Tales from Angels Sky...


Disclaimer: Nie posiadam praw autorskich do prac, które zainspirowały to opowiadanie.
B
ohaterowie, etc. należą do L.J. Smith i do Producentów serialu "Vampire Diaries" - "Pamiętniki Wampirów"

Jestem jedynie autorką swoich własnych, oryginalnych bohaterów.


Prolog

Tej wyjątkowo mroźnej, zimowej nocy niebo było nadzwyczaj czyste i tysiące gwiazd błyszczały na jego granacie ze zdwojoną mocą. W miasteczku Blue Creek położonym niedaleko Ennis, w dolinie Madison na południu stanu Montana, we wszystkich domach panowała senna ciemność.

Tylko okna starej rezydencji na wzgórzu jaśniały mocnym światłem.

Domostwo, nazwane przez pierwszego właściciela Angels Sky, zbudowane ponad sto lat temu, miało styl bardziej przypominający plantację z głębokiego Południa niż rancza, jakie zazwyczaj widuje się w tym rejonie Stanów. W istocie, było wyjątkowo wierną repliką posiadłości z Alabamy, zniszczonej w trakcie wojny secesyjnej, w roku 1864.

Był to piętrowy, rozłożysty, zbudowany z kamienia budynek, który wyraźnie górował nad okolicą nie tylko swym poziomem, ale i pięknem. Od frontu zdobiło go sześć kolumn z wzorowanymi na korynckie głowicami, wysokich na dwie kondygnacje, podtrzymujących ciężki, mansardowy dach. Cztery z nich otaczały także najbardziej wysuniętą ku miastu część – taras, z którego w pogodny dzień roztaczał się jeden z najpiękniejszych widoków na dolinę. Kolumny wieńczył portyk, w którym pół wieku temu zrobiono okno, aby rozjaśnić nieco przestrzeń strychu.

Dwór był od dziesięcioleci owiany tajemnicą, a miejscowi lubili wykorzystywać go, by ubarwiać legendy i podania. Duża część z nich sądziła, że był nawiedzony, inni uważali, że zdarzyła się w nim tragedia, a byli i tacy, którzy opowiadali o swoich rzekomych spotkaniach z istotami pozaziemskimi, które, oczywiście, odbyły się na terenie tej posiadłości.

Zbudował ją w roku 1870 George Donovan, który wcześniej był właścicielem plantacji w Alabamie, niedaleko Andalucii. Dziesięć lat później wyjechał z Blue Creek razem z żoną, Susan i dwiema córkami: starszą Abigail i młodszą – Jane. Mieszkańcy miasteczka dowiedzieli się później, że kilka lat po opuszczeniu doliny cała rodzinna Donovanów zginęła w wypadku dyliżansu. Po nich wszystkich został tylko syn Abigail, który w ten sposób dziedziczył także posiadłość w Montanie. On także miał żonę i dwie córki.

W ten sposób przez ponad sto lat ród Donovanów na zmianę osiedlał się i opuszczał dolinę Madison, by kolejne pokolenie mogło tam zawitać. Być może dlatego niektórzy mówili, że najwyraźniej nad tą rodziną ciąży jakieś fatum.

Był to jeden z powodów, dla których w miasteczku nie przepadano za obecnymi właścicielami Angels Sky. Niedawno przenieśli się na Północ i objęli w posiadanie dom, który stał opuszczony przez ostatnie dwadzieścia lat. Mieszkańcy Blue Creek nie lubili obcych – chyba, że turystów, którzy często wybierali drogę przez dolinę, aby dotrzeć z zachodu lub Kanady do słynnego parku Yellowstone.

Majestatyczna posiadłość była od zawsze niespełnionym marzeniem, tęsknotą i jednocześnie źródłem lęku spokojnych, ale przesądnych obywateli.


Tymczasem, w jednym z okien na pierwszym piętrze stała wysoka, smukła brunetka o orzechowych oczach i twarzy o regularnych rysach. Bystrym wzrokiem obejmowała panoramę doliny, ciesząc się, że po raz pierwszy od jej przyjazdu do domu miała okazję w pełni nacieszyć się jego pięknem.

Nagle dotarł do niej radosny, dźwięczny śmiech siostry.

- Gail, musisz to koniecznie zobaczyć! Już dawno nie widziałam czegoś równie zabawnego!

Brunetka wykrzywiła usta w lekkim uśmiechu i po mniej niż ułamku sekundy znalazła się na drugim końcu pokoju, przy fotelu, na którym siedziała Jane.

Jane i Susan miały włosy złote, które momentami nabierały rudawego połysku, Gail i George – ciemnobrązowe, często przypominające czarne.

Abby nachyliła się nad siostrą i pokręciła głową z politowaniem.

- Pisarze i scenarzyści, których tak lubisz, plotą głupoty, będąc pod wpływem alkoholu, środków odurzających, albo po prostu… mają nie po kolei w głowie. Nie wiem, co widzisz tak zabawnego w opowieściach z piekła rodem. Przecież większość z nich to po prostu wytwory chorej wyobraźni autorów. Jakby ci nie wystarczało, że sami pochodzimy z jednej z nich.

Jane machnęła na to ręką otworzyła pokrywę laptopa, by siostra mogła widzieć ekran. Przełączyła kartę na przeglądarce internetowej i odczekała chwilę.

- Nie marudź. Lepiej po prostu to zobacz… Kto wie, może Ci się spodoba…

Abby przewróciła oczami i zerknęła na stronę. Skrzywiła się, widząc w nagłówku tytuł „Pamiętniki wampirów". Zachętą też nie było dla niej logo serialu, który właśnie znalazła jej siostra.

- Daj spokój. Chyba nie sądzisz, że zacznę oglądać ten chłam…

Jane natychmiast znalazła się tuż przy niej i uśmiechnęła się rozbrajająco.

- Obejrzysz, Gail. Spójrz niżej…

Abby z ociąganiem wykonała to polecenie. Przyzwyczaiła się już dawno do dominującego charakteru siostry.

Cała krew odpłynęła jej od twarzy. Rzuciły jej się w oczy tylko dwa słowa: „Damon Salvatore". Wstrzymała oddech i nie była w stanie nawet się poruszyć.

Blondynka uśmiechnęła się lekko pod nosem i poklepała ją po ramieniu, po czym wyszła z pokoju, zostawiając siostrę w spokoju. Wiedziała, że teraz już na pewno siostra zainteresuje się treścią strony internetowej, książki, a może i nawet serialu. W końcu było w nich całkiem sporo prawdy…


Soundtrack:

Taylor Swift – Holy Ground


A/N: Czytelnikom z ten prolog może wydać się znajomy...

Jednak od razu uprzedzam, że w tej wersji pojawią się SPORE modyfikacje.

Przede wszystkim, od razu uprzedzam, że przeglądam tę historię od nowa i na bieżąco zmieniam kolejne rozdziały;)

Mogę to robić, bo wreszcie już wiem, w jakim kierunku będzie zmierzać ta historia;)

Do pierwszego rozdziału!

VeraDeDiamant