2 stycznia 1799 - Rosja - Okolice Moskwy

Natalia odziana w szary płaszcz z czarnym futerkiem szła przez białe okowy Niziny wschodnioeuropejskiej. Jeszcze chwile temu było jasno i słońce świeciło, a po chwili ponownie zrobiło się wietrznie i mroźno. Wyszła tylko na chwilę do oddalonej o 200 metrów wsi by spytać czy przybyła nowa dostawa pieczywa z Moskwy. Jak zwykle dostała trochę i wracała do domu. Spojrzała na bramę do domu. Brama była otwarta, a w śniegu było widać wygniecione przez końskie kopyta dziury.

Ivan... pomyślała i przyśpieszyła kroku. Chciała wiedzieć co dzieje się na dawnych terenach RP. Weszła do domu.

Już miała powiedzieć "Dobroye utro" na przywitanie.

- Panie Rosjo! - usłyszała nagle głos Taurysa - Panie Rosjo, telegram!

Zdjęła po cichu buty i na palcach podeszła do salonu. W fotelu siedział Ivan i czytał kartkę wypełnioną punktami i kreskami.

- To... - zaczął - dobrze nie jest - przyznał - ale źle też nie. Nie dojdą tu.

- Panie Rosjo, to jest zachłanny człowiek.

- Nawet jeśli. To Francuz! Nie uda mu się tu zajść - powiedział pewnie Ivan i wyszedł drugimi drzwiami do kuchni. Za nim podążył Taurys wiedząc, że Rosja poprosi go (czyt. rozkaże) o przygotowanie czegoś dobrego.

Natalia szybko wślizgnęła się do salonu i wzięła do ręki kartkę.

Układ punktów i kresek oznaczał:

"VVV

We Francji Napoleon zdobywa coraz większą władzę.

Koniec"

Napoleon... Słyszała już o nim. Ponoć jak na człowieka był geniuszem strategicznym, ale tak zachłannym, że gdyby miał silną armię mógłby zdobyć wielką władzę i nawet cały świat.

To nie wróżyło dobrze. Idąc na Rosję, bo na pewno to zrobi, będzie niszczyć ziemię i domy Słowian Zachodnich... a potem to samo stanie się z nimi. Ivan dobrze mówił, że Francis ze swoimi ludźmi tu nie wytrzymają, ale zdobyć ich mogli. To nie był problem.

Wstała i pobiegła do swojego pokoju. Na łóżku leżała koperta, gdzie był czytelny napis "Dla Natashy" wykaligrafowany przez Litwina.

Niechętnie otworzyła ją i wyjęła list.

Był to inny telegram:

kkkdddkkkdddkkkddd

kddkkdkkdkddk-kkddddkkkddkkkdkdkkkkkkdkkdkddkdddkd dkkkdkd

kdkkddkddkdkkdkddkdddkdkkkkkdkdkkkkdkkdkdkkkddkkkd dddkdkd

dkdkdkd

kkkdkd

"VVV

We Włoszech powstały polskie legiony.

koniec"

Poczuła jak jej oczy moknął od łez szczęścia.

Feliks... Tak się cieszę...

Pod spodem był napis:

"Nie wiem jak ty, ale ja nie mam żadnych wątpliwości. Nie pokazałem tego Ivanowi i ty lepiej też nie pokazuj, najlepiej spal

Taurys"

Ona także nie miała już wątpliwości. Teraz trzeba było tylko czekać na Francisa. Jeśli uda się go pokonać może dowiedzą się od niego co się dzieje, gdzie jest i czy Bonnefoy widział Feliksa.


2 grudnia 1799 - Francja - Okolice Paryża

Francis spojrzał na ubranego w mundur blondyna.

- Dobrze na tobie leży - przyznał.

- Mundur nie jest po to by dobrze leżeć, a po to by w nim walczyć - odparł. Francis go denerwował. Jedno wielkie, żabie, francuskie, denerwujące coś. Zawsze tylko myślał o tym jak wygląda w oczach innych. Był chciwy i marzył tylko o tym by zdobyć więcej terenów. Dziwne, bo jego największym pragnieniem, wręcz ambicją, było zdobycie wysp Brytyjskich. Wolał nie próbować zrozumieć logiki "kolegi".

Z okien domu Francisa można było spojrzeć na każdą stronę świata. Był wielki i miał mnóstwo pokoi, których sam zielonooki nie mógł zliczyć.

Jednak blondyn wyjątkowo nalegał na pokój z widokiem na wschód.

Chciałbym wreszcie wrócić - pomyślał - Do wszystkich. A przede wszystkim do ciebie Natasho - pomyślał.