Tales from Angels Sky...


Disclaimer: Nie posiadam praw autorskich do prac, które zainspirowały to opowiadanie.
B
ohaterowie, etc. należą do L.J. Smith i do Producentów serialu "Vampire Diaries" - "Pamiętniki Wampirów"

Jestem jedynie autorką swoich własnych, oryginalnych bohaterów.


Rozdział 15

Jane nie traciła czasu. Nie chciała dłużej martwić siostry, szczególnie, że zauważyła, że Damona raczej bawiła cała sytuacja. Mogła się założyć, że minionego dnia Gail nic nie wskórała, jeśli chodzi o wyciągnięcie z niego całej historii. Może to dobrze. Jane brała udział w jej dużej części.

Poza tym, bez trudu zauważyła silne, wręcz namacalne napięcie między tą dwójką. Domyślała się, jak naprawdę spędzili ten czas… Nie musiała odwiedzać ukochanej oranżerii siostry, by to sprawdzić. Bardzo cieszyła się z takiego obrotu spraw, bo to oznaczało, że wszystko działo się zgodnie z jej planem.

Gail nigdy się tak nie zachowywała. Nie była tak nerwowa, tak agresywna. Według Jane, tylko w jego obecności stawała się pewniejsza siebie, bardziej skłonna do tego, by stawiać czoła wszystkiemu i wszystkim. On zawsze rzucał jej wyzwania, prowokował ją. Jane uważała, że już od dawna było to jej siostrze potrzebne.

Od lat zamknięta w swojej sterylnej, naukowej przestrzeni, Gail wydawała jej się zaledwie cieniem samej siebie. Przez minione dwie dekady Jane często odwiedzała ją w Londynie i za każdym razem martwiła się o nią coraz bardziej. To ona namówiła Gail do spróbowania jazdy na motorze, to ona namówiła ją do zmiany wizerunku po tym, co siostra opowiedziała jej przy jej pierwszej wizycie po ucieczce z Angels Sky. Ona także kazała jej znaleźć jakiś sposób, by wyrzucić z siebie negatywne emocje. Pomogła jej także w rozpoczęciu hobby, które stało się wkrótce jednym z głównych zajęć Gail oprócz wykładów i prowadzonych badań na Oxfordzie.

Złamane serce na długo kazało jej starszej siostrze schować się pod twardą skorupą, ale dzięki temu też stawała się stopniowo coraz bardziej niezależna i pewna siebie. Od dawna jednak nie potrafiła być szczęśliwa.

W tym momencie we wzroku siostry Jane zauważyła irytację, podejrzliwość, ale także podniecenie tym, w jaki sposób Damon na nią spoglądał, oczekiwanie, aż znów wykona on swój ruch. Wydawała się niezwyciężona, ale też… podniecona i… właśnie – zadowolona. Choć trochę, choć odrobinę.

Według Jane, w jakiś niewytłumaczalny sposób, przy Damonie ujawniało się w Gail wszystko, co najlepsze. Między innymi dlatego Jane już bardzo dawno zdecydowała się mu pomóc. Przez ostatnie dwadzieścia lat zdążyła się wytworzyć między nimi nić przyjaźni, często przerywana przez wszystkie jego głupie pomysły, które młodsza panna Donovan była mimo wszystko skłonna mu wybaczyć, bo dobre serce było jedną z tych cech, która spotęgowała się u niej po przemianie w wampira. Nie potrafiła się na niego gniewać zbyt długo.

To do Jane Damon zwrócił się po wsparcie po tym, jak dowiedział się o zdradzie i perfidii, z jaką potraktowała go Katherine. Nie, tak właściwie, to nie zwrócił się do niej po pomoc. Sama mu ją zaoferowała i doskonale wiedziała, że nie uda mu się jej odmówić. Oczywiście, najpierw, kiedy tak desperacko szukał sposobu, by odzyskać Katherine, Jane obraziła się na niego na jakiś czas, bo wydawał się wtedy zupełnie zapomnieć o jej własnej siostrze.

Jane była z natury bardzo lojalna i nigdy nie zrobiłaby czegoś, o czym mogłaby pomyśleć, że zaszkodziłoby jej bliskim. W jakiś dziwny, niewytłumaczalny sposób uznała, że Damon Salvatore, mimo ogromu swych wad, fascynacji najpierw Katherine, a później miłości do Eleny, przez cały ten czas wciąż coś czuł do Gail i może nawet był jej wart. A przynajmniej – że należało dać mu na to szansę.

Dlatego właśnie Jane siedziała w tym momencie, mając przed sobą tę dwójkę i zastanawiając się, jak para tak inteligentnych ludzi, mogła zachowywać się jak ostatni idioci.


Abby obserwowała w skupieniu i Jane, i Damona. Była coraz bardziej spięta i w wyobraźni tworzyła sobie coraz gorsze scenariusze tego, co mogło się wydarzyć między nimi. Zazgrzytała zębami, kiedy przez jej myśli przepłynęła wizja ich dwojga w takiej samej sytuacji, w jakiej ona i Damon byli poprzedniej nocy…

– Po prostu przyznajcie, że spaliście ze sobą, ja przejdę z tym do porządku dziennego i będziemy mieli spokój… – Wcale nie chciała tego usłyszeć, raczej nie przeszłaby z tym do porządku dziennego i nie byłaby w stanie być spokojna. Oni jednak nie musieli o tym wiedzieć.

Na słowa Abby Jane parsknęła śmiechem i posłała Damonowi porozumiewawczy uśmiech.

– Spodziewałam się, że tak powiesz. Nie martw się. Zawsze byliśmy tylko przyjaciółmi.

– W absolutnie niezrozumiały dla mnie sposób… – Damon przerwał Jane. – Twoja młodsza siostra nigdy nie była mną pod tym względem zainteresowana – w przeciwieństwie do ciebie, Abbey. – Wyszczerzył zęby w uśmiechu.

Abby w odpowiedzi przewróciła tylko oczami. Nie chciała, by zobaczyli, jak wielką ulgę poczuła.

– W takim razie przejdźmy do rzeczy…

– Jasne! I, Damon, nie próbuj mi teraz przerywać! – Jane zmrużyła groźnie brwi w jego stronę. – Po tym, jak byłam u ciebie pierwszy raz w Londynie przyjechałam do Angels Sky, żeby… Załatwić ważne sprawy. – Zawahała się i nie umknęło to uwadze jej siostry. Jane coś ukrywała, a kłamstwa nigdy nie były jej mocną stroną…

– Wtedy zjawiłem się ja, w poszukiwaniu ciebie. – Damon nie byłby sobą, gdyby się nie wtrącił. – Twoja droga siostra, łagodnie mówiąc, posłała mnie do diabła.

Okazało się, że po tamtej sytuacji Damon kręcił się po okolicznych barach i pił na umór. Jane, niewiele myśląc, przyszła pewnego wieczoru do jednego z nich, by go wykurzyć z okolicy raz na zawsze. Skończyło się na tym, że posłuchała jednego z jego długich pijackich wyznań i… zrobiło jej się go żal.

Tego Abby mogła się spodziewać. Jej młodsza siostra miała jednak miękkie serce…

Jane później ironicznie skomentowała opowieść Damona – który właściwie opowiedział jej wtedy całe swoje życie – i wspomniała, że byłby z tego niezły pomysł na powieść. Jakiś czas później otrzymała od Damona wiadomość, że za pomocą kontroli umysłu wykorzystał jakąś pisarkę, by spisała jego historię według takiego scenariusza, jaki zechciał. Co było w tym najzabawniejsze, to to, że potem to, co wymyślił, stało się właściwie rzeczywistością. W dodatku nie na tak długo przed ostatecznym powstaniem serialu na podstawie „Pamiętników wampirów".

Przez cały ten czas Jane i Damon pozostawali w kontakcie. Parę razy panna Donovan ratowała mu tyłek, mniej więcej tyleż samo razy on pomagał jej. W trakcie tego wszystkiego uwierzyła, że Damon jednak zasługiwał, by Abby dała mu drugą szansę (bo, oczywiście, nie ustawał w próbach namówienia Jane do wyjawienia, gdzie przebywa jej siostra).

Między innymi dlatego Jane pokazała Abby serial – wiedziała, że nie będzie mogła się powstrzymać i go obejrzy, by potem zadzwonić do Damona i oczekiwać wyjaśnień. Tak skończyli w tym miejscu, gdzie się teraz znajdowali.

Abby próbowała to wszystko przetrawić i przyjąć do wiadomości. Wciąż nie rozumiała pewnych elementów tej historii, ale, biorąc pod uwagę charaktery i Damona i Jane, domyślała się, że, mimo wszystko, mogło być tak, jak opowiadali.

Przez całą opowieść milczała. Kiedy skończyli, odetchnęła głęboko, skinęła tylko głową, wstała od stołu i wyszła na taras, by pomyśleć w spokoju.

Zapadł już zmierzch i zimowe powietrze było tego wieczora nadzwyczaj mroźne. Oddychała głęboko i z jej ust wydobywały się obłoczki pary. Patrzyła bezmyślnie na Blue Creek leżące u podnóża wzgórza, na którym znajdowało się Angels Sky. Widziała zaśnieżone dachy, światła w oknach domów, białe ulice miasteczka.

Nie miała im za złe tego, co zrobili. To znaczy, nie miała za złe siostrze, że chciała dla niej jak najlepiej. Najbardziej bolało jednak, że sama nie domyśliła się, że coś nie gra. Nie zwróciła uwagi na to, że Jane może coś przed nią ukrywać. Była tak bardzo zapatrzona, pogrążona we własnym cierpieniu, a potem w nauce i badaniach, że umknął jej tak ważny szczegół.

Z drugiej strony, wprost kipiała ze złości na Damona, że to wszystko ukartował. Specjalnie wykorzystał tamtą pisarkę, żeby zwrócić jej uwagę. Przez te lata po prostu czekał, aż się do niego odezwie i zacznie robić mu wymówki.

Nie mogła zapomnieć o jeszcze jednej rzeczy. Nie wyjaśniła jeszcze przyczyny jej ucieczki do Europy. A to wciąż czasami powodowało, że miała ochotę rzucić wszystko i albo wyłączyć swoje emocje i zamienić się w bezduszną morderczynię, albo czuć – i cierpieć dalej. Do tej pory zawsze starała się ze wszystkich sił zachować swoje człowieczeństwo. Zazwyczaj jej się udawało.

W tym momencie miała jednak ochotę skręcić kark jednemu i drugiemu. Na dłuższą metę i tak nie sprawiłoby to żadnego problemu, bo, skoro byli martwi, nie można ich było znów zabić tak po prostu. Jej rozsądniejsza część kazała jej jednak się opanować i zastosować tę samą sztuczkę, jaką stosowała od lat.

Skup się na czymś innym.

Oddychaj głęboko.

Wyrzuć z siebie stek przekleństw, jeśli jest taka potrzeba.

I idź dalej.

To właśnie zamierzała zrobić.

Mimo tego że była wampirem i nie powinna była czuć chłodu, poczuła, jak z zimna zaczyna drżeć. Objęła się ramionami, ale nie miała jeszcze siły, by wracać do środka.

Nagle poczuła, jak ktoś obejmuje ją ramionami. Pewnie cała by się spięła i zaraz zaatakowała intruza, gdyby nie usłyszała jego głosu, w którym słyszała na dodatek śmiech:

– Lepiej wracaj do środka, zanim zmienisz się w sopel lodu. – Damon odsunął jej włosy na jedno ramię i pocałował ją w kark.

– Lepiej uważaj, bo wciąż jeszcze nie podjęłam decyzji, czy nie potraktować cię kołkiem za to, co zrobiłeś. – Nie odwracała głowy. Wiedziała, że, jeśli spojrzy w jego błękitne oczy, będzie zgubiona i będzie miała ogromną ochotę wszystko mu wybaczyć.

– Nie znudziła ci się przez minione dwie dekady ta groźba? – Spytał, wyraźnie rozbawiony. Abby prychnęła i przewróciła oczami. Jak zwykle, próbował wszystko obracać w żart.

– Ukartowaliście to wszystko razem i zrobiliście ze mnie idiotkę. – Abby wysyczała przez zęby.

– „Ukartowaliście" to takie duże słowo… – Wyraźnie próbował odwrócić jej uwagę, ponieważ poczuła, jak jego dłonie z jej ramion przesuwają się coraz niżej i niżej na talię… Przycisnął ją do siebie tak mocno, że wrażenie zimna opuściło ją na dobre. Nie mogła zaprzeczyć, że to… działało.


– Ej, gołąbki, wracać do środka, bo… – Jane, która stała w drzwiach tarasowych nie dokończyła zdania, bo zadzwonił jej telefon. Kiedy na wyświetlaczu zauważyła, kto próbuje się z nią skontaktować, uśmiechnęła się pod nosem. – No dobra, to ja zaraz wracam… – Wróciła do środka i odebrała. – Hej, skarbie, co się stało? – Szeroko uśmiechała się, niezależnie od samej siebie.

– Jane, najdroższa, mam dla ciebie wiadomość… – Kiedy słuchała dalej ukochanego głosu, uśmiech znikł z jej twarzy, a w oczach pojawiło się najpierw niedowierzanie, a potem szok, a chwilę później przerażenie sprawiło, że zastygła bez ruchu.


Soundtrack:

Taylor Swift – Eyes Open


A/N: Na razie to tyle, jeśli chodzi o rozdziały zredagowane;)
Postaram się napisać tu jak najszybciej coś nowego,
ale w najbliższym tygodniu będę mieć prawdziwe urwanie głowy,
więc przez najbliższe siedem dni niczego nie obiecuję... ;)

Do kolejnego rozdziału!

VeraDeDiamant