zespołu Iron Maden, skórzaną kurtkę z ćwiekami na ramionach, ciemne spodnie, wspomniane już wytarte glany z czerwoną i niebieską sznurówką. Na jednym ramieniu wisiał plecak z naszywkami. Na szyi wisiały słuchawki, których kabel ginął gdzieś w połach kurtki.

Piotr usiadł pod pomnikiem Kościuszki i zapalił papierosa. Miał dość. Po co Sawa go wzywała? To, że jest stolicą nie znaczy, że może go wzywać jakby pstrykała palcami. Zresztą kogo to obchodzi. Jutro jest 3 maja i powinien teraz obgadywać plany z burmistrzem.

- Piotruś! - usłyszał głos dziewczyny. Podniósł głowę i spojrzał na siostrę-stolicę.

- Mówiłem już 34 581 345 razy*, że to jest "Piotr" nie "Piotruś"! Jak ulica Piotrkowska! Najdłuższa w Polsce i Europie i żadna z twoich ulic się do niej nie umywa - mówiąc to wskazał na wylot ulicy przy placu.

- Oj przesadzasz. Nawet jak jest najdłuższa to nie masz turystów - zaśmiała się.

Łódź naburmuszył się i złożył ręce na piersi. Miał tego już dość. Nie dość, że ciągle go we wszystkim pomijają np. EURO 2012, to wykorzystują do czego chcą, zabierają młodych inwestorów i ciągle braknie mu środków na drogi i odnowę swojej ulicy. Dodatkowo wypominają mu, że turystów ma tyle ile Shreck tictak'ów.

- Ale to teraz nie ważne. Od katastrofy minął już prawie miesiąc, a Feliks i ja nie mamy czasu jeździć na spotkania UE, ONZ i NATO.

- A co ja mam z tym wspólnego.

- Wiesz, oto nadchodzi twój wielki dzień! Pojedziesz do Brukseli na spotkanie!

- Czemu ja? - zdziwił się. Niby fajnie i w ogóle, ale bardziej spodziewał się, że wybiorą do tego celu... np. Andrzeja (Poznań), albo pana-byłego-stolicę Mateusza (Kraków) czy np. Kristiana (Gdańsk). No i były też siostrzyczki Wrocław, Gniezno, Zielona góra i wielu wielu innych, więc dlaczego on?

- No jak to, nie cieszysz się?

- A co z Mateuszem?

- Zajęty jest - odparła Sawa z uśmiechem.

- Andrzej?

- Nie może...

- Zośka (Wrocław).

- Coś tam urządza...

- Ja też... - mruknął

- Niby co?

- Fashion Week kobieto! Niby baba, a nie wie kiedy i gdzie są pokazy mody - warknął

- A niby kiedy jest ten twój Tydzień Mody?

- Od 6 do 12 maja... to znaczy, że niedługo.

- To nic, bo do Brukseli pojedziesz 16. Na razie! - krzyknęła i nie czekając na odpowiedź, udała się w stronę tramwaju jadącego na Łódź-Kaliska**


16 maja 2010 - Bruksela (przed salą narad) - 11:24

Piotr siedział na fotelu i czekał na pozostałych członków spotkania. Miał na sobie czarny garnitur, białą koszule, czarny krawat, który sztywno siedział na jego szyi. Wszytko było dokładnie wyprasowane. Włosy związane były do tyłu, a czarne pasma robione szamponetką zniknęły. W ten sposób bardziej przypominał Germana niż Słowianina, ale nie przeszkadzało mu to. Praktycznie został wychowany przez Gilberta i Ariel***, więc nie przejmował się tym jak inni go widzą. Zresztą sylwetką nie przypominał Germanów. Był raczej niski i drobny jak Feliks.

Zebranie miało zacząć się o 12, ale on specjalnie przyszedł wcześniej, by pokazać się z lepszej strony, choć nie był pewny czy nie będzie tak to wzięty za kogoś sztywnego. Był mało znany i zawsze pomijany jak Kanada (kto?), więc nigdy nawet nie zrobił światowego Tornee, ale co tam. Aż tak źle być nie może.

Siedział dalej w ciemnym korytarzu i rozmyślał. Po chwili zobaczył jak przez korytarz idą dwie osoby. Jedna z nich była wysoka i barczysta, a druga trochę niższa, ale również czuć było od niej siłę.

W pewnym momencie drugi chłopak odłączył się od barczystego i podbiegł do Piotra.

- Peter****! - zawołał.

Chłopak wysilił wzrok by dojrzeć coś po czym został przytulony przez drugiego osobnika, choć przytuleniem nie można tego było nazwać. Osobnik złapał jego głowę pomiędzy rękę i zaczął targać włosy..

- Gilbert? - spytał zdziwiony.

- Nein, Klaine Meerjungfrau (Nie, mała syrenka).

- Mógłbyś mnie puścić - syknął. Nie lubił tego.

- Nein! - odparł z wielkim uśmiechem na ustach - I wiesz, przedstawię się wszystkim. A! I możemy się pośmiać z Anglii jak kłoci się z Ameryką i Francją, albo z Lovinio gdy narzeka, a Tonio próbuje go uspokoić...

- Bo to jest śmieszne, tak? - spytał chłopak unosząc jedną brew do góry.

Albinos energicznie pokiwał głową.

- Boże dopomóż - westchnął chłopak. Po czym z całej siły uderzył Gilberta w splot.

- Musiałeś? - spytał Gilbert puszczając go i łapiąc się za bolące miejsce.

- Taa... Raczej tak - odparł i usiadł z powrotem na fotelu.

Ludwig patrzył na tą całą sytuację rozbawiony. Z wyglądu Peter był bardzo podobny do Feliksa. Miał tylko dłuższe włosy, które wiązał z tyłu, a jego oczy w padały w błękit. Mimo wielkiego podobieństwa do swojego przełożonego był bardzo niemiecki w swoim zachowaniu. Ludwig wcześniej tylko słyszał o chłopaku coś od Gilberta. Podobno był wyjątkowo głośny. Jakoś nie chciało mu się w to wierzyć. Chociaż z drugiej strony, Gilbert też potrafił być cicho, choć zazwyczaj drze się wniebogłosy.

Po kilku minutach zaczęli schodzić się pozostali, a Gilbert zaczął im przedstawiać Piotra. Po czym weszli do sali.

- Na kolejnym spotkaniu UE będziemy mówić o... - zaczął Ludwig, a Karpusi już zdążył usnąć.


16 maja 2010 - Bruksela (prywatny pokój Polski) - 14:36

Pod koniec spotkania zapytano go jeszcze jak się czuje Feliks.

- Dobrze. Sawa i Mateusz* myśleli, że będzie gorzej.

Gdy tylko spotkanie się skończyło Łódź udał się do pokoju, który zazwyczaj zajmował Polska. W szafach było mnóstwo jego ciuchów, a na biurku jakiś pamiątek i innych rzeczy, których Piotr wolał nie ruszać.

Wyciągnął z walizki swoją ukochaną parę glanów, wytarte czarne dżinsy z dziurami i naszywkami, koszulkę Rammsteina, kurtkę i plecak. Szybko przebrał się i jak zwykle w 5 minut zrobił czarne pasmo na już rozpuszczonych włosach. Wyszedł przez okno, a później zjechał po rynnie. Tak było wygodnie, bez zbędnych pytań.

Postanowił zwiedzić trochę stolicę Belgi. Beatrycze powiedziała mu, że Ewa(Bruksela) jest teraz zapewne w Królewskiej bibliotece i pomaga w odkurzaniu wielkich ksiąg.

Kiedyś się spotkali i trochę pogadali. Chłopak zastanawiał się, czy Ewka się bardzo zmieniła. W sumie minęło z 200 lat, a ona jako stolica miała sporo na głowie.

Stanął przed budynkiem. Zastanawiał się czy wejść. W końcu zdecydował. Przekroczył drzwi.


16 maja 2010 - Warszawa - 13:30

- Przepracowujesz się - stwierdziła Sawa i przytuliła się do pleców chłopaka.

- Muszę. Wole to wszystko skończyć i wrócić do normalnego trybu życia.

- Ale i tak nie powinieneś. W końcu się wykończysz. A tak po za tym to jak tam stosunki z Rosją?

- U Ivana wszystko dobrze. Pomaga mi przy bawieniu się resztkami samolotu.

- Nie pytam o niego tylko o wasze kontakty. Zachowujesz się tak jakby były totalnie świetne i nic się nie stało.

- Sawa wyluzuj. Ivan to mój kuzyn. Nie powinienem się z nim kłócić.

- Ale on zabił naszego prezydenta i połowę polityków.

Feliks odwrócił się w stronę dziewczyny. Po jej plecach przebiegł dreszcz na widok wściekłych oczu przełożonego.

- Wiem, że go nie lubisz, ale to nie znaczy, że możesz go obrażać. Możesz być moją stolicą, ale Ivan to mój kuzyn i masz zakaz obrażania go w mojej obecności. Tylko ja lub moja rodzina możemy się krytykować. A ty nie masz takiego prawa, nigdy ci takiego nie nadałem.

- Ale... - dziewczyna chciała coś jeszcze powiedzieć, ale groźne spojrzenie zamknęło jej usta. Wyszła z pokoju. Na korytarzu już czekał na nią Mateusz.

- I co? - zapytał - Jak się czuje?

- Dobrze - prychnęła - Ale uparcie twierdzi, że ten sukinsyn Rosja nic nie zrobił.

- On był najgorszy ze wszystkich. Trzeba go było zabić gdy mieliśmy okazję.

- Zwariowałeś? Jakby Natalia się o tym dowiedziała to byś umarł na miejscu z nożem pomiędzy żebrami.

- Ale i tak przynajmniej przysłużylibyśmy się państwu...

- Którym jest idiota, który nie rozumie, że jego największy wróg robi go w chuja - skończyła za niego Sawa.

- Dziewczynom nie wypada przeklinać.

- Mam to gdzieś. Jestem stolicą i jestem po prostu oddana sprawie**.


16 maja 2010 - Bruksela (Królewska Biblioteka) - 15:00

- Ewka? Ben je hier? (z hol. Jesteś tu?) - spytał wchodząc do biblioteki

- Peter broer (braciszku) - krzyknęła jakaś osóbka i nim blondyn przekroczył próg został wciągnięty do środka.

- Ewka? - zapytał jakby nie zrozumiał co się dzieje. Przed nim stała młoda dziewczyna. Miała półdługie ciemne blond włosy i szare oczy. Ubrana była w zwykłą białą koszulkę, dżinsy i cała była w kurzu i farbie - Ehh spójrz na siebie - powiedział i wyjął z kurtki jakąś chustkę, którą zaczął wycierać twarz dziewczynki - cała jesteś brudna.

- Przesadzasz - powiedziała, nadęła policzki, założyła ręce na piersi i odwróciła wzrok.

- Nie prawda. Jak cię znam to nie wychodziłaś stąd, odkąd Bea pozwoliła ci odnowić bibliotekę. Czy ty w ogóle jeszcze pamiętasz świat zewnętrzny.

- Oczywiście. Mam tu komputery i internet.

Chłopak tylko prychnął krótkim śmiechem.

- Dobra, ale teraz idź się przebrać. Idziemy. Obiecałem Bei, że cię na chwilę stąd wyciągnę.


16 maja 2010 - Helsinki - 15:22

Sealandia wyjrzał za okno. Wczoraj przyjechał do "mamy" by trochę odpocząć. Ostatnio na jego platformie było sporo remontów i chłopak potrzebował trochę odpoczynku... a przynajmniej tak twierdził Tino.

Peter Zobaczył jak przez bramę wjazdową wierzajże granatowe volvo, a później usłyszał szuranie drzwi frontowych.

- Su-san, nareszcie jesteś - usłyszał z dołu głos "mamy"

- Tak - jak zwykle "ojciec" wydusił z siebie tyle na ile pozwalała mu przepuścić powietrze wąska przestrzeń w gardle.

To wszystko jest bezsensu - pomyślał najmłodszy z Kirklandów. Im Peter dużej żył tym bardziej czuł, że to wszystko jest nudne i monotonne. Narodził się w wojnie i tylko wtedy był potrzebny. Zdawał sobie również sprawę, że nawet gdy wybuchnie następna nie przyda się nikomu. dla większości był rozlatującą się platformom, niczym więcej. Pamiętał jak żołnierze odpływali zostawiając go, a on nawet nie widział sensu w swoim życiu. Dlaczego postał skoro nie miał swojej naci. Kraje właśnie dzięki temu żyły. Bez ludzi nie mieli prawa istnieć. On narodził się w wojnie. Dla żadnego z żołnierzy ta platforma domem nie była, a murem, który oddziela ich od rodziny i bliskich. Każdy z nich mógł umrzeć w ciągu paru sekund, więc...

...dlaczego się narodziłem?

- Sea-kun? - usłyszał domu głos "matki".

- Idę mamo! - krzyknął i zbiegł na duł.


16 maja 2010 - Bruksela (ulica) - 19:41

- A pamiętasz minę tego kolesia gdy powiedziałeś sto w pogywa... stu z pogywa... stul...

- Stół z powyłamywanymi nogami - poprawił ją i zaczął się śmiać widząc jej rumieńce i nadęte policzki - Oj Ewka ty to jednak...

- Co "jednak"?

- Najpierw myślisz potem działasz - odparł i potargał ją po złotych włosach.

- Jesteś okropny! - krzyknęła i zaczęła bić go po plecach zaciśniętymi pięściami, gdy on się śmiał.

- Hahahahaha wiem - kolejna salwa śmiechu zalała uliczkę.

Dziewczyna przytuliła się do jego pleców. Widziała, że jutro wyjedzie i zapewne już do niej nie przyjedzie.

- Co jest Ewka? - spytał nie rozumiejąc o co jej chodzi.

- Nie jedź - szepnęła, a po chwili trochę głośniej - nie wyjeżdżaj

- Muszę - odprł

- Ale, Peter broer...

- Przykro mi, ale nie mogę. Jestem tu w zastępstwie za pana Feliksa i nie mogę zostać.

- Ale...

- Nie mogę - uciął. On też ją bardzo lubił, ale taka była prawda, straszna rzeczywistość. Jako miasto i to innego kraju miał swoje obowiązki. Wiedział, że przed tym nie ucieknie.


17 maja 2010 - Oslo - 13:32

Magne usiał obok Olafa, który bazgrał coś w papierach, które tonami piętrzyły się na jego biurku.

- Norw~... No choć~ Tu jest tak nudno~ - Olaf miał już dość jęków i stęków (bez skojarzeń ) Dani. Za nim pojawił się trol, który bardzo chętnie by skopał Magne.

- Daj spokój. Nie mam czasu na zabawę z tobą" - powiedział zły. Jego loczek drgał co oznaczało, że Olaf jest już zdenerwowany.

- Dale Norw... - ponownie zaczął marudzić Dania.

Nagle zadzwonił telefon. Norwegia nie bacząc na protesty Magne sięgnął po słuchawkę.

- Lytte (z nor. słucham)? - spytał.

- Eyjafjallajökull! Sprungio! - usłyszał krzyk Islandii. Połączenie się przerwało.

- Sissel! Sissel! - krzyknął. Ale odpowiedziała mu cisza.

Islandia nigdy nie krzyczy... nie tak - pomyślał. Słuchawka wypadła z drżących rąk i z hukiem upadła rozbijając się o parkiet. Magne złapał ciało młodszego chłopaka w ostatnim momencie.


*Łódź jako osoba, która dużo czasu spędziła z Gilbertem, jest bardzo dokładny, ale tylko gdy mu na czymś zależy.

**Łódź-Kaliska - stacja kolejowa w Łodzi. Wiedzą o tym ci co jeżdżą dużo pociągami :)

*** Łódź to tak zwane miasto czterech kultur. Było tam sporo żydów, dużo inwestorów niemieckich, trochę prawosławnych, no i na koniec Polacy. Została zbombardowana w niewielkim stopniu, ale liczba ludności po holokauście drastycznie się zmniejszyła.

****Imię Piotr po niemiecku wymawia się Peter. Tak, pamiętam, że Sealand też tak miał na imię =.="

*Oczywiście cały świat dobrze wie kim są Warszawa i Kraków, a o trzecim największym mieście Polski nikt nie pamięta... Narya:*hug Piotra* Piotr:*hug autora*

**Sawa i Mateusz są bardzo oddani Feliksowi, ale pojmują pewne rzeczy trochę inaczej. Dodatkowo Sawa była bardzo brutalnie bombardowana i niszczona podczas wojny i jak większość zbombardowanych miast i obszarów Polski nienawidzi Germanów oraz Słowian Wschodnich. Nie potrafi zrozumieć Feliksa, który żyje dużej od niej i dzięki swoim przeżyciom wie, że nie tylko ludzie, ale i kraje popełniają błędy. Większość miast Polski gardzi Łodzią właśnie z powyższego powodu. Jako, że chłopaka wychował Gilbert większość z nich go nie lubi (wyjątkiem są miasta ze Śląska i Galicji, którzy są w pewnych sprawach bardziej niemieccy).