- On wcale nie jest taki jak myślisz - powiedział Gilbert patrząc jej prosto w oczy.
- A jaki? To matoł, który nigdy nie myśli o innych. Wieczny optymistyczny idiota, który nie widzi świata poza Krakowem!
- Kiedyś zrozumiesz - odparł chłopak i powrócił do sprzątania w ich domu.
Po 1525 roku Gilbert stał się lennikiem Feliksa i zamieszkał w ich domu na Wawelu. Razem z nim Natasha, Oleńka, Iga, Toris i Raivis.
Białoruś dostała wspaniały pokój. Jego okna wychodziły na wschód... do ukochanego brata. Po śmierci ich matki Ivan kazał im uciekać, a sam stanął naprzeciw Mongoli.
- Niama Oleńka! Niama niama! Braciszku! - krzyczała próbując się wyrwać siostrze, która trzymała ją w swoich ramionach i biegła przed siebie.
- Ne Natashka, Ne, nash brat skazav: Uciekajcie! Odnajdźcie naszych zachodnich braci! A mu tak zrobimy.
- Braciszku! - to był pierwszy raz gdy płakała. później spotkały Litwę. Ukraina od razu go polubiła i poprosiła o schronienie. Udzielił im go, ale przy tym przejmując ich wojska i ziemie. Jakiś czas potem poznały Feliksa. Toris zawarł z nim Unię i, jako, że Kraków był lepiej rozbudowany niż Wilno, przenieśli się tam... dalej od braciszka.
Ale ona nie mogła nic mówić.
Nie polubiła zachodniej rodziny. Feliks zawsze optymistyczny i waleczny, ale pod Grunwaldem nie walczył* tylko patrzył, gdy ona musiała celować, wiedząc, że dalej na polu jest Oleńka i coś może się jej stać. Ale był tam też Gilbert, którego chciała zabić. Dręczył nie tylko ich, ale i wielu innych, w tym jej brata.
Iga, nazywana strzelcem, za to była z tych co robili wszystko an pół gwizdka i zawsze w biegu. Natalia nigdy nie wierzyła, że jej strzały mogły kogoś dosięgnąć z takim podejściem.
Za to Josef, nazywany wrzaskiem, mało się odzywał i często nie odpowiadał jej dosłownie olewając. Za długo chyba siedział u Rodericha i przez to jego brzdąkolenie na pianinie słuch mu wyparował.
Jakby nie patrzeć Josef był kontrastem dla Feliksa i Igi... ale nie zupełnie. Kiedy Słowianie Zachodni się kłócili robili przy tym taki rumor i dos. rozpier**l, że nawet Szkocja i Dania nie umieli podobnego zrobić. Zawsze wtedy padało mnóstwo przekleństw, które z czasem zaczęła rozumieć.
Wtedy dopiero pojmowała dlaczego Josefa nazywano wrzaskiem, Feliksa walecznym, a Ige strzelcem.
Naprawdę nienawidziła tego domu. W domu Ivana zawsze było cicho i chłodno, a tu głośno i tak nieznośnie ciepło.
Nigdy nie dopuszczała do siebie myśli, że może tu być dobrze.
Natomiast Oleńka zawsze mówiła, że jej się tu podoba, że to tego brakowało jej w Domu Rosji. To denerwowało Natalię.Zastanawiała się czasami, czy jej siostra czasem nie zapomniał o ich bracie. Kiedyś ją nawet ją o to spytała.
- Oczywiście, że za nim tęsknię, Natashko, ale to, że mi się tu podoba nie zmienia tego.
- Nieprawda - warknęła, a z jej fioletowych oczu pociekły łzy. To był drugi raz gdy płakała. Dlaczego została sama?


Kilka wieków później znów powróciła do domu Ivana. Wtedy wreszcie zrozumiała co takiego jej brakowało. Tu było zimno i smutno.
Niama! - zaprzeczała sama sobie - Tu jest mi przecież dobrze!
Ale było inaczej. Z dnia na dzień zdawała sobie sprawę, że tęskni za Wawelem. Za zamkiem, w którym zawsze, nawet zimom, było ciepło... Może to smok Wawelski dbał o ich ciepło... a może to uśmiechy kuzynów, którzy zawsze szczerzyli się jak idioci po skończonej walce, tak ją rozgrzewały.
Nie wiedziała...


Rok 1795
- Braciszku gdzie idziesz - spytała wychylając się jak duch zza drzwi. Ivan zesztywniał.
Urocze... - pomyślała.
- Jadę odwiedzić Feliksa - skłamał.
- Pozdrów go ode mnie - powiedziała. Wtedy nie zdawała sobie sprawy co to oznaczało.
Trzy lata wcześniej do ich domu przybyli Litwa i Łotwa. Natasha nigdy ich nie trawiła.
Bałci... - warknęła w myślach jakby przeklinając. Nie lubiła ich. Zresztą podobna ich matka też była tak samo... dziwna. Nie rozumiała co jej brat w nich widzi.
Jednak teraz bardziej ją niepokoił inny fakt. Słyszała, że Prusy coraz bardziej rośnie w siłę. Obawiała się o Ivana... i o Feliksa.
Gdy miała już iść spań zajrzała jeszcze do salonu. Przy kominku, jedynym ciepłym miejscy, na fotelu siedziała Oleńka.
- Siostrzyczko... Nie idziesz spać? - spytała
- Czekam na Ivana - odparła - muszę z nim porozmawiać, ale ty idź. Potrzebujesz wypoczynku.
- Dobrze - Białoruś udała się na górę i wskoczyła do łóżka. Już prawie zmorzył ją sen gdy usłyszała jak ktoś otwiera drzwi.
- Pewnie braciszek wrócił - pomyślała. Zazwyczaj gdy wchodził mówił "dzień dobry", ale Natalia uznała, że zapewne teraz Ivan myśli, że wszyscy śpią i nie chce ich budzić.
- Ivan - usłyszała zimny jak lud głos siostry - Musimy porozmawiać.
Białoruś struchlała, ale była też coraz bardziej ciekawa. Jej siostra rzadko kiedy używała tego tonu głosy. Zazwyczaj gdy była wściekła.
Po cichu zeszła na duł.
- Co ty sobie wyobrażasz? - spytała Oleńka tym samym głosem.
- O co ci chodzi? - niewinny głos Ivana rozbrzmiał w sali. Białorusinka zajrzała przez szparę w drzwiach i o mało nie krzyknęła. Jej brat był cały w krwi.
Kto cię zranił...
- Zabiłeś go - warknęła Oleńka. Była wściekła - Jak śmiałeś!
- Uważaj na słowa - odparł Rosja już poważniejszym tonem.
- Nie miałeś prawa by go zabijać! To nasz kuzyn!
Białoruś nic z tego nie rozumiała. Ich krzyki... O co chodziło? W pewnym momencie Ivan uderzył siostrę, a ta upadła na podłogę.
- Nienawidzę cię - warknęła dziewczyna.
- Ale teraz będziesz musiała kochać - powiedział i chwycił ją za włosy podciągając do góry na wysokość swojego krocza.
Niama... Oleńka! Przerażona Natasha uciekła do swojego pokoju. Kochała siostrę, ale kochała też brata. Bała się. Od tak dawna się bała.


*Feliks jest utożsamiony tu z Władysławem Jagiełło, a Taurys z księciem Witoldem

Iga - Słowacja

Josef - Czechy